Strona powstała w 2007 w odpowiedzi na wybryki ówczesnego ministra edukacji.
W sierpniu 2009 wyszedłem wreszcie za mąż, w osobnym dokumencie opisałem nasze starania, a nuż się komuś przyda: Jak zawrzeć małżeństwo monopłciowe za granicą (http://docs.google.com/View?id=dgx92rmp_11gjdh7qd7)
Odnośnie artykułu w Rzepie: nikt nie skontaktował się ze mną w sprawie artykułu (wypowiedzi, które mi się przypisuje, wzięte są z innego kontekstu). Jeśli treść artykułu Was wzburzyła, spodziewajcie się gorszego: podesłałem redakcji przepis na smażoną wątróbkę z sugestią, żeby następnym razem napisali o tym, jak geje zjadają noworodki na kolację. Skoro Wybranowski naprawdę jest przekonany, że sierotom szuka się rodziców zastępczych przez NK, to wszystkiego się można spodziewać. Rzeczywiście! TVP wyemitowała reportaż, w którym „eksperci” na serio odnoszą się do mojej wypowiedzi o zjadaniu dzieci (zróbcie sobie stopklatkę koło trzydziestej szóstej sekundy i przeczytajcie tekst w tle).

Kto jest ojcem córki prezydenta, czyli co wynika ze starań grupy posłów - ekspertów od badań genetycznych?




CSS Valide !



Motto 1: Istnienie gejów i lesbijek jest oczywistością biologiczną, społeczną i kulturową (Tomasz Raczek).

Motto 2: Jestem gejem, to znaczy, że pociąga mnie nie płeć żeńska, tylko przeciwna. (Szabó Kristóf)

Motto 3: Od tego, że wspominam uczniom o istnieniu delfinów butelkonosych, jeszcze żaden nie stał się delfinem butelkonosym, ale kilku pierwszy raz w życiu zajrzało do encyklopedii. (Arkadiusz Karski)

Czemu nie podaję linków do artykułów naukowych na poparcie podawanych faktów?
Celowo, gdybym bowiem podał linki, byłyby one siłą rzeczy mniej godne zaufania, niż te, które samo sobie znajdziesz.



„Ludzie, boicie się fikcyjnych tworów takich jak Brüno, a nie przejmujecie się tym, jakim zagrożeniem dla rodziny mogą być najzupełniej normalni heteroseksualiści. Którzy dla zaspokojenia swoich ambicji naraziliby dziecko na kontakt z płonącym fosforem.”


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

ORIENTACJA PSYCHO-SOCJO-...-SEKSUALNA

Orientacja seksualna to ukierunkowanie pociągu płciowego.

Płcie są dwie: kobieta* i mężczyzna*. Skoro płcie są dwie, to orientacje również są dwie: pociąg do mężczyzn i pociąg do kobiet.

* kobieta to dojrzała samica gatunku ludzkiego
* mężczyzna to dojrzały samiec gatunku ludzkiego

Nic nie przeszkadza, aby jedna osoba odczuwała pociąg do obu płci, i zazwyczaj tak właśnie jest, z tym że któraś z orientacji dominuje. Wzajemne proporcje określa (używana przeze mnie w zmodyfikowanej formie) siedmiopunktowa skala Kinseya, gdzie wartości 0 oraz 6 oznaczają zainteresowanie wyłącznie jedną płcią, a od 1 do 5 oznaczają, że dana osoba odczuwa zainteresowanie obiema płciami, ale jedną nieznacznie lub zdecydowanie bardziej niż drugą.

Związek między własną płcią a orientacją jest jedynie statystyczny (a nie przyczynowo-skutkowy). Ileśtam mężczyzn czuje silniejszy pociąg do kobiet niż do mężczyzn, a ileśtam na odwrót. Niektórzy natomiast wykazują zainteresowanie wyłącznie jedną płcią, i to są stuprocentowi HOMO i stuprocentowi HETERO.

Mężczyzn odczuwających pociąg wyłącznie do mężczyzn oraz kobiety odczuwające pociąg wyłącznie do kobiet nazywamy tradycyjnie (acz nieściśle) homoseksualistami. Mężczyzn odczuwających pociąg wyłącznie do kobiet oraz kobiety odczuwające pociąg wyłącznie do mężczyzn nazywamy heteroseksualistami. Obie grupy są liczebnie zbliżone i stanowią kilka do kilkunastu procent społeczeństwa. Pozostali to biseksualiści, którzy odczuwają pociąg zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn.


„Wybór” orientacji

Orientacji nie można wybrać. Jest trwała i niezmienna. Dowód: homo jest co dwudziesty człowiek. Gdyby mężczyźni* mogli wybierać, gejów byłoby znacznie więcej. Koniec dowodu.

*Nie śmiem wydawać osądów na temat tego, co wybrałaby kobieta, gdyby miała wybór.

Orientacja jest określona jeszcze przed okresem dojrzewania, potem jedynie wychodzi na jaw (i na tym „jawie” pozostaje, to znaczy nie ma potrzeby jej ujawniać/wyjawiać - wystarczy nieukrywać). Nic, a najmniej perswazje rodziców, nie może jej już zmienić u osoby nastoletniej.

Jeśli upierasz się przy teorii przeciwnej, to bez trudu udowodnisz jej prawdziwość: zmień swoją orientację na przykład na dwa miesiące. Jeśli do tej pory lubiłe/aś kobiety, to teraz „lub” i podrywaj mężczyzn. Opisz swoje doświadczenia w blogu. Jeśli ci się uda, pójdą za tobą miliony i dostaniesz Nobla!



Orientacja psychoseksualna a budowa anatomiczna

...się pisze...

Czym jest obojnactwo, czyli hermafrodytyzm, czyli interseksualność?

(wygląda, że link nieaktualny; tutaj ten sam artykuł)

http://www.hermafrodytyzm.org


„Leczenie” orientacji

Czy orientację się da „wyleczyć”? Sam pomysł jest bzdurny, ale przychodzi on niektórym do głowy. Otóż orientacji nie można „wyleczyć”. Zauważysz, że to oczywiste, gdy się zastanowisz, co by zostało, gdyby Cię „wyleczono” z orientacji, którą masz. Wyobraź sobie, że lubisz mężczyzn/kobiety, a nagle przestajesz - co ci zostaje? Aseksualność?!

No dobrze, skoro tak nalegasz, Troskliwy Homofobie, zapisałem się na twoją „terapię”. Tam zaraziłem się takim prionem, że w wyniku powikłań zostałem hetero. I co teraz? Myślisz, że coś się w moim życiu zmieni? Że rzucę męża i się wyprowadzę? Że rozwalę swój szczęśliwy związek? Nie chcę i nie mogę. Człowiek, gdy zakłada rodzinę, przyjmuje na siebie obowiązki. Młodzież bierze z wychowawcy przykład! Nie chcę ani stracić pracy, ani narażać się krewnym... Tak więc nadal udaję geja.


Aspekty orientacji

O orientacji seksualnej mówimy, gdy rozmawiamy o zwierzętach. U ludzi występuje zjawisko złożone, wielowarstwowe, wieloaspektowe. Adekwatnym terminem jest orientacja psychoseksualna, co i tak jest uproszczeniem, skrótem od orientacja socjo-psycho-neuro-...-seksualna. Chodzi bowiem nie o sam popęd seksualny, lecz o potrzeby natury emocjonalnej, społecznej, psychicznej.

Każdy człowiek poszukuje przede wszystkim związku emocjonalnego z drugą osobą, która jest dla niego atrakcyjna zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym, oraz dąży do zaspokojenia w tej relacji pragnienia miłości, przynależności, poczucia bezpieczeństwa, czułości, jak również potrzeb natury erotycznej.
Agata Engel-Bernatowicz Gej nie nosi torebeczki

Na codzień, a w szczególności na lekcji, obecne są społeczne („publiczne”) aspekty orientacji, np.: stan cywilny - mężaty. Szczegółów mojego życia intymnego nie zna nikt. W jakich pozycjach sobie mnie rysują uczniowie w swoich zeszytach, to dzieło wyłącznie ich wyobraźni.


http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/4783/orientacja-seksualna.html

Orientacja psycho-socjo-...-seksualna to doskonały przykład, że uprzedzenia utrudniają zrozumienie świata. Na pytania w rodzaju: Czym jest orientacja? Skąd się bierze? Kim jest hetero i czym się różni?, nie znajdziesz odpowiedzi, jeśli wyobrazisz sobie młodego człowieka, zdrowego i jurnego. Orientacja charakteryzuje każdego, także młodzież, która nie rozpoczęła jeszcze życia płciowego, i osoby starsze, dla których seks jest jedynie mglistym wspomnieniem, a także impotentów i osoby samotne (na przykład ślubowałe celibat). Jeśli weźmiesz to pod uwagę (czyli przestaniesz dyskryminować te grupy), zrozumiesz, czym jest orientacja: to pociąg do drugiej osoby, ale nie tylko seksualny, także emocjonalny. Dla nastolatka liczy się seks, a inne komponenty są w cieniu. W miarę dorastania zainteresowanie seksem schodzi na dalszy plan, a na pierwszy wysuwają się potrzeby emocjonalne. Osoba nie tylko mnie podnieca seksualnie, ale dobrze się czuję w jej obecności, jesteśmy sobie nawzajem wsparciem, mamy wspólne plany, dzielimy wspólne wspomnienia, ludzie odbierają nas w taki czy inny sposób itp. W wieku starszym łączy nas to, że znamy nawzajem swoje choroby. Na każdym etapie życia jesteś gejem/lesbijką/hetero, podczas gdy statystycznie rzecz biorąc seks jest ważnym spoiwem najwyżej przez pierwsze dwa-trzy lata współżycia, potem przychodzi rutyna, wręcz znudzenie seksem.

Jak się objawia orientacja:


Natura wymyśliła miliard lat temu, że wprowadzi płcie i rozmnażanie płciowe: od tej pory aby zapewnić trwałość gatunku, jedni będą lubili mężczyzn, a inni kobiety. Ten podział nie pokrywa się podziałem na płcie z tego powodu, że obie orientacje (pociąg do kobiet i pociąg do mężczyzn) są zapisane w wielu miejscach DNA każdego człowieka bez względu na płeć. Gdyby był jeden zapis, to mógłby się łatwo stracić, i wtedy ludzkość by wyginęła.

Dzięki temu, że pociąg do mężczyzn i pociąg do kobiet wpisane są w geny każdego, i u każdego się mogą potencjalnie uaktywnić, zapewnione jest następstwo pokoleń, a dodatkowym, POZYTYWNYM efektem jest to, że u niektórych kobiet aktywny jest pociąg do kobiet, a u niektórych mężczyzn - pociąg do mężczyzn.

Orientacja psychoseksualna wykształca się tak, jak pozostałe aspekty osobowości: z miliona bodźców niemowlę tworzy obraz świata, w tym tego, co lubi i czego nie lubi. Jeśli pochyla się nad nim osoba o miłym zapachu (ciocia podająca na łyżeczce Gerberka) i zielonych oczach, to możliwe, że od tej pory zielone oczy będą mu się kojarzyły pozytywnie. Jeśli w kolejnych miesiącach i latach spotka w życiu więcej mężczyzn o zielonych oczach, niż kobiet, to jego orientacja psychoseksualna ukierunkuje się na mężczyzn. Proste? Oczywiście chodzi o tak wielką liczbę nic nie znaczących drobiazgów, że nie jesteś w stanie tego wyśledzić i przeanalizować.

Co by było, gdyby każdy był hetero?

Fakt: Większość kobiet nie odpowiada ideałowi kobiety i większość mężczyzn nie stanowi ideału mężczyzny.

Gdyby każdy był 100% hetero (to znaczy każdy mężczyzna miałby wpisane w geny, że mają mu się podobać kobiety o wyraźnie kobiecych cechach i vice versa), to gatunek ludzki by wyginął, ponieważ nie znalazłyby partnera seksualnego kobiety o głębokim głosie, umięśnione itp itp. oraz mężczyźni nie dość męscy (na przykład kołyszący biodrami), czyli... większość populacji!

Podstawą ewolucji jest różnorodność, na przykład im większa różnica w genach rodziców biologicznych, tym lepiej dla systemu odpornościowego dziecka. Aby zapewnić maksymalną różnorodność, natura myśliła* pewien mechanizm bazujący na przypadku:
Nasze preferencje seksualne nie są z góry zaprogramowane (w szczególności nikt nie ma wpisane w chromosomy, że będzie mu się podobał wyłącznie typowy przedstawiciel płci przeciwnej), lecz będziemy uważać za atrakcyjny pewien przypadkowo dobrany zestaw cech, spośród których jedne będą wybitnie męskie, inne typowo kobiece, pozostałe neutralne.

Które to będą konkretnie cechy? Tutaj natura zdała się na przypadek*. Rodzimy się z predyspozycją, aby w pierszych latach życia wypracować sobie pewną mozaikę: będą mi się podobały osoby o takim kolorze oczu (ponieważ mając pół roku dostawałem pyszny serek od cioci o tym właśnie kolorze oczu), o takiej muskulaturze, owłosieniu, wzroście itp.

Rozmnażamy się tylko dzięki temu, że jesteśmy wszyscy potencjalnie biseksualni. Niejeden hetero uważa swoją żonę za atrakcyjną, ponieważ de facto podniecają go seksualnie niektóre cechy męskie, którymi ona akurat dysponuje.

*Oczywiście natura niczego nie „wymyśliła”, ponieważ natura nie zna celowości i nie ma zamiarów, lecz to właśnie cechy wytworzone dzięki przypadkowi są najefektywniejsze ewolucyjnie.

Jak się do tego mają geje? Przypadkowy dobór cech decydujących o seksualnej atrakcyjności daje taki wynik, że pięć procent mężczyzn woli osobników męskich, chociaż nie może z nimi spłodzić potomstwa (ale wychować może!). Tym niemniej istnienie gejów nie stanowi utrudnienia w rozmnażaniu, wręcz przeciwnie: zwiększa szanse gatunku na przetrwanie.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

FILOGINIA i FILOANDRIA - propozycja nowocześniejszej terminologii

Problem semantyczny: nie istnieje coś takiego, jak „pociąg do własnej płci”. Przecież nie dlatego pociągają mnie mężczyźni, że sam jestem mężczyzną. Między orientacją a własną płcią nie ma żadnego związku. Dlatego wspólny dla gejów i lesbijek termin homoseksualizm / homoseksualność, wymyślony w połowie dziewiętnastego wieku i nieunowocześniony od tego czasu, jest nieodpowiedni. Wprowadza w błąd sugerując, że gej ma coś wspólnego z lesbijką, podczas gdy wszystko ich dzieli: on jest mężczyzną, ona kobietą. On lubi mężczyzn, ona woli kobiety. Dlatego zarówno na moich stronach, jak i w dyskusjach na forach geje rzadko się pojawiają tam, gdzie lesbijki. Należałoby zrobić porządki i wymyślić jakiś grecko-łaciński neologizm na nazwanie obu grup ludzi: osoby, które lubią mężczyzn i osoby, które lubią kobiety. Na przykład:

filogin - kto lubi kobiety
filander lub filoander - kto lubi mężczyzn

filoginia = pociąg do kobiet
filandria = pociąg do mężczyzn

lub też

ginekofil - kto lubi kobiety
androfil - kto lubi mężczyzn

ginekofilia = pociąg do kobiet
androfilia = pociąg do mężczyzn

ewentualnie ginekoman, androman, ginekomania, andromania. „Filia” oznacza lubienie (sprzyjanie, przyjaźń, zainteresowanie), „mania” jest mocniejsze - pasja, namiętność. (Powyższe terminy jak najbardziej istnieją, tylko że nie są używane do określenia orientacji seksualnej; porównaj: http://www.lexilogos.com/etymologie_gay.htm)

Poniższy album chętnie sobie obejrzą wszystkie osoby androfilne.


Termin homoseksualność / homoseksualizm wprowadza w błąd, ponieważ sugeruje, że geje i lesbijki są tej samej orientacji, podczas gdy są przeciwnej: gej lubi mężczyzn, a lesbijka kobiety.

Wyobraź sobie grupę mieszaną, powiedzmy studentów na roku. Jak myślisz, kto z kim woli usiąść, żeby sobie poplotkować w czasie wykładu?
Gej usiądzie z kobietą heteroseksualną, aby się wymienić uwagami, który facet jest na sali atrakcyjny, a który nie. O czym by miała rozmawiać z gejem lesbijka?

Co gorsza: w języku polskim przyjęły się derywaty heteroseksualizm („-izm”, tak jakby to była ideologia) i heteroseksualista (jakby zwolennik heteroseksualizmu). W innych językach używane są słowa homoseksual/homoseksualny i homoseksualność. Odrzucam te pojęcia jako błędne i szkodliwe. Co znaczy bowiem „homoseksualność” czy „heteroseksualność” w odniesieniu do tożsamości seksualnej dowolnego człowieka? Kompletnie nic! Ani płeć (mężczyzna to czy kobieta?), ani orientacja (lubi kobiety czy mężczyzn?). Na przykład ze zdania Mam rodziców homo nie wynika, czy jest to dwóch ojców, czy dwie mamy. Używanie jednego słowa na określenie dwóch rzeczy na raz (płeć i orientacja) prowadzi do niejasności.

Poza tym homoseksualność zawiera seks, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie, że chodzi o seks, podczas gdy chodzi o płeć (łaciński element sex oznacza w pierwszym rzędzie płeć).


O absurdalności słów homoseksualista i heteroseksualista.

Te dwa słowa nie nadają się do opisu rzeczywistości, a w szczególności do opisu tożsamości seksualnej.

Oto, czemu te dwa terminy nie nadają się moim zdaniem do opisu orientacji psychoseksualnej:


Wydaje mi się, że człowiek w pierwszym rzędzie utożsamia się z daną płcią, to znaczy jest mężczyzną albo kobietą, a dopiero potem precyzuje, w jakim stopniu pociągają go kobiety, a w jakim mężczyźni. Proponuję do opisu orientacji seksualnej stosować jedno z poniższych podejść:

1)
Ponieważ płeć i pociąg płciowy są niezależne od siebie (tzn. to, jakiej jesteś płci, nie określa tego, która płeć cię pociąga), tożsamość seksualną możemy określić w dwóch krokach: najpierw płeć, potem pociąg seksualny:

kobiety / mężczyźni

osoby czujące pociąg do mężczyzn / osoby czujące pociąg do kobiet

Powyższe określenia są opisowe, zwerbalizowane. Jeśli potrzebujesz łatwych do obróbki danych statystycznych, możesz zaproponować osobie badanej, aby określiła swój pociąg płciowy rozdzielając sto punktów między obie płcie zamiast powyższych określeń „raczej”, „wiele bardziej”.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Ile jest orientacji?

Orientacja to „ukierunkowanie”, czyli chodzi o to, ku której płci jest skierowane twoje zainteresowanie. Orientacje psychoseksualne są dwie, ponieważ płcie są dwie: pociąg do mężczyzn i pociąg do kobiet. Nie ma zatem możliwości, że ktoś kiedyś wymyśli i zalegalizuje trzecią, czwartą, kolejną orientację.

Daną osobę możesz zatem określić:

Stosując te dwa proponowane przeze mnie pojęcia pociąg do mężczyzn (filandria) i pociąg do kobiet (filoginia), aby scharakteryzować czyjąś orientację, wystarczy określić, w jakiej te dwa „pociągi” są proporcji. Takie podejście pozwoli scharakteryzować na przykład osobę aseksualną (jako osobę, u której nie występuje ani zainteresowanie mężczyznami, ani kobietami) i na subtelniejsze zróżnicowanie dzięki wyrażeniom raczej, w większości przypadków, częściej, rzadko. Jakąkolwiek ankietę stworzysz na temat samookreślenia, uzyskasz dane bliższe prawdzie, niż tradycyjne wpychanie na siłę w schemat trójczłonowy homo-hetero-bi.
Jeśli jest ci to potrzebne, moje podejście pozwala także na określenie orientacji liczbowo, co może być przydatne do celów statystycznych/marketingowych, i to w skali międzynarodowej. Na przykład masz sto punktów i możesz je przydzielić jak chcesz do którejkolwiek z płci (mężczyzna lub kobieta), wyjdzie ci procentowe określenie orientacji, na przykład Jestem zainteresowany seksualnie kobietami w 60%, mężczyznami w 40%.

Skąd zatem to zamieszanie: homo, hetero, trans, bi itd?

Po pierwsze z zaślepienia homofobicznego. Sam Károly Kertbeny, który ukuł przestarzałe już dzisiaj i nienaukowe pojęcia homoseksualność i heteroseksualność (w Polsce przyjęły się całkowicie niedorzeczne homoseksualizm i heteroseksualizm, jakby to była ideologia), mimo że chciał dobrze, popełnił ten straszny błąd, że za punkt wyjścia przyjął to, co w jego czasach (połowa dziewiętnastego wieku) było usankcjonowane prawnie: małżeństwo kobiety i mężczyzny, wszystko inne wrzucając do jednego wora, tzn. wbrew rozsądkowi określił wspólnym terminem osoby homoseksualne gejów i lesbijki (czyli osoby o przeciwnie! skierowanych zainteresowaniach seksualnych). Czym się kierował Kertbeny? Jaki miał zamiar? Intencje miał dobre, tym niemniej realia epoki skłoniły go, aby inaczej nazwać tych, którzy tworzą model rodziny cieszący się pełnią praw, a inaczej tych, których związki nie mają takiego poparcia lub są prześladowane. W uproszczeniu wyszło zatem, że:

dyskryminujący = heteroseksualni
dyskryminowani = homoseksualni

Po drugie: polityczna poprawność ze strony gejów i ich solidarność z uciśnionymi. Pod ruch emancypacji gejów i lesbijek podczepiły się różne grupy, których problemy mają zupełnie różny charakter (związany wprawdzie z tożsamością płciową, ale nie z orientacją), które nie miałyby szans samodzielnie zawalczyć o swoje prawa. Homo nie mieli odwagi ich odrzucić, przedkładając solidarność nad ścisłość terminologiczną. Stąd heteroklityczny (składający się z różnorodnych, roztomajtych części) ruch LGBTI obejmujący między innymi osoby transseksualne. Dlatego w dzisiejszych czasach mamy schemat:

dyskryminujący = heteroseksualni
dyskryminowani = LGBTI

Transseksualność to nie orientacja*, lecz niezgodność płci fizycznej z psychiczną, czyli mężczyzna w ciele kobiety lub kobieta w ciele mężczyzny. Niezgodność ta jest usuwana/poprawiana operacyjnie, to znaczy płeć pozorna (zewnętrzne organy płciowe) jest dostosowywana do rzeczywistej. To znaczy, że jeśli kobieta urodziła się w ciele chłopca, to jej ciało zostanie „dostosowane” w ten sposób, że chirurg usunie jej niepotrzebne atrybuty i sprawi właściwe (to znaczy przerobi jej członka i jądra na pochwę i łechtaczkę; operacja odwrotna jest technicznie trudniejsza, ale jak najbardziej możliwa i wykonywana). Dalej na ten temat...

Tak powstało pomieszanie pojęć: termin orientacja seksualna zaczął być kojarzony z każdą grupą ludzi dyskryminowanych ze względu na swoje „właściwości” seksualne. Ba! Bywało, że gdy opisano nowo odkryte schorzenie/dolegliwość/anomalię związane z seksualnością, ignoranci mówili o „dodaniu kolejnej orientacji do istniejących”. Galimatias potęguje zła wola homofobów, którzy do tego wszystkiego dorzucają jeszcze swoje urojenia na temat praktyk seksualnych (dokładniej: stawiają absurdalny znak równości między orientacją a technikami osiągania orgazmu) i robią wszystko, aby zafiksować jak najwięcej negatywnych skojarzeń.

Od tego pomieszania udało się specjalistom uciec uściślając termin: orientacja psychoseksualna.

P.S. Oczywiście przynależność do LGBTI nie każdemu się podoba - poszczególne literki wypraszają sobie wzajemne towarzystwo, uważając, że sąsiedztwo im uwłacza (a tu jeszcze pchają się kolejne, np. „A” na osoby aseksualne), posuwając się nawet do sojuszu z heterowiększością, aby podgryźć konkurencję. Rozwiązanie, jakie mam do zaproponowania, to poczciwe przecinki: L,G,B,T,I.

Seksualność człowieka jest zbyt skomplikowana, wielowarstwowa, wieloaspektowa, aby się ją dało określić jednym słowem. Nawet moja skala siedmiopunktowa (oparta oczywiście na skali Kinseya) jest pewnym uproszczeniem. Z łatwością sobie wyobrażę człowieka, który zapytany o tożsamość seksualną odpowie:

No to kim on jest? 26% homo, 74% hetero? Albo wizualny (wzrokowy) hetero, audytywny (słuchowy) homo? Nie da się tego tak dokładnie określić. I nie ma takiej potrzeby. Każdy jest, kim jest, i lubi to, co lubi. Nie ma potrzeby przylepiać każdemu łatki. Możesz o sobie powiedzieć tak, jak każdy: Jestem jeden. Nie ma drugiej osoby, która by miała osobowość (w tym nastawienie do siebie i świata) choć trochę podobną do mojej.

Tym niemniej ludzie lubią, kiedy nie ma wątpliwości co do ich tożsamości, w tym tożsamości seksualnej. Dlatego z dwojga złego wolą określić siebie nieściśle, byle konkretnie: albo homo albo hetero. No i przynależność do grupy/społeczności.

Orientacja okiem socjologa
Wbrew temu, co napisałem powyżej, socjologa interesują geje i lesbijki jako grupa społeczna postrzegana w taki czy inny sposób. Dla socjologa zatem nadal mają sens pojęcia homoseksualność/homoseksualizm i heteroseksualność/heteroseksualizm, ponieważ dla socjologa nie ma znaczenia, że z punktu widzenia medycznego czy psychologicznego są to pojęcia puste (a przynajmniej nieścisłe), interesuje go, że nadal one funkcjonują w umysłach ludzi, to znaczy że geje są postrzegani jako grupa, do której inne grupy jakoś się odnoszą.


Czym jest norma, czym jest normalność?

Norma to 5% homo, 95% niehomo.



spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O „zakazie” używania słów mama i tata.

W żadnym kraju (ani w Szkocji, ani w Kalifornii) nie istnieje zakaz używania takich czy innych słów w odniesieniu do rodziców dziecka. Chodzi jedynie o to, aby nie domniemywać z góry takiej czy innej konfiguracji rodzinnej w przypadku, gdy jej nie znamy. Nauczyciel nie powinien pytać ni stąd ni z owąd „O której przyjdzie po ciebie tatuś”, ponieważ możliwe jest, że dzieciak nie ma ojca. Jeśli stracił niedawno ojca w wypadku, to takie pytanie jest brutalnym ciosem. Istnieje milion możliwości zapytać inaczej, na przykład pytanie zasadnicze poprzedzić pytaniem lub pytaniami wstępnymi: „Powiedz mi, kto po ciebie przychodzi?

Tak więc Arnold podpisał rozporządzenie, które wzywa między innymi pedagogów, aby jeśli to możliwe, nie domniemywali informacji, których nie znają. Zrobiono to ze względu na dzieci, które nie mają tak sielankowo, lecz albo jeden z rodziców zmarł, albo się rozwiedli, albo mają samotnego rodzica itp. Wszystkim tym dzieciom jest przykro, że są niezauważane, że się muszą dostosować do wyidealizowanego schematu. A stanowią sporą grupę, także w Polsce! Gdybyś pracowało w domu dziecka, to myślę, że przyklasnąłbyś pomysłowi z Kalifornii. Wiesz, co czują te kilkulatki, którym się każe czytać, recytować albo wyśpiewywać po raz pięćdziesiąty wierszyk lub piosenkę o tacie i mamie, których nie mają?!

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O tożsamości płciowej

Twoją osobowość określają w pierwszym rzędzie płeć i orientacja seksualna. To, jakiej jesteś płci (kobietą czy mężczyzną), i z kim zamierzasz założyć rodzinę (z kobietą czy z mężczyzną) determinuje wiele aspektów twojego życia, szczególnie w społeczeństwie tak zacofanym, jak polskie, gdzie poszczególnym płciom przypisane są konkretne role tak w domu, jak i społeczne.

Powiedzmy, że tożsamość płciową określają te dwa elementy: Jakiej jesteś płci? i Ku której płci jest skierowane twoje zainteresowanie? Dla uproszczenia załóżmy najpierw, że uprawiasz seks z osobą, do której czujesz pociąg płciowy. Daje to następujące możliwości (w kolejności alfabetycznej):

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O preferencjach, czyli czym nie jest orientacja

Moi uczniowie wiedzą wszystko o mojej orientacji psychoseksualnej. Wszystko, czyli tyle, że założyłem rodzinę z mężczyzną.

Moich preferencji seksualnych nie zna nikt. Może to być np. za jakimi chłopcami się oglądam na ulicy, jakie są moje ulubione techniki osiągania orgazmu, którą ręką się masturbuję. O tych rzeczach nikt nie wie nic, ani nikt zdrowy się nad nimi nie zastanawia. Tzn. uczeń nie zastanawia się, czy jest w moim typie, ponieważ wie, że przychodzi do mnie jako uczeń i jest dla mnie uczniem, a nie potencjalnym obiektem pożądania.
Jedynie homofoby wyciągają na forum publiczne kwestie związane z preferencjami / technikami seksualnymi przedstawiając je jako orientacja psychoseksualna. Więcej o skutkach wychowania homofobicznego...


Twarzą w twarz czy od tyłu, czyli czym nie jest orientacja seksualna.

Jak sam tytuł wskazuje, ten rozdział jest nie o orientacji seksualnej, lecz o preferencjach dotyczących technik osiągania orgazmu.

Na tle ewolucji seks ludzi twarzą w twarz nie świadczy o naszej wyjątkowości, lecz jest przypadkowym rezultatem postawy wyprostowanej.

Wybór twarzą w twarz lub od tyłu, jak i na jeźdźca* czy jedno stoi, drugie klęczy to kwestia osobistych preferencji bez większego związku czy to z płcią, czy z orientacją seksualną. Pozycja seksualna niewiele także zależy od tego, czy uprawiasz seks analny czy waginalny: jeden i drugi może być twarzą w twarz, jeden i drugi może być od tyłu. Jako edukator seksualny muszę zatem poprosić ucznia o sprecyzowanie, kiedy pyta na przykład: Czy seks od tyłu boli? Co masz na myśli? Od tyłu można wprowadzać członka zarówno do pochwy, jak i do odbytu.

* Pozycja na jeźdźca polega na tym, że mężczyzna leży, a partner lub partnerka siada, klęka lub kuca tak, aby sobie wprowadzić jego członka do odbytu lub do pochwy. Z punktu widzenia, kto czyni większy wysiłek, leżący mężczyzna jest wtedy pasywny, a osoba na górze - aktywna.

Pozwolę sobie przedstawić niektóre z wielu możliwości, a przy okazji samo zauważysz, jak nikłe masz szanse, aby odgadnąć, co robi para kochanków, na tej podstawie, że poznałoś ich płeć (a tym samym orientację):

Jak wynika z powyższego, tzw. seks homoseksualny, jak i seks heteroseksualny nic nie znaczą, są to wyrażenia bez sensu. Uprawiać seks twarzą w twarz można zarówno waginalnie, jak i analnie; tak mężczyzna z kobietą, jak i mężczyzna z mężczyzną.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Geje istnieją, bo tak jest fajnie.

Ta jedna jedyna przyczyna znakomicie wystarcza. I nawet proporcje są odpowiednie: kilka procent homo, reszta bi oraz hetero, dzięki czemu poza wszelką radością, jaką daje bycie gejem, dochodzi jeszcze ekskluzywność bycia jedynym gejem w klasie, na ulicy i w wiosce.

Praprzyczyna gejowości jest znana od zawsze, ale dopiero niedawno nauka dociekła, jakimi mechanizmami Natura się posługuje, i oto niespodzianka: istnieje kilka różnych, dublujących się dróg do celu. Tyle trudu i cztery miliardy lat ewolucji, abym powstał ja!

1. Informacja genetyczna

Orientacja seksualna (pociąg do samców/mężczyzn lub pociąg do samic/kobiet) istnieje, co oczywiste, odkąd istnieją płcie.

Jeśli masz zakodowane w genach, że będziesz hetero/homo, to wyrośniesz na hetero/homo. Ponieważ żadna z tych orientacji nie jest związana z jakąkolwiek dolegliwością, nie ma mowy o tarach (=błędach, obciążeniach) genetycznych. Informacja, że kilka procent społeczeństwa jest homo, a dziewięćdziesiąt kilka nie, zakodowana jest w twoich genach, w moich genach, w genach każdego. Tak na wszelki wypadek.

To dziedzictwo jest na stałe wpisane w DNA człowieka jako gatunku: nie ulega zmianie, mutacjom, nie wynika z literówek przy przepisywaniu kodu. Stanowi istotę człowieczeństwa. Błędem jest mniemanie, że „coś jest nie tak”. Jest dokładnie tak, jak trzeba. A gdyby nie, to przyroda przewidziała inne jeszcze możliwości określenia twojej seksualności.

2. Rozwój płodowy

Poziom hormonów, zdeterminowany m.in. wahaniami nastrojów kobiety ciężarnej, doprowadza do wykształcenia się takiej czy innej seksualności, niezależnie od kodu genetycznego. Raz się rodzi homo, raz hetero, a najczęściej bisex. Ponieważ urodzenie homo nie boli w krocze bardziej, niż urodzenie hetero, przyszłe matki nie mają się czym przejmować. A mężczyznom wara od bólów porodowych oraz wahań nastrojów!

Epigenetyka zajmuje się wpływem czynników innych niż kod genetyczny na rozwój osobnika.

3. Wychowanie

Wygląda, że geny i rozwój płodowy jedynie predysponują, a nie decydują o seksualności. Pozostaje wpływ środowiska. Dziecko wyrośnie na homo lub hetero niezależnie od decyzji rodziców, biorąc z tego, co je otacza. Nie chodzi bynajmniej o seks! Przeciwnie: wcale nie chodzi o techniki seksualne, które przecież stanowią tabu. Liczą się emocje, rola społeczna itepe, a seksualność się dopasowuje. Dowód: u dzieci samotnych rodziców, rodziców nieprowadzących życia seksualnego, również się wykształca taka czy inna orientacja. Jeśli mieliśmy rodziców homo lub hetero, to wyrośliśmy na homo czy hetero bez związku z ich praktykami seksualnymi.

Rodzice nie mają żadnej możliwości wpłynąć świadomie, perswazją czy nakazami - zakazami, na seksualność dziecka. Decydują natomiast aspekty, z których sobie nie zdają sprawy. Próby wychowania syna na hetero prowadzą do tego, że chłopiec wychowany w kulcie maczo zapragnie zapewnić sobie stabilność i poczucie siły u boku faceta. Skoro całe dzieciństwo słyszał, że ma być (z) prawdziwym mężczyzną...


Teoria młodszego brata.
Już dość dawno zauważono, że wśród młodszych braci geje są częstsi, niż wśród starszych. Jeśli wychowanie ma wpływ na orientację psychoseksualną, oznaczałoby to, że rodzice/opiekunowie świadomie lub nieświadomie, mając dwóch synów, jednego wychowują na hetero (aby przedłużył ród itp), a drugiego na homo (żeby było ciekawiej).


Ale to jeszcze nie wszystko, pozostaje:

4. Świadomy wybór

Orientacji psychoseksualnej nie można wybrać - (dowód). Wykształtowuje się ona zbyt wcześnie (zazwyczaj do piątego roku życia, tak samo jak pozostałe aspekty osobowości), zanim jeszcze człowiek zdobędzie wystarczającą wiedzę o świecie, aby mógł cokolwiek zdecydować. Co więcej, nastolatek wchodzący w okres dojrzewania ma już wykształconą - poza wyjątkami - a nierzadko i uświadomioną - orientację psychoseksualną, a zadaniem rodziców i opiekunów, a także szkoły (no i oczywiście moim) jest wychować młodego człowieka w poszanowaniu wszystkich aspektów jego osobowości, w tym orientacji.

Wybrać nie można, ale jednak czasem słyszymy: byłam kiedyś inna, teraz jestem taka albo jeszcze nie wiem. Bierze się to stąd, że w ciągu lat orientacja się może nieznacznie przechylić (powiedzmy o jeden stopień w przestarzałej skali Kinseya). Nie zapominajmy bowiem, że tak naprawdę orientacja nie oznacza, że czujesz pociąg do danej płci, lecz że do danej płci czujesz pociąg silniejszy, niż do drugiej.

Jedno jest pewne: gdybym miał wybierać, wybrałbym bycie gejem.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Heteroseksualność - skąd się to bierze?

Znalazłem w sieci:

  1. Jak Ci się wydaje, co jest przyczyną Twojej heteroseksualności? Uwiodła cię starsza osoba, gdy miałe/aś jedenaście lat?
  2. Kiedy zacząłeś podejrzewać, że coś jest nie tak?
  3. W jakich okolicznościach pogodziłeś się z myślą, że będziesz z tym musiał żyć?
  4. A może Twoja heteroseksualność jest jedynie fazą przelotną, chwilowym zaburzeniem, które minie?
  5. Czy nie dlatego jesteś hetero, że się lękasz ludzi tej samej płci? Może trauma z dzieciństwa? Zbyt bliski kontakt z jednym z rodziców?
  6. Skoro nigdy nie miałeś stosunku z osobą tej samej płci, to skąd wiesz, że nie byłoby lepiej? Może po prostu nie znalazłeś jeszcze odpowiedniej osoby?
  7. Komu się przyznałeś, że jesteś hetero? Jak to przyjęli?
  8. Skąd się bierze to, że hetero chcą uwieść innych?! Tylko mi nie wmawiaj, że nie myślisz cały czas o uwodzeniu!
  9. Najwięcej molestowanych dzieci pada ofiarą swoich heteroseksualnych rodziców. Czy zatem uważasz, że to rozsądne i bezpieczne zostawiać dzieci pod opieką heteryków? A heteroseksualni nauczyciele?
  10. A propos: nie przeraża Cię ta obrzydliwa promocja heteroseksualizmu, jaka ma miejsce w polskich szkołach?
  11. Skąd to chorobliwe dążenie do obnoszenia się ze swoją heteroseksualnością: publiczne uściski, całunki, trzymanie się za ręce, obrączka na palcu?! Czy wszyscy muszą wiedzieć, co robicie w łóżku?
  12. Jak może Ci być dobrze z osobą płci przeciwnej, skoro ani do siebie nie pasujecie fizycznie (ponieważ kobieta nie odwzajemni mężczyźnie tego, co jej dał, jest to związek skrajnie jednostronny), ani psychicznie.
  13. Logika myślenia jest różna u obu płci i stanowi przyczynę nieporozumień. Najbardziej na tym cierpią dzieci, wychowywane na dwa różne sposoby, wewnętrznie rozdarte (kocham mamę bardziej czy tatę?).
  14. W Polsce tego tak nie widać, ale w skali europejskiej połowa małżeństw heteroseksualnych się rozpada, zazwyczaj z powodu „nieprzystających osobowości”. Typową rodzinę stanowi już samotny rodzic z dzieckiem. Nie daje Ci to do myślenia?
  15. Niezależnie, jakiej jesteś płci i orientacji, orgazm odczuwasz między innymi zwieraczem (mięsień zaciskający odbyt). Nie brzydzi Cię to? Co więcej, pobudzenie odbytu w odpowiednim momencie zwiększa doznania tak u kobiet, jak i u mężczyzn.
  16. Mając na uwadze powyższe problemy z heteroseksualnością, czy rozważyłeś, aby zapobiec jej wykształceniu u swojego dziecka? Może wyślij je na terapię, a nuż się da zmienić?
  17. Wiesz, mieliśmy kiedyś w pracy heteryka. Było wielkie zakłopotanie, kiedy się wydało, ale w sumie nic nie mówimy, bo przecież na swoją dolegliwość i tak nie poradzi. Doradziłem mu, że jeśli nie będzie się z tym afiszował, to i my utrzymamy język za zębami. Co ty na to?

A na serio

Życie istnieje na ziemi od czterech i pół miliarda lat. Przez pierwsze trzy miliardy lat istniała tylko jedna płeć, tzn. byliśmy sami. Potem nastąpił błąd w przepisywaniu kodu DNA z komórki na komórkę, w wyniku którego nie wiadomo, po co (natura nie zna celowości) powstały dwie odrębne płcie, a tym samym rozmnażanie płciowe i hetero. Rozwiązanie (to znaczy współistnienie homo i hetero) okazało się korzystne z punktu widzenia ewolucji. Czytaj dalej: dlaczego hetero nie wystarczają, aby zapewnić przetrwanie gatunku.

Heteroseksualność jest wynikiem mutacji genetycznej, czyli błędu przy przepisywaniu kodu DNA.

Wymiana genów to doskonała okazja do popełnienia błędu, czyli powstania mutacji, które stanowią siłę napędową ewolucji. Jeśli mutacja jest niekorzystna (osłabia szanse na przeżycie), to nie jest utrwalana, ponieważ obarczony nią osobnik obumiera/ginie, zanim spłodzi potomstwo. Kiedy mutacja jest korzystna dla gatunku (zwiększa szanse osobnika na przeżycie), to jest przekazywana dalej. Ten prosty mechanizm umożliwia niewiarygodnie szybkie dostosowanie się gatunku do zmienionych warunków.
Inny mechanizm, szalenie ciekawy: bywa, że przy łączeniu materiału genetycznego gamet obecny jest wirus, którego DNA może zostać niechcący wchłonięty i wbudowany w DNA zygoty. Spora część materiału genetycznego człowieka pochodzi od wirusów.
To właśnie rozmnażanie płciowe dało nam tę potężną broń, jaką jest nasz obeznany z rozmaitymi rodzajami drobnoustrojów system immunologiczny.
Mechanizm ewolucji jest dowodem, że świat i życie nie mogły powstać w sposób zaplanowany. Motorem rozwoju życia jest przypadek. Jakikolwiek plan, jakikolwiek zamiar nie byłby w stanie wytworzyć tego, co wytworzył przypadek.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Osobniki homo odgrywają swoją rolę w wychowywaniu cudzego potomstwa i ochrony go przed agresją dorosłych samców hetero, obniżając tym samym ogólny poziom agresji w całej społeczności.
Na przykład samce niedźwiedzie (oczywiście tylko hetero!) zabijają nieswoje młode, aby móc spółkować z ich matką i spłodzić potomstwo. W takich warunkach dla niedźwiedzicy byłoby wskazane, gdyby jej niedźwiadkami zaopiekował się niedźwiedź-gej. Z punktu widzenia ewolucji gatunku obecność gejów jest korzystna. Masz to zarówno wśród niedźwiedzi, jak i ludzi: wystarczy zobaczyć, jaki jest poziom zagejenia kadr nauczycielskich w polskich szkołach, aby zrozumieć, jak bardzo jesteśmy społeczeństwu potrzebni. Tam, gdzie dzieci są pod opieką geja, tam jest mniej agresji.

Gejów wkład w przetrwanie narodu/ludzkości/gatunku/życia.

Wstęp - co zrobić, aby gatunek przetrwał?

Nie wystarczy spłodzić (argument o płodzeniu dzieci to czysta demagogia), aby zapewnić przetrwanie gatunku. Trzeba się jeszcze upewnić, że potomstwo dożyje wieku dojrzałego. Te dwa elementy są nierozerwalne. Co więcej: jeśli spłodzone potomstwo umrze, zanim osiągnie dojrzałość, to cały wysiłek włożony w urodzenie i wychowanie poszedł na marne. A zatem jeśli chodzi o samo płodzenie, to może ono być szkodliwe z punktu widzenia przetrwania gatunku (samica nie będzie w stanie wykarmić wszystkich bachorków). Tyle bym powiedział jako biolog. Gdybym był socjologiem lub kryminologiem (pedagog to często blisko, ale nie to samo), to bym dodał trzeci element: trzeba potomstwo wychować na uczciwych ludzi - jeśli dziecko wychowasz na bandytę, to twój wkład jest ujemny.

Zacznijmy od początku: istnienie osobników męskich parzących się z samcami i osobników żeńskich spółkujących z samicami charakteryzuje niemal wszystkie gatunki ssaków. Aby zatem zrozumieć rolę gejów w rozmnażaniu wyznaczoną przez ewolucję, należy się cofnąć przynajmniej do czasów, kiedy powstawały ssaki. Istnienie gejów poprzedza powstanie Homo sapiensa i jest ewolucyjnie uzasadnione.

Zobaczmy, jak różnorodne role spełniają homo, aby przyczynić się do przetrwania gatunku.

O niedźwiedziach już pisałem: samce homo chronią młode niedźwiadki przed agresją ze strony hetero. Gdyby nie geje, hetero pozagryzałyby nawzajem swoje młode, a potem jeden drugiego i niedźwiedzie wyginęłyby.

Wśród pingwinów zaskakująco wysoki odsetek gejów daje się wytłumaczyć trudnymi warunkami życia na Antarktydzie. Wiele jaj zostaje osieroconych, i nie miałyby szans, aby się z nich wykluły małe, gdyby nie to, że zaopiekowują się nimi pragnące potomstwa pary pingwinów homo. Dzięki ich trosce przeżyje wystarczająca liczba piskląt, aby zapewnić zastępowalność pokoleń - na każdego pingwina homo przypada kilka-kilkanaście uratowanych jaj/piskląt. Z czysto biologicznego punktu widzenia wychować potomstwo jest równie ważne, co spłodzić/urodzić. Ale w przypadku gejów w grę wchodzi wiele więcej: wychowują oni cudze potomstwo, przez co gwarantują przetrwanie gatunku, jednocześnie dając przykład do naśladowania swoim oddaniem i bezinteresownością. Bez gejów osierocone pingwiniątka by wyginęły, a pozostałe wyrosłyby na nieumiejących współpracować samolubów, i gatunek by wyginął.

U lwów stosunki seksualne między samcami (stosunki analne w tym przypadku) służą do ustalenia hierarchii i utwierdzenia konserwatywnych wartości. Szef wskazuje każdemu jego miejsce w zależności, co jest wart. Najdzielniejsi są na górze, miernoty na dole. Małe lwiątka wiedzą dzięki temu, kogo mają naśladować, od kogo się mają uczyć życia.

Wniosek: geje odgrywają kluczową rolę w rozmnażaniu, przyczyniając się nie tylko do fizycznego przetrwania gatunku, ale swoim altruizmem łagodzą obyczaje, dają przykład do naśladowania, uczą i wychowują. Bez gejów wiele gatunków by wymarło, ponieważ ratują oni więcej małych, niż jakikolwiek hetero jest w stanie spłodzić.

Powyższa teoria nie tylko tłumaczy, że geje są potrzebni, ale wyjaśnia, dlaczego w szkołach panuje takie zagejenie (z korzyścią dla całego społeczeństwa).

Podsumowanie

(żeby nie gmatwać, skupię się na samcach i pominę przypadki, kiedy gej płodzi dzieci w nietypowy sposób - jako dawca spermy lub z kobietą poślubioną dla niepoznaki)

Odsetek homo jest cechą gatunkową - u człowieka około pięciu procent, u innych zwierząt więcej lub mniej, ale zawsze jest to odsetek ustabilizowany w wyniku dostosowania ewolucyjnego i określony następującą zasadą: Gejów jest tyle, ile trzeba, aby zapewnić zastępowalność pokoleń, a tym samym przetrwanie gatunku. Całkowita liczba kociąt spłodzonych, a następnie porzuconych, zaniedbanych lub osieroconych przez hetero, które przetrwały i wyrosły na osobniki zdolne do pokojowego współżycia w społeczeństwie dzięki temu, że zaopiekował się nimi gej lub para gejów, wynosi więcej, niż 5%.
W Polsce masz milion gejów. Ten milion gejów wychowuje mniej więcej tyle samo dzieci, co przeciętny milion hetero. Różnice są dwie: homo wychowuje rzadko swoje własne dziecko, najczęściej cudze. Homo wychowuje z dobrej woli, a nie z przymusu.


Gejów wkład jakościowy w przetrwanie gatunku:
Zapewnić potomstwu przeżycie, aż osiągnie dojrzałość, to nie wszystko. Jeśli swoje dziecko wychowałeś na bandziora, to twój wkład w przetrwanie ludzkości jest ujemny.

Jeśli gej wychowuje dziecko (swoje jako rodzic lub cudze jako opiekun), jest to zawsze wynik świadomej decyzji i dobrej woli, nigdy dlatego, że zmusiły go do tego okoliczności (na przykład pęknięta guma lub wyrok sądu rodzinnego).

...się pisze...

P.S. Wśród zwierząt nie ma homofobów.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

HOMOFOBIA

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/5287/homofobia-czesc-piata.html

Homofob to mężczyzna, który:
1) jest wrogo nastawiony do gejów.
2) wykazuje wrogość do gejów, wypowiada się negatywnie o gejach itp.

Różnica jest w intencjach: w pierwszym punkcie masz prawdziwych homofobów (osoby negatywnie nastawione, które krzywdzą gejów swoimi wypowiedziami i czynami), a w drugim masz osoby o kryształowych intencjach, które głupio powtarzają homofobiczne stwierdzenia. Do nich należy sześćdziesiąt procent homków. Jeśli uważasz, że moja strona szkodzi emancypacji gejów, to znaczy, że ja sam podpadam pod swoją definicję homofoba jako osoby, której słowa i/lub działanie szkodzi gejom lub lesbijkom.


Homofobia - jak inne patologie - jest cechą osobniczą / indywidualną, rezultatem zazwyczaj wychowania lub (w niezmiernie rzadkich przypadkach) dolegliwością wrodzoną.

Prawdziwy mężczyzna nie ma kompleksów homofobicznych, to chyba jasne. W Paryżu czy Budapeszcie, gdy widzę w metrze ładnego faceta i się do niego uśmiecham, albo obejrzę za nim na ulicy, to w siedemdziesięciu procent przypadków nie ma żadnej reakcji, a w trzydziestu odpowiadają uśmiechem, nawet jeśli są w towarzystwie kolegów lub własnej dziewczyny.
Homofobia nigdzie nie stanowi takiego problemu, jak w Polsce. Problem dla homofobów oczywiście.

Zdrowemu facetowi nic się nie dzieje, gdy na ulicy gej puszcza do niego oko, ponieważ mu się spodobał. Normalny facet przebiera się w przebieralni nie rozglądając się obsesyjnie, czy aby ktoś na niego nie zerka. Chcesz wyzdrowieć, skieruj się po pomoc do poradni. Żyj jak normalny człowiek, a nie w lękach.

Ciekawostka
Mężczyźni heteroseksualni deklarujący wstręt do gejów i utrzymujący, że nigdy nie mieli relacji męsko-męskich, wykazują podniecenie przy oglądaniu gej porno prawie tak, jakby byli gejami. Mężczyźni heteroseksualni deklarujący obojętność wobec gejów nie wykazywali żadnej reakcji na porno gejowskie.

Wyjaśnienie: sonda jest neutralna, ale sprawia wrażenie zaangażowanej, ponieważ za punkt wyjścia przyjąłem, że ludzie są do siebie nastawieni życzliwie, a nie obojętnie. Jeśli nie jestem homofobem, to lubię gejów, ponieważ lubię wszystkich.


Z ostatniej chwili: badania socjologiczne udowodniły, że piszę same bzdury odnośnie przyczyn homofobii. Prawdziwa przyczyna jest zupełnie inna...


Objawy homofobii

Homofobia to schorzenie wprawdzie coraz rzadsze, ale wystarczająco częste, aby przeciętny psycholog był obeznany z objawami i sposobami leczenia. Objawy są przykre i bolesne, leczenie nie jest kosztowne,ale jest to usuwanie skutków, nie przyczyn.

Objawy kliniczne homofobii:

- odruch wymiotny, spowodowany obrzydzeniem na widok „pedała”. Nieleczony doprowadzi do zgagi, żylaków na przełyku, wrzodów, a także zapalenia krtani i migdałków. Leczenie bezreceptowymi środkami przeciw zgadze, unikanie napojów gazowanych;
- kłopoty z zaśnięciem ma homofob, za którym za dnia obejrzał się gej na ulicy; jeśli dodatkowo mrugnął do niego, to:
- bezsenność gwarantowana. Polecam środki nasenne;
- napady lęku, wywołane widokiem geja lub powiewającej tęczowej flagi. Krople walerianowe powinny wystarczyć;
- niekontrolowany napad furii wywołuje połączenie geja i flagi;
- natrętne robaczywe myśli, agresja i samoagresja; przypadek ciężki, leczony psychotropami i psychoterapią na oddziale zamkniętym.

Ale podstawowym i najgroźniejszym objawem homofobii jest to, że do powyższych reakcji nie jest potrzebny PEDAŁ. Wystarczy go sobie wyobrazić. Homofobia tkwi w głowie. Natrętne myśli doprowadzają do szaleństwa. Niby nie cierpię widoku kopulujących mężczyzn, ale bezustannie ich sobie wyobrażam, choć nigdy tego nie widziałem. To wyobrażenie powraca jak koszmar po usłyszeniu słów/stwierdzeń zupełnie niewinnych i nie mających z nim nic wspólnego, jak „przyszedł z mężem”.

Skuteczna, acz brutalna jest terapia przez ekspozycję: uświadamiamy homofobowi, że homo otaczają go zawsze i wszędzie, że każdego dnia kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu gejów obejrzało się za nim, żeby popatrzeć na jego tyłek, że gejem jest jego nauczyciel, brat i sąsiad. Najbardziej pomaga wskazanie osób homoseksualnych wśród tych, które homofob lubi i ceni, a jeszcze lepiej tych, od których zależy.

Cytat z forum Wyborczej:
Bycie homofobem musi byc straszne. Te ciągłe obrazy w głowie jak to geje kopulują na stoliku w naleśnikarni polewając się sosem, ta ciągła obawa, że za każdym winklem czyha pedał żeby zaatakować wzwiedzionym członkiem. To chyba musi wynikać z jakichś zrepresjonowanych fantazji seksualnych, bo zdrowy psychicznie i seksualnie spełniony człowiek ma gdzieś co jego bliźni robią w łóżku i z kim, ani tym bardziej nie snuje fantazji o seksie w naleśnikarni.
Homofob uwielbia za to oglądać jakiś prawdziwie męski, heteroseksualny sport, np. piłkę nożną, gdzie piłkarze czule się obściskują i poklepują po pośladkach. Gdyby mnie jakiś facet chciał pogratulować strzelenia gola klepaniem po dupie, to dałbym mu w ryja. Co nie przeszkadza mi tolerować gejów, bo nie mam dzikich fantazji, że każdy gej w naleśnikarni chce mnie macać po tyłku.

Przyczyny homofobii

Powszechnie wiadomo, że pierwszą i najważniejszą przyczyną homofobii jest zazdrość.

Żyjemy w dziwacznej kulturze, gdzie gej może się określić pozytywnie: Jestem gejem, a heterykowi narzucony jest schemat negatywny: Nie jestem gejem. Co więcej, nawet ta negatywna autodefinicja bywa niewystarczająca, jeśli nie zawiera określenia dosadniejszego: Nie jestem pedałem! Nie jestem ciotą!

Takie negatywne samookreślenie się (i to przy użyciu wulgaryzmów) jest źródłem frustracji dla wielu hetero, którzy szukają osła ofiarnego w gejach.

Zazdrość o pieniądze

Brzmi niewiarygodnie, ale dane Centralnego Urzędu Podatkowego wykluczają wątpliwości: kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. O ile przeciętne małżeństwo różnopłciowe zarabia średnio, o tyle dwaj mężczyźni zarabiają więcej, a lesbijki mniej. Budzi to zrozumiałą zazdrość ze strony hetero. Dowód poprawności rozumowania: niechęć do lesbijek (lesbifobia lub lesbofobia) jest mniejsza, niż do gejów (gejofobia).

Zazdrość o harmonijne współżycie

Dwaj mężczyźni nie różnią się wiele: ten sam, męski sposób myślenia, ten sam rozmiar skarpetek (czy mógłbyś, biedny heteryku, nosić ciuchy swojej żony?). Często bywa, że nawet podobają nam się ci sami faceci, a wtedy nie ma mowy o wypominaniu: Czemu się oglądasz za innymi tyłkami, kiedy ze mną idziesz?

Dzieci: u par heteroseksualnych dzieci przychodzą czasem niechciane, i przez całe dzieciństwo to odczuwają. Adopcja dziecka przez parę homo jest utrudniona, ponieważ jeden z nich musi się z domu wyprowadzić na czas wizyty pani z ośrodka adopcyjnego, a drugi się podaje za osobę samotną. Właściwie innych utrudnień nie ma (ba, istnieją nawet ułatwienia!!!), ale to wystarczy, aby mieć pewność, że jeśli dwóch mężczyzn lub dwie kobiety wychowują dziecko, to dlatego, że chcieli i że są gotowi na największe wyrzeczenia. Dzieci wychowane przez dwóch ojców lub przez dwie matki są zawsze dziećmi chcianymi, żadne nie jest przypadkowym rezultatem pęknięcia gumy!

W pożyciu małżeńskim dwie kobiety lub dwaj mężczyźni są naturalnie równorzędnymi partnerami. Mężczyzna i kobieta są partnerami, jeśli tak ustalą, lub jeśli kobieta sobie wywalczy pozycję równorzędną.

Z badań socjologicznych wynika, że związki jednopłciowe są wzorcowo partnerskie, podział ról jest bardzo płynny i spontaniczny, czego pary hetero dopiero się uczą.

Nie ma ucieczki, która jest w związku hetero: bo ja jestem z Wenus, a ty jesteś z Marsa, więc się nie zrozumiemy.
Tu są dwie osoby ulepione z tej samej gliny. Muszą w sposób partnerski podzielić obowiązki i bardzo płynnie wchodzą w różne role. Muszą też dużo ze sobą rozmawiać, choćby dlatego, by omówić swoją sytuację społeczną. Mnóstwo rzeczy, które u hetero są jasne, trzeba ustalać. Choćby: kim będę dla twoich rodziców, przyjaciół.

Zazdrość o orgazm analny

Seks mężczyzny z mężczyzną jest dużo ciekawszy, niż z kobietą. Role nie są z góry narzucone, nie istnieje „pozycja klasyczna”, odstępstwo od której wywołuje poczucie winy. Wszystko, co zrobię facetowi, może mi oddać. Nasz związek jest równorzędny i symetryczny. Jak to działa:

homośrubka

Jedną taką śrubkę (powiedzmy A) wkręcasz w drugą (B), a potem wykręcasz, obie odwracasz, i wkręcasz B w A.
Można także wkręcać jednocześnie A w B, a B w C. Mając heterośrubkę i heteronakrętkę nie da się tego zrobić.

Akceptowana przez społeczeństwo swoboda obyczajowa.

Do osób heteroseksualnych odnosi się cała masa ograniczeń i zasad, których nieprzestrzeganie grozi ostracyzmem, np. kobieta nie powinna być starsza od mężczyzny, on powinien zarabiać więcej, doślubne dziewictwo itp. Hetero przechodzą pranie mózgu dotyczące pozycji seksualnych: nakazana jest „pozycja klasyczna”, odstępstwo od której prowadzi do nerwic i poczucia winy.
Do nas, homków, nie odnoszą się żadne stereotypy: para jednopłciowa wygląda dobrze tak, jak wygląda. Nie ma znaczenia różnica wieku czy zarobków. Nie spotykamy się z żadnymi uprzedzeniami. Nawet z adopcją nie ma problemu: homofoby tak silnie protestują przeciw wprowadzeniu homoadopcji, że zdołali wmówić społeczeństwu, że homo dążą do legalizacji swoich związków, a potem homodopcji, podczas gdy jest na odwrót: obecnie homoadopcja jest powszechnie w Polsce praktykowana, a położyć temu kres mogłoby wprowadzenie homomałżeństw...

Zatrzymajmy się chwilę, ponieważ chyba mnie nie zrozumieliście: napisałem, że „nie spotykamy się z żadnymi uprzedzeniami”. Doskonale zdaję sobie sprawę, jaka jest skala homofobii w Polsce, i przez co przechodzą geje. Tym niemniej zauważcie, że homofoby obwiniają was, że się urodziliście. Co robicie (na przykład skakanie z kwiatka na kwiatek lub stały partner), nie ma najmniejszego wpływu na ich ocenę! Gej jest winien, że się urodził gejem, i jest to największy grzech, jaki mógł popełnić; cokolwiek uczyni w swoim życiu, nie może być już tak straszliwe, jak bezczelność, aby urodzić się gejem.

Mizoginizm

Homofobi są zazwyczaj mizoginami. Wyobrażają sobie, że gej z nieprzymuszonej woli przyjmuje rolę zarezerwowaną dla kobiet, dlatego należy mu się pogarda.

Niedobór męskich hormonów

Niektórzy mężczyźni homofobiczni cierpią na niedobór męskich hormonów, czego wynikiem ich sylwetka, zachowanie, głos i gesty są „niemęskie”. Obawiają się oni, że tak właśnie będą postrzegani: jako niemęscy. Dlatego udowadniają swoją męskość wulgarnymi atakami na gejów. (Efekt jest oczywiście odwrotny do zamierzonego: widać z daleka, jak bardzo są sfrustrowani i niepewni własnej męskości).


Jak się przenosi homofobia

Nikt się nie rodzi z uprzedzeniami. Dziecko można wychować na homofoba, aplikując mu systematyczne pranie mózgu, które niszczy osobowość i odzwyczaja od samodzielnego myślenia.
Bzdur homofobicznych nie da się ot tak po prostu wymyślić. Według moich obserwacji wśród nastolatków homofobia albo nie występuje, albo jest tak łagodna, że nie wymaga dużego wysiłku wyplenienie jej. Natomiast już u maturzystów uprzedzenia są silniejsze, a później niemal nie do wyrwania.


Skutki gospodarcze i finansowe homofobii

Usuwanie skutków homofobii pochłania jeden procent budżetu państwa: zamalowywanie obscenicznych napisów; koszty dochodzeń policyjnych, prokuratorskich i sądowych; ochrona Parady Równości przed MW, kary nałożone przez Trybunał Praw Człowieka...

Każdego miesiąca wyjeżdżają z kraju dziesiątki tysięcy młodych, wykształconych, energicznych, zaradnych ludzi. Część z nich to emigranci ekonomiczni, a część to ci, co nie mogli dłużej znieść piekła - wśród nich hetero, przerażeni skalą nienawiści, jakiej ofiarą padają homo.

Inwestycje zagraniczne w Polsce pozostają w tyle za czeskimi czy węgierskimi, ponieważ nasz prezydent zamiast rozmawiać o interesach, kwacze o homofobii.

Homofobia powoduje także... parady! Gdyby nie było homofobów, to by nikt na ulicy nie paradował z nagim tyłkiem (ani też żaden heterofob nie robiłby dzieciom wody z mózgu, żeby „przywykły do różnorodności”).


Homofob - homo czy hetero?

Z tego, że ktoś jest homofobem, nie wynika nic na temat jego orientacji seksualnej: może być homo lub hetero, a najpewniej jest biseksem. Ba! homofoba cechuje obsesja na punkcie seksu męsko-męskiego.


Zapobieganie homofobii

Radą na homofobię, jak i na wszelkie kompleksy, jest rzetelna edukacja seksualna we wczesnych klasach (stosunki seksualne są dozwolone od 15 roku, więc pełen kurs na ten temat powinien poprzedzić piętnaste urodziny). Bez homoagitacji - wystarczy wytłumaczyć, jak jest zbudowane ciało mężczyzny i kobiety i na czym polega bycie hetero, ponieważ wszystko, co się odnosi do gejów, opisuje również hetero i vice versa.


http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2246/homofobia.html

Skutki społeczne homofobii

Homofoby zmuszają społeczeństwo, aby zajmowało się ich urojeniami, zamiast prawdziwymi problemami. Zamiast likwidować bariery architektoniczne, usuwać buble prawne, tworzyć przyjazne państwo itd. politycy prowadzą jałowe dysputy, czy wydać zgodę na paradę, podczas gdy wiadomo, że nie żadna zgoda nie jest potrzebna.

Osoby o wysokiej inteligencji i rozległej wiedzy, dotknięte kompleksem homofobicznym, nie są w stanie wykorzystać swego potencjału celem zaszkodzenia homkom. Nadmiar negatywnych emocji blokuje logiczne myślenie i... niweluje skutki agresywnych działań, czyniąc je nieudolnymi, a nawet śmiesznymi. Powstaje błędne koło - nienawiść, agresja, zaślepienie, brak kontroli, pośmiewisko, większa nienawiść, większa agresja...

Groźnie wygląda homofobia w kontekście społecznym: ostracyzm wobec osoby dotkniętej schorzeniem prowadzi do frustracji i łamania prawa. Brak samokontroli naraża na proces karny o stosowanie gróźb karalnych i przemoc z pobudek zasługujących na szczególne potępienie oraz proces cywilny o odszkodowanie.

Dzieci homofobów cierpią najbardziej i mają wszelkie szanse, aby również wyrosnąć na jednostki aspołeczne, nauczone, że przemoc wobec innych to sposób rozwiązywania problemów. Ten wątek rozwinę w części pedagogicznej.

Bywa, że agresja homofobów (gdybym się znał na psychologii, to bym wspomniał samoagresję skierowaną na zewnątrz) uderza w osoby trzecie, nie czyniąc krzywdy samym gejom. Tym niemniej udało się homofobom uformować zasady i prawa według ich uprzedzeń, utrudniając życie sobie i wszystkim naokoło. Do znudzenia bym mógł opowiadać sytuacje, gdzie osoby postronne padają ofiarą homofobów i homofobicznego ustawodawstwa.


Przykład pierwszy - zwolnienie lekarskie

Mój chłopak miał operację oczu w klinice oczu w Katowicach, po której bezwzględnie musiał mu ktoś zmieniać opatrunek przez kilka dni co dwadzieścia minut. Poszedłem do lekarza po zwolnienie lekarskie na okoliczność (przewidzianą prawem) opieki nad chorym członkiem rodziny. Lekarka była zaskoczona (przecież nie byliśmy małżeństwem), ale jęła szukać rozwiązania. Jestem przekonany, że uczyniła to z poczucia przyzwoitości, a gdyby nawet nie, to jaki miała wybór?

1) Albo się sprzeciwi i nie wyda mi zwolnienia, co oznaczało dla niej, że będę ją ciągał po sądach za niedopełnienie obowiązków lekarza, wśród których na pierwszym i jedynym miejscu stoi „pomóc”.

2) Wyda mi zwolnienie, po czym do sądu poda ją kasa chorych za przekroczenie uprawnień.

3) Lekarka wybrała trzecie rozwiązanie: sfałszowała kartotekę, wpisując mi fikcyjną chorobę, aby mi móc wystawić zwolnienie.

We wszystkich trzech przypadkach ja nie ryzykowałem niczego, lekarka wszystko: prestiż, grube pieniądze, prawo wykonywania zawodu. To ona została ukarana za to, że jestem gejem!!


Przykład drugi - epidemia AIDS

Epidemia AIDS rozprzestrzeniła się z wielką szybkością w dużej mierze dlatego, że instrumentalnie posługujący się nieszczęściem fundamentaliści wylansowali przekonanie, że jest to choroba mniejszości, a pozostałych to nie dotyczy. Przekonani do tej bzdury heteroseksualiści podejmowali ryzykowne zachowania, skutkiem czego jest pandemia. Od kilkunastu lat wiadomo, że diagnoza była fałszywa, ale wprowadzenie w błąd kosztowało ludzkość miliony ofiar.


Przykład trzeci - oddawanie krwi

Aby zostać honorowym dawcą krwi, należy wypełnić stosowny formularz oraz odbyć rozmowę kwalifikacyjną z lekarzem, który podejmuje decyzję, czy kandydat się nadaje. (Przy czym to na lekarzu spoczywa odpowiedzialność, ponieważ nie można oczekiwać, że kandydat na krwiodawcę będzie dysponował odpowiednią wiedzą medyczną).
Problem w tym, że przy opracowaniu formularza w języku polskim kierowano się uprzedzeniami homofobicznymi. Otóż jedno z pytań formularza brzmiało mniej więcej tak: „Czy jesteś homoseksualistą, narkomanem lub prostytutką?”. Na to pytanie odpowiedziałem przecząco, i tak zostałem honorowym dawcą krwi. Piszę to z całą świadomością odpowiedzialności karnej za podanie nieprawdziwych informacji mogących narazić ludzkie życie na niebezpieczeństwo, a to dlatego... że napisałem prawdę!

Nie jestem „homoseksualistą, narkomanem lub prostytutką”, tak samo, jak heteroseksualista nie oświadczy o sobie „jestem heteroseksualistą lub gwałcicielem”.

Prawda: Jestem homo.
Nieprawda: Jestem homo lub narkoman lub prostytutka.

Analogicznie do:

Prawda: Jestem hetero.
Nieprawda: Jestem hetero lub gwałcicielem.

Tym niemniej prawdę wyjawiłem w następnym punkcie formularza, gdzie wielkimi literami zaznaczyłem, że mój CHŁOPAK miał kiedyś żółtaczkę, ale nie jest nosicielem, a poza tym wyjaśniłem lekarce, o co chodzi, więc podpisała mi kartę honorowego dawcy krwi wiedząc, że jestem homo, i że regulamin na to nie zezwala. Czym się kierowała, nie wiem, nie zapytałem. Może ją przekonałem, a może to wiedza medyczna podyktowała lekarce, że zakaz oddawania krwi przez gejów jest bzdurny?
Ale ile (setek? tysięcy?) gejów postąpiło jak ja w pierwszym punkcie, pomijając całkowitym milczeniem swoją tożsamość? I to w dobrej wierze!

Zastanówmy się, co by było, gdyby wspomniane pytanie przeformułowano. Zastąpmy Czy jesteś homoseksualistą, narkomanem lub prostytutką? przez Czy jesteś homoseksualistą?. Nadal z czystym sumieniem geje będą wpisywać nie, w przekonaniu, że nie ma obowiązku odpowiadania na pytanie podyktowane uprzedzeniami i nie można traktować jako przestępstwo podania nieprawdy, jeśli podejrzewamy, że celem pytania było upokorzenie.

Prawda: Jestem homo.
Nieprawda: Jestem homo, a moja krew stanowi zagrożenie dla osoby, której ją przetaczają..

Efekt homofobiczengo zaślepienia: osoby uprawiające seks bez zabezpieczeń z wieloma partnerami mogą oddawać krew, ponieważ formularz nie zawiera odrębnego, jasno sformułowanego pytania na ten temat. (Opisuję sytuację sprzed kilku lat, ufam, że się od tej pory zmieniła).

Sugeruję pytanie:
Czy miałeś w ostatnich miesiącach ryzykowne zachowania seksualne, jak: seks z osobą nieznajomą bez zabezpieczeń, wielu partnerów w krótkim czasie? i oczywiście wyrzucenie zapytania o orientację, jako że nie ma ona uzasadnienia medycznego, i wiele osób woli podać nieprawdę, niż pozwolić się upokarzać.

Tu chodzi o ludzkie życie! Ryzyko zarażenia należy zmniejszyć do minimum i nie wolno pozwolić, aby decydowały jakiekolwiek przesłanki niemedyczne.


Przykład czwarty - zakaz mobbingu

W wielu polskich placówkach naukowych i oświatowych istnieje zakaz kontaktów intymnych między nauczycielem/wykładowcą a uczniem/studentem przeciwnej płci. W ten sposób dyskryminowani są heteroseksualiści, a ja mam wolną rękę w podrywaniu. Niech żyją tabu!


Przykład piąty - homoadopcja

Gej lub lesbijka może adoptować dziecko jako osoba samotna (polskie prawo nie przewiduje adopcji przez PARY jednopłciowe), aby je wychować ze swym partnerem. Dziecko wzrasta w rodzinie z dwoma ojcami lub dwiema matkami, nie podejrzewając nawet, że jeden z rodziców jest NIELEGALNY czyli patrząc z drugiej strony, DZIECKO JEST NIELEGALNE, nie jest synem/córką swojego ojca/matki! Prędzej czy później zdarzy się, że dziecko usłyszy: Twój tatuś nie może przyjść na wywiadówkę, ponieważ z papierów wynika, że nie jest twoim ojcem. To dla dziecka szok!

Dziecko adoptowane przez jednego geja, wychowane przez nich obu, żyje w stałym upokorzeniu i pozbawione jest wszelkich praw związanych z drugim ojcem:

  1. W szpitalu: dziecka nie może odwiedzić jego własny ojciec.
  2. Dziecko nie może przyjąć nazwiska własnego rodzica.
  3. Dziecko nie może dziedziczyć po własnym rodzicu.
  4. Ojciec nie pobiera zasiłku na dziecko.
  5. Ojciec nie ma obowiązku posyłania do szkoły.

Dziecko jest karane za swoich rodziców! A takich dzieci jest w Polsce kilkadziesiąt tysięcy.


Przykład szósty - przerażające, co homofoby robią z dziećmi!


Jak reagować na zaczepki homofobiczne ze strony osób mających kompleks niższości wobec gejów.

Nie jestem nikomu w stanie udzielić walidnych wskazówek, jak reagować na zaczepki homofobiczne, z tej przyczyny, że nigdy mi się to nie przytrafiło - uprzedziłem wszystkie ewentualne planowane na mnie ataki. Nie miałem coming outu, ponieważ nie miałem coming inu. Spisałem to, co mi przyszło do głowy.

Powiem jedno - szanuj siebie: jest nas wprawdzie pięć procent, tym niemniej mamy sześcioprocentowy udział w przychodach budżetu (nie korzystamy z ulg) i zaledwie czteroprocentowy po stronie wydatków (usuwanie skutków homofobii obciąża ICH)!

Należy Ci się szacunek ze strony hetero także z racji starszeństwa: istnieją, odkąd istnieje rozmnażanie płciowe, czyli zaledwie od półtora miliarda lat. Wcześniej ich nie było! Byliśmy sami.

Jeśli otrzymasz wszystko, czego żądasz, to będzie to zaledwie cząstka tego, co ci się należy.


Polityczne skutki homofobii

Homofobia i obojętność opinii na wystąpienia homofobiczne (takie jak nagonka na Teletubisia) stanowią zagrożenie dla demokracji w większym stopniu, niż krzywdę dla samych gejów. Kilka przykładów:


Homofobia a tradycja narodowa.

Byliśmy w tym roku świadkami niebywałej prowokacji ze strony homofobów, bezczeszczących (m.in. obrzydliwymi okrzykami) pamięć o poległych żołnierzach. Homofoby wzbudziły powszechne oburzenie sprzeciwiając się, aby bojownik o prawa ludzkie Robert Biedroń wygłosił tam swoje przemówienie w obronie tych samych ludzi, za których tamci oddali życie.

Do Homofobów.
Jak śmiecie tak szkalować grób nieznanego żołnierza! Ci, których prochy tam leżą, byliby dumni z Roberta Biedronia, który walczy (środkami dostosowanymi do czasów) o to samo: wolność, praworządność, człowieczeństwo. Jak śmiecie się wypowiadać w imieniu poległych? Wśród nich byli GEJE, którzy padli za Waszą, Homofobów wolność. Ci żołnierze-geje nie patrzyli, że giną za ludzi, którzy ich nienawidzą, dali bezinteresownie ofiarę z życia.
Wykorzystujecie szacunek należny poległym jako pretekst, by atakować gejów. Nie wstyd wam?


Kraj homofobów rajem dla pedofili.

Homofob i pedofil pomagają sobie wzajemnie. Homofob wspiera pedofila w ten sposób, że odwraca od niego uwagę, przekierowując podejrzenia na osoby trzecie. Zagrożenie pedofilią wykorzystują także seksofoby, którym się nie podoba zainteresowanie młodzieży seksem jako takie. Jak skutecznie obie grupy sabotują akcje mobilizacyjne w obronie najmłodszych przed złym dotykiem, można się przekonać przeglądając forum kidprotect.pl (sajt deklaruje walkę o dobro dzieci, a w istocie nie przykłada należytych starań, aby moderować wypowiedzi, które firmuje, w rezultacie stał się tubą dla oszczerców).


Homofob - homo czy hetero?

Hetero nie wyobraża sobie spółkujących mężczyzn. A już na pewno nie opowiada swoich homoerotycznych wyobrażeń na dowód... że nie jest gejem.

Pożytki z homofobów

Ponieważ zarzucacie mi stronniczość (a Manifest nowoczesnego homofoba to mało?!), postanowiłem wykazać pożytki płynące z istnienia homofobii i homofobów:

...się pisze...


Nic Tak Samo
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Jak to możliwe, że nigdy się nie spotkałem z homofobią.

Zdecydowana większość naszego społeczeństwa jest do homków nastawiona przychylnie, z tą różnicą, że o lesbijkach się mówi dużo dużo mniej. Mam za sobą zaokrąglając powiedzmy pięciuset uczniów. Większość to dorośli (przedostatnia i ostatnia klasa w liceum to osiemnaście - dziewiętnaście lat, a najwięcej mam oczywiście maturzystów), reszta po połowie młodsi (9-16 lat) i starsi (głównie studenci). Opiszę, jak działa „pułapka na homofoba” w przypadku dzieci i młodzieży wychowywanych na homofobów.

Uczę jako otwarty gej, wręcz określam się jako pedagog-gej, i tak już od piętnastu lat (z czego dwanaście w Polsce i na Śląsku, a sześć w Budapeszcie). Możecie sobie wystawić, ile wynosi odsetek homofobów wśród rodziców, tym niemniej nigdy się nie spotkałem z homofobią.

Pierwsza przyczyna jest taka, że im głośniej krzyczę, że jestem gejem, tym bardziej mi nie wierzą! Ba, bywało, że brali to za żart, za szydzenie z homków, czyli brano mnie za homofoba, czyli za SWOJEGO.

Druga możliwość - miałem wiele lekcji opłacanych przez ciocie i babcie zaniepokojone, że dzieciak ma ojca homofoba czy innego rasistę.

Tu muszę wyraźnie zaznaczyć, że nie istnieje ktoś taki, jak wykreowana ostatnio przez media babcia moherowa, lecz coś innego - sfrustrowany trzydziestoletni homofob, który nie ma podstawowej wiedzy o edukacji seksualnej. Dziecko ma z wpadki, do dziś nie wie, jak to się stało (Przecież stosunek był przerywany albo Przecież za pierwszym razem się nie zachodzi). Słowem gostek wyżywa się na innych, żeby mniej się rzucała w oczy niepewność co do jego męskości, a w szczególności ojcostwa. Homofobem jest z zazdrości i urażonej dumy: wścieka go fakt, że lepiej od niego potrafię wytłumaczyć jego potomstwu, skąd się biorą dzieci.

Tak więc setki lekcji przeprowadziłem w domu cioci, albo w plenerze, z dala od agresywnego rodzica. Niezliczone przypadki, kiedy w antyhomofobiczny spisek włączyły się nawet sąsiadki albo matka ucznia (żona homofoba). Mógłbym opowiadać ciekawe historie...


Samospełniająca się przepowiednia

Jestem przyjaźnie nastawionym do ludzi optymistą. Nie mam ani powodów, ani chęci, ani prawa oskarżać kogokolwiek o homofobię. Nie zakładam sobie z góry, że uczeń czy rodzic jest homofobem, czyli że jest nikczemny i ma złe zamiary. Otwierając się z ufnością, ryzykuję, że dostanę po mordzie, ale nikt nie zobaczy w moich oczach oskarżenia: „A bo ty to na pewno jesteś homofob i sobie o mnie coś brzydkiego myślisz.” Ludziom jest miło, że ktoś z góry sobie zakłada, że są nastawieni przyjaźnie.

Natomiast jeśli się obawiasz, że rozmówca jest homofobem, robisz uniki, aby się nie wygadać, jesteś nieszczery, patrzysz spode łba, dla tej osoby rozmowa z tobą nie jest przyjemnością. Nieufność budzi reakcję, która nie jest homofobią, ale jest równie nieprzyjemna.

Często się zdarza, że wyobrażamy sobie pewne uprzedzenia u innych i demonizujemy je. Gdy się jednak odważymy sprawdzić, czy rzeczywiście istnieją, okazuje się, że niekoniecznie.

Żadnego kompromisu z homofobami! Jeśli uczeń powie coś homofobicznego, to wzywa się rodzica na rozmowę i daje mu się najzwyczajniej w świecie upomnienie, na przykład: „Pański syn powtarza przy kolegach pańskie opinie na temat gejów, i obraża w ten sposób wiele osób i daje zły przykład. Oczekuję, że pan zaprzestanie homofobicznych odzywek. Proszę zauważyć, że kiedy pozwala pan sobie na takie słowa, to uczy pan swoje dziecko stosować przemoc werbalną, czego skutki odczuje pan sam na własnej skórze za kilka lat.” Tak mniej więcej postępuje mój znajomy nauczyciel-gej pracujący w szkole, i tylko dzięki zdecydowanej postawie ma jeszcze jakieś resztki szacunku u uczniów. Moja sytuacja jest odmienna przez to, że jest wygodniejsza - przychodzę do ucznia prywatnie, więc mogę sobie pozwolić na więcej, niż w szkole: jeżeli trzeba, daję rodzicowi upomnienie, że nie życzę sobie takiego czy innego zachowania, a jednocześnie daję do zrozumienia, że istnieje gradacja upomnień: następne będzie publiczne: przy rodzinie, sąsiadach, własnych dzieciach. Wiem, że to brzmi absurdalnie dla tych gejów, którzy na co dzień borykają się z homofobami, ale ja ze względu na uczniów nie mogę sobie pozwolić na pobłażliwość.


Poparcie ze strony skrajnej prawicy zapewniłem sobie dzięki temu, że przekonałem więcej młodych osób, że warto zostać, walczyć o swoje i pracować, niż którykolwiek z nich spłodził. Dzięki mnie w Polsce i na Śląsku mieszka 34.958.452 osób, a nie 34.958.011. Tyle osób zrezygnowało z opłaconego już lotu na Wyspy, widząc, że nawet w Polsce nie ma rzeczy niemożliwych, skoro Homofob dowozi własne dziecko gejowi na lekcje.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl


Co tak naprawdę oznacza używane przeze mnie określenie nauczyciel-gej czy pedagog-gej?

Jestem nauczycielem-gejem. Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Jestem pedagogiem cały czas, nie tylko na lekcji. Uczeń, jeśli mnie potrzebuje, może do mnie zadzwonić, zaesemesować w każdej chwili. Jestem do jego dyspozycji (także gdy nie płaci). Jestem pedagogiem na lekcji i poza lekcją. Z drugiej strony gdy wchodzę do pokoju ucznia, nie przestaję być gejem.

To, że jestem pedagogiem, oznacza, że z uczniami poruszam takie rzeczy, jak bezpieczny seks (niechciana ciąża, choroby przenoszone drogą płciową itp.), uzależnienia (narkotyki itp.) i wiele wiele innych.

To, że jestem gejem, znaczy, że się dużo uśmiecham i zbieram miśki.


Mam wygodny zawód, wręcz wyśniony. Uczę prywatnie. W szkole nauczyciele stanowią system naczyń połączonych: jeden upokorzy ucznia, to ten odreagowuje na innym nauczycielu. Ja tego nie zaznałem - jestem przeciwieństwem szkoły, żaden dzieciak nie traktuje mnie jako wroga z drugiej strony barykady. Jest mi łatwiej: jestem mężczyzną, jestem prywatny, jestem gejem. Oczywiście nie śmiałbym napisać, że nauczyciel homo jest lepszy niż hetero, nawet jeśli wiem, że to prawda, tym niemniej oto, czego doświadczam jako pedagog - gej:


http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/7189/geje-w-szkole-homofobia.html spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Dlaczego geje oddają krew mimo zakazu?

Po pierwsze dlatego, że żaden zakaz nie istnieje. Ograniczenia narzucone przez polskie centra krwiodawstwa jako oparte wyłącznie na homofobii są niezgodne z wiedzą medyczną i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia, która nie nadąża upominać (podobna jak u nas jest sytuacja w kilku jeszcze krajach).

Póki nie dokończę rozdziału, ograniczę się do jednego, najbardziej przeszywającego przykładu, do czego prowadzi kryminalna praktyka kierowania się uprzedzeniami zamiast wiedzą medyczną. Od gejów nie pobiera się krwi (który to zakaz i tak jest nieskuteczny, ponieważ go bojkotujemy), ale od męskich prostytutek oddających się bez gumek - tak! - jeśli się deklarują jako hetero. (Tylko nie mówcie mi, że wśród młodzieży nie ma prostytucji, albo że hetero przenigdy nie prześpi się z gejem dla pieniędzy lub z ciekawości! - wiem dużo na ten temat, i chętnie napiszę, jeśli będzie zainteresowanie)

Po drugie dlatego, że zakaz, dopóki istniał półoficjalnie (a w głowach pracowników będzie istniał jeszcze długo), był podszyty homofobią, a jego celem było upokorzenie homków. Dlatego był bojkotowany, to znaczy geje świadomie (i słusznie!) przemilczali swoją orientację.


Rozmowy z gejami oddającymi krew utwierdziły mnie w kilku punktach:

Z analizy wynikły wnioski właściwie pokrywające się z tym, co napisałem wcześniej odnośnie oddawania krwi. Do rzeczy: czym motywują geje fakt, że zatajają swoją orientację przy oddawaniu krwi:...

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Tolerancja, akceptacja, promocja,...

Miażdżąca większość społeczeństwa podchodzi do gejów i lesbijek z pragmatyczną obojętnością: jeśli jest sympatyczny, to go lubię, jest antypatyczny to go nie lubię; dobrze pracuje, to go szanuję, w przeciwnym razie - nie.

Postawa obojętności wydaje się słuszna, lecz jest wskazana w społeczeństwie otwartym, wolnym od homofobii. W naszym jest inaczej: agresja jest codziennością. Uczciwy człowiek nie ma prawa stać obojętnie, gdy obok ktoś jest upokarzany. Dlatego nie dopuszczam, aby moi uczniowie sobie błogo egzystowali: mnie to nie dotyczy. Muszą zająć stanowisko, muszą wiedzieć, w jakim świecie żyją. Uczy ich gej, ale to dopiero początek.

Tolerancja
Łacińskie tolero oznacza tyle, co (prze)cierpię, znoszę. Toleruję znaczy zatem: Potępiam i pogardzam, ale nie mogę usunąć, więc znoszę. Tak rozumiany termin tolerancja jest oczywiście niedopuszczalny w kontekście stosunku do mniejszości. Uczeń nigdy go z moich ust nie usłyszy, chyba że mowa o manifestacjach faszystów: mówią brzydkie rzeczy, ale mają do tego prawo, dlatego trzeba ich tolerować. (czemu nie uczę tolerancji)
Cytat z forum Wyborczej:
Tolerujemy, byle siedzieli cicho” to gó.., a nie tolerancja.

Jeszcze paręnaście lat temu zdarzało się, że geje apelowali o tolerancję, ale to już przeszłość. Teraz zamiast tolerancji mamy akceptację.

Akceptacja
Akceptacja, zaakceptowanie to dosłownie przyjęcie, dopuszczenie. Akceptujemy kogoś = przyjmujemy do swojego kręgu, traktujemy jako swojaka, na równych prawach. O akceptację właśnie, a nie o tolerancję walczą takie zasłużone dla praw człowieka osoby, jak Maria Szyszkowska.
Termin akceptacja również odrzucam, ponieważ akceptować można to, co można nieakceptować. Wypraszam sobie, żeby mnie ktoś łaskawie zaakceptowywał.
Szacunek dla „inności” - podwójna bzdura!
Szacunek dla inności? To dopiero! Szacunku nie da się wypromować czy wymusić. Na szacunek się zasłuży lub nie. Od ucznia oczekuję, że będzie szanować siebie samego, tym bardziej, że to on jest inny i to on jest w mniejszości. W dowolnej klasie bez problemu wskażę każdemu, do jakiej mniejszości należy (w razie potrzeby podzielę ich na grupy): rudych, leworęcznych, heteroseksualnych.

Czego chcę ja - Arkadiusz Karski?

Nie tolerancja, nie akceptacja, nie szacunek. To nie zadowoli mojej próżności. Uczeń ma mnie lubić, i to ma mnie lubić za to, że jestem, jaki jestem. Nie jestem od niego inny, bo to nie on jest dla mnie punktem odniesienia. Jestem sobą. Jesteś sobą. Jesteśmy różni.

Wpajam uczniom entuzjazm dla różnorodności oraz racjonalizm rozumiany jako „pozytywne nastawienie do naszych możliwości poznania otaczającego nas świata, fascynacja nauką, zjawiskami przyrody i tak często towarzysząca tej fascynacji sympatia do innych ludzi.” (Andrzej Koraszewski)

Przygotowuję młodych ludzi do funkcjonowania w społeczeństwie opartym na wzajemnym szacunku, zaufaniu i życzliwości, a nie na tolerancji.


Wiktor Osiatyński Obywatel czy poddany?

Fundamentami tożsamości Europy są wolność i rządy prawa. Także dziś znajdują się one obok pokoju na szczycie wartości uznawanych za najcenniejsze przez zdecydowaną większość Europejczyków. Wolność i rządy prawa sytuują się przed dobrobytem, różnorodnością i solidarnością, które także należą do kanonu wartości europejskich.
Tylko pod rządami prawa ludzie mogą planować własne życie. Rządy prawa pozwalają ludziom przewidywać konsekwencje działań - własnych oraz innych ludzi i organów państwa.
Prawa i wolności chronią te sfery życia ludzkiego, które muszą być wolne od ingerencji państwa i innych ludzi. Są one zastrzeżone dla jednostki po to, by mogła działać, a nie reagować, by mogła dokonywać wyborów, a nie wykonywać rozkazy, by mogła być odpowiedzialna za swoje czyny i za swój los. Słowem, by człowiek mógł stawać się właścicielem swojego życia. Sferę tę określa się mianem prywatności.
Obejmuje ona nietykalność i wolność osobistą, nienaruszalność miru domowego i tajemnicę korespondencji, wolność sumienia, wyznania i religii, wolność przekonań i ich głoszenia, prawo do ochrony życia prywatnego, czci i dobrego imienia, a także prawo do decydowania o swoim życiu osobistym. (...)

Tolerancja jest to gotowość przyznania przedstawicielowi innego światopoglądu tej samej dozy inteligencji i dobrej woli, co sobie.

O akceptacji

Nie przytrafiła mi się sytuacja, w której ktoś by mnie miał sobie „zaakceptować”. Natomiast sytuacja przeciwna, kiedy to ktoś był uzależniony od mojej akceptacji, często. Na przykład rodzice, którzy sami sobie wychowali potomstwo na chuliganów. Przychodzi do mnie rodzic nastolatka, z którym sobie nie radzi, nie ma z nim wspólnego języka, codziennie się musi tłumaczyć z jego wybryków przed sąsiadami, nauczycielami itp. Co mu mam powiedzieć? Że go akceptuję, mimo że nie zasługuje?

Rok pracowałem we Francji, opiekując się sparaliżowanym homofobem, w szczególności wymagało to pielęgnacji intymnych części ciała poparzonych w wyniku wypalania raka prostaty. Co mu miałem powiedzieć: Nie będę się Panem zajmował, ponieważ Pana nie akceptuję jako homofoba?


Akceptować można tylko to, co można nieakceptować.


Nie tolerancja i nie akceptacja stanowią podstawę stosunków międzyludzkich, lecz wzajemne zaufanie.

tolerancja = Nienawidzę cię, ale skoro cię nie mogę usunąć, to cię znoszę.

akceptacja = Ja, ten lepszy, łaskawię cię akceptuję, jako gorszego.


Utajona mowa nienawiści

Tylko nie myśl, że fakt, że mnie nie bijesz, świadczy, że jesteś w porządku. To za mało. Jesteś homofobem, jeśli bijesz gejów. Jesteś homofobem, jeśli wyzywasz gejów. Jesteś homofobem, jeśli odrzucasz gejów. Jesteś homofobem, gdy akceptujesz gejów. Jesteś homofobem, gdy mówisz, że nie zgadzasz się na homoadopcję. Jesteś homofobem także wtedy, gdy nic nie mówisz, a obok ktoś bije lub wyzywa geja (sytuacja sprawia, że bijący bierze twoją postawę za aprobatę). Homofobem jesteś, gdy mówisz: nic dziwnego, że gejów spotyka przemoc. Jesteś homofobem, jeśli wymyślasz „heterofobię” i pod takim tytułem redagujesz swoje prowokatywności wiedząc, że skutki i tak spadną na innych.


Homofoby biją gejów. Ja nie mam nic przeciwko gejom, dlatego nie biję ich, lecz „tylko” pluję.

Homofoby opluwają gejów. Ja nie mam nic przeciwko gejom, dlatego nie opluwam ich, lecz „tylko” wyzywam.

Homofoby przezywają gejów. Mnie geje nie przeszkadzają, więc nie obrażam ich, lecz się nad nimi lituję.

Homofoby litują się nad gejami. Ja nie mam nic przeciwko gejom, dlatego nie blebleble..., lecz blebleble....

Czy dostrzegasz istotę tego toku rozumowania? Za każdym razem deklarujesz, że nie jesteś homofobem, ale jeszcze w tej samej wypowiedzi wyrażasz swoje lekceważenie wobec gejów, swoje przekonanie, że jesteś lepszy. Kiedy sobie przeczytasz z dołu do góry, to zauważysz, jak niepostrzeżenie mowa nienawiści staje się coraz bardziej brutalna - zaczynasz od pozornie niewinnego sprzeciwu wobec legalizacji związków homo, a kończysz na otwartym wezwaniu do fizycznej agresji.


Nie jestem homofobem, jestem jedynie przeciwny legalizacji związków homo.

Powyższy oksymoron nie jest neutralny, ponieważ jest tożsamy treściowo z następującą deklaracją:

Jestem zwolennikiem sytuacji, kiedy geje i lesbijki są krzywdzeni przez to, że deptane jest ich prawo do założenia rodziny.


Akceptuję/Toleruję...

Tolerancja jest to postawa życiowa, której immanentną cechą jest to, że się jej nie deklaruje, a deklarowanie tolerancji wobec człowieka wybranego z powodu swojej przynależności do siakiej czy takiej grupy jest przejawem nietolerancji. Trawestując dowcip: kiedy jesteś tolerancyjny, to jesteś tolerancyjny, a kiedy mówisz, że jesteś tolerancyjny, to mówisz.


Akceptuję” znaczy akceptuję z łaski, warunkowo, do odwołania.

Akceptuję” znaczy akceptuję, choć nie powinienem, choć nie jesteś tego wart.

Akceptuję” znaczy akceptuję, tak jak ktoś lepszy akceptuje kogoś gorszego.

Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że deklaracjami w rodzaju „Nie mam nic przeciwko wam”, „Akceptuję was” nie zdobędziesz sobie przyjaciół.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Przez kogo wymrze ludzkość?

  1. Bez wątpienia przez gejów. Zauważyli to już Hindusi cztery tysiące lat temu. Wtedy było nas kilka milionów. Niezadługo przekroczymy osiem miliardów, jeśli wymrzemy, to chyba z przeludnienia. Ile nam zostało jako gatunkowi?
  2. Każdy dziewięciolatek mający podstawową wiedzę o świecie wie, że odsetek gejów i lesbijek od tysięcy lat się nie zmienił, jest ustabilizowany na poziomie mniej więcej pięciu procent.
  3. Ludzkość i tak wymrze, i to już niedługo. Jeśli nie za sprawą katastrofy, to w wyniku ewolucji, której podlega każdy gatunek, także Homo sapiens. Za sto tysięcy lat Człowieka rozumnego już nie będzie. Zastąpi nas inny gatunek rodzaju Homo, tak samo jak my zastąpiliśmy/wyparliśmy Homo erectusa, Człowieka neandertalskiego i inne gatunki.
  4. Geje płodzą dzieci. Jako anonimowi dawcy spermy, z poślubioną dla niepoznaki kobietą albo w ramach umowy z lesbijką. Ilościowo nasz wkład nie jest imponujący, ale różnica jakościowa jest dobitna: gej w przeciwieństwie do hetero nie ma dziecka z przypadku, potomstwo geja jest zawsze chciane, oczekiwane, wystarane. W Europie, USA i Kanadzie dzieci gejów i lesbijek liczy się w milionach. Więcej o ewolucji i znaczeniu gejów dla przetrwania gatunku.
  5. Argument stilgara pożyczony z http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,127728: „A gdyby, hipotetycznie, na świecie było 3 mld lesbijek i 3 mld gejów, to co? Należało by ich zmusić do prokreacji, bo ludzie muszą trwać? A po co miałaby trwać nieszczęśliwa ludzkość?
  6. Argument o wymarciu ludzkości jest skierowany przeciw osobom ślubującym celibat. Gdyby wszyscy żyli w celibacie, to ludzkość by wymarła - ślubujący celibat deklarują, że nie będą mieć dzieci, a jeśli będą mieli potomstwo, to go nie uznają legalnie i nie będą o nie dbać. Natomiast gej chce i potrafi adoptować i wychować dziecko (nawet gdy ustawodawstwo nie przewiduje homoadopcji), w skrajnych wypadkach sam je spłodzi.
  7. Jeśli ludzkość ma wyginąć za ileśtam tysięcy lat, to osobiście mnie to ani nie ziębi, ani nie grzeje, nawet gdyby to nastąpiło z mojej winy (to myślenie podziela de facto każdy, kto spłodził/urodził mniej niż trójkę dzieci).
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Gdybym był homofobem...

Gdybym był homofobem, byłbym wrednym homofobem, ale z pewnością nie byłbym głupim homofobem. Nie traciłbym czasu, energii, pieniędzy i prestiżu na walkę z wiatrakami. Wszystkie zjawiska, przeciw którym występują homofoby w Polsce, są od dawna uregulowane. Skupiłbym się na SKUTECZNEJ walce, aby w przyszłości homki mieli mniej do powiedzenia. Homofobia przegrywa sromotnie na wszystkich frontach. Jak temu zaradzić? Jak uratować to, co się da uratować?

Oto, z czym nie ma sensu walczyć, ponieważ już przegraliśmy (mam na myśli nas - głupich homofobów):

Oto lista, co możemy jeszcze uratować (tu przez „my” mam na myśli homofobów wrednych, ale nie głupich):


Kochane Homofoby!
Macie rację we wszystkim, co głosicie. Całkowicie się z wami zgadzam. Tym niemniej widzę, że wasza walka jest nieefektywna. W przyszłym roku wydam poradnik dla homofobów Jak przekonać do swoich urojeń - poradnik dla homofobów.

Do tej pory wypracowałem dwa argumenty przeciwko gejom, tak przemyślne, że sam ich nie potrafię zbić. Znajdziecie je niedługo na Allegro, zastanawiam się, jaką wyznaczyć cenę minimalną. Praktyczne zastosowanie - wybronić się przed sądem przed karą za szerzenie nienawiści. Jestem w stanie przekonać każdy sąd pierwszej instancji, że Homofoby mają rację. Z apelacją będzie trudniej, ale mam dowody rzeczowe, co wredne pedały robią z dziećmi: spójrzcie tylko, jak dzieciak się wydziera przerażony na widok (przebranego w czerwone ciuszki, a jakże!) geja.


Manifest nowoczesnego (wrednego) homofoba

Przysłuchując się wypowiedziom gejów i lesbijek wyraźnie zauważam tendencję: od skomlenia do stawiania żądań, od chowania ogona do walki z otwartą przyłbicą. Powstają nawet strony homofobofobiczne, wypominające nam błędy w rozumowaniu i obnażające nasze słabości. Natomiast po naszej stronie nic się nie zmieniło. Homofoby od parunastu lat używają tych samych wyzwisk jako „argumentów”, nie zauważając, jak dalece się zmienił świat, i że w skali europejskiej jest nas już tylko garstka. Nasze akcje ściągają na nas gromy, i nie umiemy się nawet zastanowić, z czego się bierze ta niechęć do homofobii i jak ją zneutralizować.

Do przyjaciół homofobów!

Musimy zewrzeć szeregi i opracować strategię, aby uniemożliwić pedalstwu zawieranie małżeństw i zmniejszyć szkodliwy wpływ ich kampanii na nasze dzieci. To już nie są czasy, kiedy geje się chowali po kątach. Jeszcze niedawno się bali, a teraz maszerują przed naszymi oknami obrzydliwie się obnosząc. I co gorsza, społeczeństwo im sprzyja. Obecnie wprawdzie poparcie dla małżeństw jednopłciowych z prawem do adopcji waha się między dwadzieścia a trzydzieści procent (z wykluczeniem adopcji- od 30% do 50%), ale to się zmienia dramatycznie szybko. (dane z Francji - w latach osiemdziesiątych nikt jeszcze nie popierał tych niewydarzonych związków, pokolenie później wprowadzano związki partnerskie, gdy poparcie dla nich przekroczyło... 80%).

Jak uniknąć katastrofy cywilizacyjnej, jaką stanowi rejestracja chorych związków? Musimy działać rozsądnie i przeciągnąć na naszą stronę milczącą większość. To ją musimy przekonać do swoich racji, a nie pedałów i lesby. Z nimi nie będziemy dyskutować! Ale też nie będziemy prowadzić debat w zamkniętym gronie homofobów.

W tym celu musimy stłumić najzdrowszy odruch wstrętu, i powstrzymać się od wyzwisk i innych form przemocy. Nie dlatego, że pedalstwo nie zasługuje, lecz po prostu osoby trzecie odruchowo stają po stronie atakowanego. Musimy uniknąć sytuacji, kiedy pedały i lesby przedstawiają siebie jako ofiary, którym należy pomóc. Precz z przemocą i wyzwiskami!

Heteroseksualność jest wartością samą w sobie, a nie w opozycji do gejowości. „Parady normalności” wyglądają jak żałosny dodatek do Parady Równości, w dodatku media zaliczają nas do uczestników tej ostatniej (rzeczywiście z helikoptera nie widać, że to kontrmanifestacja) - co za wstyd!

Pamiętajmy, że są wśród nas prowokatorzy - pedalska piąta kolumna, którzy ośmieszają nasze szlachetne idee i sprawiają, że ludzie się od nas odsuwają i nie rozumiejąc naszego przesłania, gardzą nami. Wyplenimy tych homo-niewiadomo w rodzaju Orzechowskiego i Giertycha, obrzydliwie obnoszących się ze swoją obsesją seksu męsko-męskiego! Nie pozwólmy dywersji pedalskiej zdominować naszej dyskusji, nie dopuśćmy, by prymitywy zawładnęły naszymi hasłami i popełniały w naszym imieniu przestępstwa takie jak mowa nienawiści, straszenie więzieniem i agresje. Szczytne miano homofoba należy się temu, komu ten zdrowy odruch wstrętu wobec pedalstwa nie przyćmiewa umysłu i nie pcha go do łamania prawa. Jesteśmy homofobami. Jesteśmy wredni, ale nie jesteśmy głupi!

Pamiętajmy o wiernych sprzymierzeńcach: polskiej lewicy, która tyle razy miała okazję uregulować kwestię równouprawnienia gejów i lesbijek, i zawsze ich zwiodła. Dajmy lewicy głosić swoje hasła walki z dyskryminacją - wiemy dobrze, że nic z tego nie będzie!

Tylko od nas zależy, czy będziemy mieli w Polsce Hiszpanię, Holandię czy Francję.

Mamy przekonać do naszych racji nie pedałów i lesby, lecz milczącą większość, której jest wszystko jedno. Dlatego apeluję: bez agresji i bez brzydkich słów - wyzwiska mają to do siebie, że nie stanowią argumentu, a jedynie wywołują sympatię milczącej większości wobec „dyskryminowanych”.

Pamiętajmy, że Polska nie jest wyspą na oceanie. Obserwujmy, co się dzieje w innych krajach i uczmy się. Opisujcie wszystkie przypadki, z jakimi się zetknęliście u nas i w krajach ościennych. Ściągnijmy klapki z oczu! Obywatel polski może zawrzeć homomałżeństwo z obywatelem hiszpańskim, poza zasięgiem prawa polskiego, i wymóc na naszym państwie uznanie konsekwencji tego aktu. Wpis do Konstytucji „związek kobiety i mężczyzny” przed niczym na dłuższą metę nie chroni. Można go w każdej chwili zmienić. Jeśli nie teraz, to za paręnaście lat. Odrzućcie zatem kamienie, odstawcie piwo i radźcie, co robić!

...reszta się pisze...


Drodzy bracia w homofobii!
Nasze ataki na gejów są kontrproduktywne, to znaczy, że przysparzają im więcej sympatyków, niż nam. Proponuję zaprzestać wulgarnych napaści, i wyrażam przekonanie, że skala homofobii nie zmieni się wiele, jeśli zamilkniemy. A to dlatego, że homki są na tyle nierozsądni, że sami powtarzają nasze homofobiczne brednie, nie musimy się wysilać. Od wielu już lat nikt gejom nie zarzuca tego, co dawniej, a mimo to oni nadal się bronią i tłumaczą! Co więcej - niemal każdy portal gejowski obficie nas cytuje i nie dopuszcza, aby nasze wredne homofobiczne idee wymarły. Podam przykład: wszyscy wiemy, że seksualność dziecka nie zależy od wyboru rodziców, ani też nie ma związku między orientacją dziecka a orientacją rodziców. Nie jesteśmy (my, wredne, ale niegłupie homofoby) tak naiwni, aby sugerować taki związek przyczynowo-skutkowy. Tym niemniej geje sami się upokarzają (hi,hi,hi) argumentując, że dziecko wychowane przez parę gejów nie będzie od tego gejem, ponieważ przyznają tym samym, że być homo to coś, czego należy dziecku oszczędzić. Że nie wspomnę o tych gejach, co głośno krzyczą: Nie chcemy prawa do adopcji, ani nawet do małżeństwa! Wystarczy, że nas nie będziecie bili!. No cóż, skoro sami geje nieprzymuszeni rezygnują z przyrodzonego prawa do założenia rodziny, która będzie uznana i wspierana przez państwo...

Homofobowie! Zrozumcie, że nie mamy nic do roboty: geje sami sobie strzelają gola za golem.


Wymyśliłem diaboliczny plan przeciw pedalstwu i homoadopcji! Usuńmy ograniczenia przy zawieraniu małżeństwa. Niech mężczyzna żeni się z kobietą lub wychodzi za mąż za mężczyznę, jak komu pasuje. Cioteczki masowo się będą pobierać, a my wiedząc, kto ma wpisane w papiery mężaty, temu nie damy dziecka do adopcji (ani go nie zatrudnimy, ani nie będziemy na niego głosować, ani wiele innych rzeczy), hi hi hi...
Przyjaciele Homofobowie! Cioteczki bywają sprytne - mogą się domyśleć naszego planu i zażądać związków partnerskich, aby nie wpaść w pułapkę małżeństw. Ale nie poddamy się - będziemy walczyć do upadłego o małżeństwa HOMO!

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

tzw. Odwiecznie niezmienne małżeństwo tradycyjne

Wstęp (trochę demagogiczny co prawda, ale tego nie zawsze się da uniknąć):
Niniejszy paragraf traktuje o prawnych aspektach małżeństwa. O kulturalno-obyczajowych nie napiszę nic, poza tym jednym jedynym cytatem z rozmowy na gadu-gadu, ilustrującym, co znaczy „naturalny, oparty na oczywistych biologicznych różnicach podział ról w tradycyjnym małżeństwie”:

Małżeństwo dwóch mężczyzn?! Przecież to niemożliwe! Bo skoro was jest dwóch mężczyzn, to kto kogo bije?

Zaśmiała/eś się? Zniesmaczyła/eś? Dobrze, a teraz zamyśl się nad tym, co za takim pytaniem stoi: że dla wielu osób w Polsce (w tym setek tysięcy dzieci) przemoc rodzinna to codzienność. Zrób coś - przytul, pociesz, uśmiechnij się podnosząco na duchu, daj znak, że rozumiesz sytuację (jednocześnie nie wtrącasz się). Obojętność oznacza przyzwolenie. A przede wszystkim: nie udawaj, że nie wiesz; nie przeszkadzaj tym, którym się chce pomagać, i nie upokarzaj cynizmem: „Klaps ci nie zaszkodzi; mnie bili, i dzięki temu wyrosłem na ludzi”.



Mąż do żony:
- Kochanie, wiem, jak uratować nasze małżeństwo!
- Przestaniesz pić?
- Eeee...
- Przestaniesz mnie bić? Nie będziesz mnie więcej zdradzał? Zaczniesz dbać o dzieci?
- Zagłosuję przeciw związkom partnerskim dla homo!


Małżeństwo jest instytucją, czyli zostało ustanowione (instytuowane) aktem prawnym i aktem prawnym jest raz po raz zmieniane (teoretycznie parlament może małżeństwo nawet znieść, co nastąpiło w wyniku referendum w Kalifornii). „Małżeństwo nie istnieje obiektywnie - jest prawnie usankcjonowaną umową między ludźmi – czyli istnieje tylko w takim zakresie, w jakim ludzie zgadzają się, że istnieje.”. Ostatnia wielka zmiana to uznanie - w momencie ratyfikacji wstąpienia do Unii ze wszystkimi tego konsekwencjami - że każde małżeństwo zawarte w kraju unijnym na zasadach określonych przez jego ustawodawstwo jest ważne na terytorium całej Unii, w tym Republiki Polskiej.


Odwiecznie niezmienne małżeństwo tradycyjne” to instytucja prawna istniejąca w obecnej postaci od roku 1998, zupełnie niepodobna do tego, co było kilkadziesiąt lat temu.

marriage

-My tylko bronimy świętości małżeństwa.-Tak, jak powiedział.

Jeszcze niedawno do jego zawarcia była potrzebna obecność urzędnika stanu cywilnego i zgoda rodziców lub sądu w przypadku mężczyzn 18-21 letnich. Wcześniej małżeństwo związane było z licznymi ograniczeniami, które przedstawia uproszczona tabelka. Nie zawarłem w niej takich barbarzyństw, jak status dziecka spłodzonego poza małżeństwem (pozbawiony praw bękart), status kobiety (ubezwłasnowolniona), niemożność rozwiązania związku.

Rok 1935 dotyczy ziem byłego zaboru rosyjskiego, gdzie nie istniały urzędy stanu cywilnego, a wszystkie kwestie były rozwiązywane w ramach prawa kanonicznego przez odpowiednie władze religijne (które nawiasem mówiąc swe nieludzkie ograniczenia stosują do dzisiaj wobec np. osób tej samej płci, osób starszych i inwalidów).

W pozostałych państwach Europy było podobnie: jeszcze trzydzieści-czterdzieści lat temu małżeństwo było czym innym, niż dzisiaj, nie wspominając o małżeństwie-light, czyli związkach partnerskich. Jedno się nie zmieniło: małżeństwo jest prawnie ważne od chwili zawarcia, a nie od narodzin pierwszego dziecka, i nie ma na celu prokreację (płodzenie).

Małżeństwo nie jest potrzebne, aby spłodzić/urodzić potomstwo, ale po to, aby je wychować (obowiązek alimentacyjny itp.). Małżeństwo nic nie ma do prokreacji (ludzie, doczytajcie sobie, skąd się biorą dzieci, bo na pewno nie z ustawy).

No i samo małżeństwo jako instytucja prawna jest jedynie nadaniem takiego czy innego statusu ludziom, którzy żyją, jak żyją, niezależnie, co sobie urzędnik wpisuje do rubryki (np. małżeństwo dwóch mężczyzn jest oficjalnie małżeństwem w Hiszpanii, związkiem partnerskim we Francji i konkubinatem w Polsce, a przecież przy przekraczaniu granicy nic się nie zmienia: nadal są małżeństwem). Poprawka: według niedawnego orzeczenia Trybunału Wspólnot Europejskich w Luksemburgu małżeństwo obywateli kraju unijnego zawarte w tym kraju jest małżeństwem na terenie całej Unii. (To znaczy, że jeśli do Polski przyjeżdża małżeństwo dwóch Belgów, to są oni dla Republiki Polskiej małżeństwem niezależnie od tego, że RP nie uznaje homomałżeństw własnych obywateli.)

Gdybyśmy zastosowali argument [o prokreacji] do par heteroseksualnych, powinniśmy zakazać wstępowania w związki małżeńskie ludziom bezpłodnym, wysterylizowanym, używającym środków antykoncepcyjnych, kobietom po menopauzie, wreszcie każdej osobie z jakichkolwiek względów nie chcącej mieć dzieci. Poza tym niewychowujące dzieci małżeństwa winny być natychmiast z mocy prawa rozwiązywane z chwilą, gdy kobieta przestanie miesiączkować, mężczyzna popadnie w impotencję lub jeśli mimo prób nie doczekają się pierwszego potomka np. przez trzy kolejne lata.
Mogą zawrzeć małżeństwo osoby1935199520052015
tej samej płcinienienietak
różniące się wyznaniemnietaktaktak
starszenietaktaktak
nie planujące dziecinietaktaktak
niepełnosprawnenietaktaktak
bezpłodnenietaktaktak
różnej rasynietaktaktak
po rozwodzienietaktaktak
mężczyzna 18-letni bez zgody rodziców/sądunienietaktak
kobieta 16-letnia za zgodą rodzicówtaknienienie

Za ilustrację do tabelki niech posłuży poniższy cytat:

(...) W 1918 kobiety otrzymały pełnię praw politycznych. (...).
Wydawać by się mogło, że w dziedzinie, w której rola kobiet była przez opinię społeczną nie tylko tradycyjnie uznawana, ale nawet w pewien sposób gloryfikowana tj. w życiu rodzinnym, ich równouprawnienie dokonało się najszybciej. Jednak pod względem prawa cywilnego kobiety przez cały okres II Rzeczpospolitej pozostały upośledzone w stosunku do mężczyzn. Po odzyskaniu niepodległości państwo polskie zachowało ustawodawstwo cywilne, obowiązujące na ziemiach polskich pod zaborami. W zasadniczym zrębie stanowiło je: kodeks cywilny Królestwa Polskiego z 1825 - na obszarze byłego Królestwa Kongresowego, kodeks cywilny austriacki z 1811 - na ziemiach byłego zaboru austriackiego i kodeks cywilny niemiecki z 1896 - na terenie byłego zaboru pruskiego. Wszystkie te kodeksy ograniczały w znacznym stopniu samodzielność kobiet, w szczególności mężatek. Ograniczenia stosowane wobec kobiet zamężnych wynikały m.in. z tradycyjnego modelu rodziny patriarchalnej, w której mężczyzna, jako pater familias decydował o wszystkich ważnych sprawach dotyczących członków rodziny.
W świetle obowiązującego w Polsce prawodawstwa, zakres limitowania praw kobiet zamężnych nie przedstawiał się jednolicie. Wydaje się, że największe ograniczenia przewidywał kodeks cywilny Królestwa Polskiego i obowiązujące na tym samym obszarze prawo małżeńskie z 1836 r. Według tego ustawodawstwa, zarówno definicja małżeństwa i rodziny, jak i normy szczegółowe, odwoływały się wprost do norm religijnych, a duchowni poszczególnych wyznań pełnili zarazem funkcje urzędników stanu cywilnego. Małżeństwo mogło zostać zawarte jedynie w formie religijnej. Podlegało ono przepisom i kanonom poszczególnych wyznań, zarówno w zakresie administracji, jak i jurysdykcji. Pod tym względem wyjątek stanowiło wyznanie mojżeszowe i mahometańskie, co do których w sprawach cywilnych orzekały sądy cywilne. Kościół katolicki uznawał obrzęd kościelny, jako jedyną formę zawarcia związku małżeńskiego. Prawo kanoniczne, obok separacji stanowiło o unieważnieniu małżeństwa, w skutkach cywilnych podobnym do rozwodu. W przypadku innych wyznań, o ile dopuszczały one rozwody, prawo cywilne je sankcjonowało. Podobne regulacje zapisano w ustawodawstwie austriackim. Istniały tam dwie formy zawierania małżeństwa: kościelna - zasadnicza i cywilna -wyjątkowa. Stosunek małżeński był regulowany przez przepisy religijne, jednakże podlegał jurysdykcji władzy cywilnej. Rozwód był dopuszczalny, o ile uznawało go prawo wyznaniowe. Tylko prawo niemieckie ustanawiało świecką formę zawarcia małżeństwa i powoływało urzędników stanu cywilnego. Ślub mógł być zawarty tylko przed nimi, a od woli narzeczonych zależało czy dopełnią go obrządkiem religijnym. Dzięki uznaniu małżeństwa za formę umowy cywilnej istniała możliwość rozwodów. Kobieta mogła wstąpić w związek małżeński po ukończeniu szesnastu lat (mężczyzna zaś osiemnastu), na obszarze byłego zaboru austriackiego nawet czternastu, jednak do 21 roku życia niezbędna była zgoda ojca. Po ślubie musiała przyjąć nazwisko męża. Zdarzały się wypadki, zwłaszcza w środowiskach naukowych, gdy zatrzymywała swoje nazwisko panieńskie, używając je łącznie z nazwiskiem męża. Nie miało to jednak żadnego znaczenia prawnego. Zmiana nazwiska przez męża obejmowała także żonę. W przypadku wdowieństwa, rozwodu lub separacji mogła ona nadal posługiwać się nazwiskiem męża. Jeśli chciała powrócić do panieńskiego, musiała otrzymać zgodę sądu. Mąż miał prawo zakazać jej używania swego nazwiska w przypadku, gdy uznano ją za winną rozwodu. Kobieta miała prawo nadać swoje nazwisko panieńskie dziecku poprzez adopcję lub uznanie nieślubnego dziecka. Jeśli jednak ojciec również uznał dziecko, to otrzymywało ono jego nazwisko, chyba że sąd uznał inaczej. Jeśli kobieta poślubiła cudzoziemca, to automatycznie traciła dotychczasowe obywatelstwo i była zmuszona do przyjęcia obywatelstwa męża. (...) Według wszystkich kodeksów miejsce zamieszkania mężatki wyznaczało miejsce zamieszkania męża. (...) W dziedzinie władzy rodzicielskiej wszystkie kodeksy ustanawiały priorytet ojca. To on sprawował wyłączną opiekę nad dziećmi, tak w czasie trwania małżeństwa, jak i w razie separacji. Według kodeksu obowiązującego na ziemiach byłego zaboru rosyjskiego, to ojciec decydował o powierzeniu dzieci pod opiekę matki, mógł nawet wbrew jej woli oddać je pod cudzą opiekę lub do adopcji. Jeśli ojciec zmarł, to matka wraz z radą familijną sprawowała opiekę nad dziećmi. W razie ponownego małżeństwa, rada decydowała o pozostawieniu lub odebraniu matce opieki nad dziećmi. Wdowiec nie podlegał takim ograniczeniom. Przez cały okres międzywojenny kobiety walczyły o zmianę prawa rodzinnego, jednak m.in. silny opór ze strony Kościoła katolickiego uniemożliwił wprowadzenie jakichkolwiek zmian.(...)

Rola i pozycja społeczna kobiety-inteligentki w II Rzeczypospolitej. Praca magisterska została napisana przez Sylwię Kozłowską pod kierunkiem prof. dr. hab. Tomasza Shramma na wydziale historii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1998-2000 i obroniona została w 2000 r. na ocenę - bardzo dobry.

Jak rozszerzyć instytucję małżeństwa na pozostałe związki?

Wstęp:
Konstytucja Republiki Polskiej nie definiuje małżeństwa, lecz stypuluje, że małżeństwo mężczyzny i kobiety cieszy się szczególną opieką ze strony państwa. Konstytucja nie mówi nic o pozostałych możliwościach: małżeństwo mężczyzny z mężczyzną i małżeństwo kobiety z kobietą.

  1. Konstytucję można zmienić w drodze referendum. W referendum unijnym większość głosujących opowiedziała się za zrzeczeniem sporej części suwerenności w zamian za dotacje i obietnicę dostępu do rynku pracy. De facto obywatele - bezwiednie wprawdzie (bezmyślnie?), ale skutecznie - zgodzili się, aby Republika Polska uznała legalność na swoim terytorium związków małżeńskich zawartych między mężczyznami lub między kobietami w krajach, gdzie jest to możliwe. Nie jest zatem wykluczone, że Polacy zagłosują za wykreśleniem ograniczenia „kobieta i mężczyzna”.
  2. Konstytucja nie mówi, że dwaj mężczyźni lub dwie kobiety mogą się pobierać, ani też nie mówi, że nie mogą. Parlament ma zatem wolną rękę, aby to uregulować. Jeśli nie wprowadzimy związków partnerskich, to możemy mieć przypadek Hiszpanii.
  3. W każdej chwili Trybunał Konstytucyjny może orzec, że na przykład: Wszystkie elementy do takiego orzeczenia już są zawarte w Konstytucji!
  4. Może się przytrafić w Polsce to, co w Massachusetts, gdzie stanowy Sąd Najwyższy orzekł, że skoro ustawodawca nie uregulował kwestii związków partnerskich, to od tej pory zastosowanie do nich będą miały przepisy mówiące o małżeństwie, albo na Węgrzech, gdzie Trybunal Konstytucyjny orzekł, że jeśli dwóch ludzi żyje w związku, który wygląda z każdej strony jak małżeństwo, to musi być uznany za małżeństwo. Obie decyzje (pierwsza o znaczeniu ogólnym, druga w odniesieniu wyłącznie do pozywającego, który wygrał proces dla siebie, bez precedensu) zostały podjęte przy braku odpowiednich regulacji, w oparciu o zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości.

Istnieje rozróżnienie: 1) Kto może zawrzeć małżeństwo na terenie Republiki Polskiej; 2) Czyje/Jakie małżeństwo (na przykład zawarte za granicą) Republika Polska uznaje na swoim terytorium.

Otóż Konstytucja Republiki Polskiej obowiązuje wyłącznie na terenie Republiki Polskiej i wyłącznie w odniesieniu do swoich własnych obywateli oraz rezydentów (a także osób przebywających w RP). Państwo polskie swobodnie określa, kto z kim się może pobrać i wprowadza takie dyskryminacje, jakie mu pasują. Ale odnośnie uznania małżeństw zawartych za granicą obowiązuje zasada: Małżeństwo zawarte w którymkolwiek kraju Unii jest małżeństwem na terenie całej Unii według zasad, na jakich zostało zawarte.


Jak uzyskać pozwolenie na małżeństwo monopłciowe za granicą:
http://docs.google.com/View?id=dgx92rmp_11gjdh7qd7

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

MAŁŻEŃSTWO JEDNOPŁCIOWE, HOMOADOPCJA

Małżeństwo to związek dwóch osób, zdolny i potencjalnie skłonny wychować potomstwo, zalążek rodziny.

Przez małżeństwo bez przymiotników rozumiem fragment rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Z prawnego punktu widzenia można go uregulować w interesie jednostek i całego społeczeństwa lub udawać, że go nie ma. Zapisy w Konstytucji, ustawach i Kodeksie rodzinnym nie odzwierciedlają rzeczywistości (a tym bardziej jej nie tworzą), lecz jedynie nadają status prawny.

stan faktyczny ≠ stan prawny

Jestem mężaty od sierpnia 2009, zgodnie z prawem polskim, węgierskim i unijnym. Od tego momentu które państwo jak nas traktuje, to już zmartwienie tego państwa. Polskie ustawodawstwo uznaje małżeństwo jednopłciowe w zakresie płacenia podatków (urząd skarbowy może od mojego „niemęża” zażądać spłacenia moich zaległości) oraz pomocy socjalnej (uwzględnia się dochody obu „niemałżonków”).


Którekolwiek rozwiązanie Parlament wybierze, nie stworzy tym nowej rzeczywistości, ale jedynie nada pewien status prawny już istniejącemu stanowi rzeczy:


Jedną z przyczyn (poza chęcią zaprzestania krzywdzącej dyskryminacji), dla której małżeństwo monopłciowe jest wprowadzane w poszczególnych krajach, jest szacunek dla prawa, które powinno regulować codzienne problemy, aby uniknąć konfliktów. Brak tej instytucji w Polsce powoduje duże kłopoty dla osób trzecich, których przyzwoitość nie pozwala na dyskryminację, ale ustawa zmusza ich do nieprzychylnego traktowania pewnych kategorii ludzi.

Geje i lesbijki mają dzieci: albo swoje własne (na przykład biologiczne dziecko z poprzedniego związku jednego z nich, które wychowują razem), albo z adopcji. W krajach, gdzie adopcja jest zarezerwowana tylko dla małżeństw różnopłciowych, zawierane są małżeństwa papierowe. Jeśli ktoś bardzo chce mieć dziecko, to adoptuje. Tylko że potem to dziecko jest przez społeczeństwo i ustawodawstwo dyskryminowane: nie może dziedziczyć po własnym rodzicu, który nie może do niego przyjść do szpitala itp. To ze względu na prawa dzieci, które tak czy inaczej są wychowywane przez rodziców tej samej płci, wprowadzana jest w poszczególnych krajach homoadopcja. Nie wiadomo, ilu dzieci to dotyczy. We Francji jest to oficjalnie koło dwustu tysięcy, nieoficjalnie więcej, i to mimo ograniczenia: adoptować może para różnopłciowa o kilkuletnim stażu małżeńskim. Ponieważ nie wolno gromadzić danych na temat życia seksualnego, nie wiemy, ile tysięcy dzieci jest w Polsce wychowywanych przez gejów i lesbijki. Nie istnieje możliwość sprawdzenia, z kim wychowuje swoje dziecko osoba o statusie samotnego rodzica, kto z kim wychowuje dziecko po rozwodzie czy po adopcji. Dzieci adoptowane nie stanowią odrębnej kategorii, są traktowane jak dzieci biologiczne. Według ostatnio opublikowanych danych żyje w naszym kraju prawie sześćdziesiąt tysięcy dzieci wychowywanych przez gejów i lesbijki.


Małżeństwo - prawo czy przywilej?

Prawa” są wtedy, kiedy każdy jest traktowany przez ustawy tak samo jak inni będący w podobnej sytuacji (na przykład jeśli założyłem rodzinę, to oczekuję, aby państwo ją uznało i wspierało choćby symbolicznie swoim autorytetem - to jest moje prawo, które jest albo respektowane, albo gwałcone).

Przywileje” są wtedy, kiedy mam więcej, niż inne osoby w podobnej sytuacji, ale nie dla spełnienia czyichś zachcianek, tylko dlatego, że tego wymaga interes społeczny lub inny ważny. Na przykład roztomajte rozwiązania (jak ulgi podatkowe) ułatwiające życie tym, którzy mają ciężko: ulegli wypadkowi albo urodziły im się znienacka pięcioraczki.

W przypadku małżeństw ulgi podatkowe, wspólne opodatkowanie itepe nie są prawami (istnieją kraje w Europie, gdzie nie ma takich rzeczy!), lecz przywilejami: mają na celu, aby małżeństwo było trwalsze, ponieważ to jest w interesie społeczeństwa.



Sylwia Czubkowska Gayby boom

Kilka ankiet, wśród nich o homoadopcji - proszę, wypełnij, nawet jeśli uważasz, że są tendencyjne czy nierzetelne. Tworzę kolejne, neutralne, na podstawie tego, co odpowiesz. Dziękuję


Ile procent nas popiera?

Równouprawnienie małżeństw jednopłciowych z różnopłciowymi popiera według badań od 20% do 50% polskiego społeczeństwa, w zależności, jak sformułujemy pytanie (przy czym na wyniki najbardziej wpływa wspomnienie adopcji). Ludzie ci kierują się przesłaniem:

Nikogo nie skrzywdzi, komuś pomoże.

Jeśli zdarzyło ci się czytać wyniki ankiet, gdzie poparcie dla homomałżeństw jest niższe, niż czterdzieści procent, znaczy, że czytasz wyniki ankiety zmanipulowanej. Rozważnie pomyślana, bezstronnie sformułowana i rzetelnie przeprowadzona ankieta wskazuje wynik bliski prawdzie: około połowy Polaków popiera rejestrację związków monopłciowych.

Podane odsetki wydają ci się zawyżone? Nie są. Po prostu wybrałem spośród wielu ankiet wyniki tej, która była najrzetelniejsza, najbardziej reprezentatywna, której pytania były neutralne. Wszystko zależy od tego, jak sformułujesz pytanie: wystarczy zmienić kolejność, aby uzyskać odmienny wynik: jeśli najpierw zapytasz o o homomałżeństwo z adopcją, a potem o homomałżeństwo bez adopcji, to uzyskasz więcej odpowiedzi pozytywnych na drugie pytanie: ludzie się „wystraszą” pierwszej opcji, i na drugie myślą „no dobrze, to już lepiej z dwojga złego to mniejsze”. Efekt wzmocnisz, jeśli najpierw wytłumaczysz przypadek Hiszpanii. Ludzie opowiedzą się za związkiem partnerskim bez adopcji jako alternatywą dla homomałżeństwa z homoadopcją.

Podaj mi listę pytań ankiety na dowolny temat i powiedz, jakie chcesz otrzymać odpowiedzi. Za odpowiednią opłatą przeformułuję twoje pytania tak, aby odpowiedzi podane przez przypadkowe osoby były jak najbliższe twoim żądaniom.

Większość obywateli polskich wyraziła w referendum unijnym zgodę na przyjęcie zobowiązania do respektowania takich zasad, jak niedyskryminacja ze względu na jakąkolwiek przyczynę. Na razie ta zasada ma nieograniczone zastosowanie w prawie pracy: nie możesz zwolnić nauczyciela geja lub pielęgniarki Cyganki. To jest dopiero początek - zapowiada się, że większość Polaków poprze gejów, aborcję czy eutanazję w zamian za subwencje tudzież prawo do pracy w krajach bogatszych.

Zarówno osoba mężata z mężczyzną, jak i żonata z kobietą ma prawo, aby społeczeństwo dawało jej podporę, a przynajmniej nie przeszkadzało, aby kochana osoba mogła z siebie dać wszystko, aby pomóc w potrzebie.

Drogi Homofobie! Następnym razem, gdy będziesz w szpitalu, i będziesz tęsknił, żeby ktoś z rodziny przyszedł odwiedzić, wspomnij, że gejom i lesbijkom realizacji prawa do odwiedzin się odmawia (a dokładniej uzależnia od widzimisię osób trzecich, co na jedno wychodzi). Chodzi o prawo do tego, aby w chorobie nie być samemu, przerażonemu, bez wsparcia. Chory ma prawo decydować o sposobie leczenia, ale jest nieprzytomny, więc jego wolę zna tylko partner, ale lekarz odmawia uwzględnienia woli chorego, jeśli jest przekazana ustami „nielegalnego” członka rodziny.

Republika Polska uznaje (i to automatycznie, a nie decyzją urzędnika czy wyrokiem sądu!) małżeństwo dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet obywateli Unii zawarte w innym kraju unijnym zgodnie z prawem tego kraju. Podstawa prawna tego stanu rzeczy: wynik referendum unijnego pozostanie niewzruszona aż do następnego referendum (w którym obywatele opowiedzą się za wyjściem z Unii).
To znaczy, że para Hiszpanów zawrze homomałżeństwo, jest ono małżeństwem w Polsce według reguł, na jakich zostało zawarte (wspólnota majątkowa, władza rodzicielska, ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne). Jeśli tych dwóch Hiszpanów osiedli się w Polsce, to zapiszą dziecko do szkoły, której dyrektorka będzie musiała wydrukować nowy dziennik, żeby wpisać „ojciec 1” i „ojciec 2” w rubrykę „rodzice”.

Rzeczywistość odbiega od teorii: kraje członkowskie zazdrośnie strzegą swojej suwerenności, i dostosowują swoje przepisy do unijnych dopiero po upomnieniu przez Brukselę, a niekiedy zmuszone wyrokiem Trybunału w Luksemburgu.


Skutki finansowe i pedagogiczne zalegalizowania homomałżeństw.

Wprowadzenie homomałżeństw będzie korzystne dla budżetu państwa. Wprawdzie dwie osoby będą objęte jedną składką zdrowotną lub emerytalną (w przypadku, gdy jedna z nim nie pracuje), ale jednocześnie państwo będzie miało instrument nacisku, aby wymusić na nich solidarność (czyli to jeden drugim ma się zajmować w chorobie/biedzie, a nie szpital/opieka społeczna).

Społeczeństwo oparte jest na umowie społecznej, która zawiera między innymi obowiązek udzielenia pomocy osobie, z którą postanowiłem dzielić życie. Zalegalizowanie mojego małżeństwa oznacza, że będę musiał zaopiekować się swoim mężem w chorobie, co odciąży służbę zdrowia, opiekę socjalną itp. Służy dobru społeczeństwa, ponieważ daje przykład do naśladowania. Na razie rezultaty wychowawcze nieuznawania związków są katastrofalne: społeczeństwo polskie daje młodzieży wyraźny sygnał, że człowieka można porzucić w chorobie bez ponoszenia konsekwencji.

Dla młodzieży zalegalizowanie homomałżeństw jest szalenie ważne, stanowi bowiem sygnał, że małżeństwo jest wartością, która zasługuje na wsparcie państwa, że wiążąc się z kimś wiążemy się na dobre i na złe.


Małżeństwo a Unia Europejska

Kamieniem węgielnym Unii Europejskiej jest swoboda podróżowania i osiedlania się w wybranym kraju Unii. Swoboda w wyborze kraju osiedlenia oznacza, że dany kraj nie może karać za zamieszkanie na jego terenie w ten sposób, że nie uzna pewnych praw nabytych w kraju, skąd obywatel przyjechał.

Przykład: jeśli przez kilkadziesiąt lat wypracowałem sobie w Finlandii emeryturę, to mogę wyjechać do Hiszpanii i tam mieszkać, nie martwiąc się o to, kto mi będzie wypłacał świadczenia, ponieważ to już jest zmartwienie rządów fińskiego i hiszpańskiego, aby się dogadać.

Nieuznanie przez kraj członkowski praw nabytych w innym kraju jest niedopuszczalne, gdyż stanowiłoby pogwałcenie prawa do swobodnego wyboru kraju osiedlenia.

Dwa miliony młodych Polaków opuściło kraj, większość z nich jeszcze nie założyła rodzin. Pięć procent z nich to homo. Część z nich mieszka w krajach, gdzie mogą zawrzeć związek jednopłciowy. Niedługo zaczną wracać, aby stawiać domy z zarobionych tam pieniędzy. Z rodzinami. Mężczyźni z żonami, kobiety z żonami, mężczyźni z mężami, kobiety z mężami. To są fakty.

Polska nie ma obowiązku uznawać małżeństw zawartych za granicą*, ale ma obowiązek respektować prawa nabyte poprzez małżeństwo (np. jeśli obejmuje mnie ubezpieczenie zdrowotne męża według zasad panujących w Danii, to fundusz zdrowia musi to uznać). Inaczej to Republika Polska będzie miała kłopot, a nie ja!

*Poprawka: jak wynika z niedawnych wyroków Trybunału w Luksemburgu, Republika Polska nie musi uznawać skutków małżeństwa obywateli Unii zawartego w innym kraju Unii, ponieważ takie małżeństwo jest uznane samo przez się, automatycznie. Małżeństwo dwóch Hiszpanów lub dwóch Belgijek zawarte w ich rodzinnych krajach ma wartość prawną jako małżeństwo na obszarze całej Unii, w tym Republiki Polskiej (bez specjalnego „uznawania”). RP zgodziła się na to wstępując do Unii, a podstawą prawną jest wynik referendum („Czy jesteś za wejściem do Unii ze wszystkimi tego konsekwencjami?”). Jedyny mankament to konieczność każdorazowego zaskarżenia władz Republiki Polskiej przed odpowiednim sądem.

W naszym kraju w najbliższych dziesięcioleciach widzę tylko jedną możliwość, aby zaistniały homomałżeństwa, ale za to jest to metoda niezawodna: spośród młodych ludzi na emigracji około dwustu tysięcy to geje i lesbijki. Mieszkają oni w krajach, gdzie mogą zawrzeć małżeństwo lub związek partnerski. Gdy się zdecydują na powrót do kraju, to Republika Polska wprawdzie nie musi uznawać małżeństw zawartych przez polskich obywateli, ale w ten sposób robi sobie tylko kłopot, ponieważ tak czy inaczej musi respektować wszelkie prawa nabyte w drodze małżeństwa, np.
- prawa spadkowe,
- współwłasność,
- zwolnienia podatkowe,
- dodatek za rozłąkę,
- ubezpieczenie zdrowotne,
- renta rodzinna po zmarłym mężu lub żonie,
- władza rodzicielska (!), jeśli adoptowali za granicą.
Powyższe Polska da po dobroci lub po wyrokach sądowych, z nawiązką. W interesie wszystkich leży, aby to nastąpiło bez dodatkowych kosztów!

Potencjalnie już za kilka lat możesz mieć w Polsce tysiące pozwów sądowych o uznanie skutków prawnych małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą, niezależnie od uznania lub nieuznania samego małżeństwa, a w szczególności niezależnie od tego, jaką definicję małżeństwa zawiera Konstytucja.

Mój przypadek

Ponieważ mój mąż jest Węgrem, skierowaliśmy się do węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego, aby sprecyzował, która definicja rodziny się do nas odnosi, ponieważ różne ustawy zawierają różne wyliczenia. Po czterech latach półkowania Trybunał przyjął sprawę do rozpatrzenia. Według prawników werdyktu należy się spodziewać za paręnaście lat, być może już w roku 2020.

Tymczasem - choć w innej sprawie - węgierski Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, które jest mi bardzo na rękę, a mianowicie, że niezależnie od definicji małżeństwa zawartego w ustawie, liczy się nie stan prawny, ale rzeczywisty stan rzeczy. Jeśli ktoś żyje w związku, który wygląda z każdej strony jak związek małżeński, to musi być traktowany na równi z małżeństwem. Trybunał określił także kryterium: jako małżeństwo ma być traktowana para ludzi, która mieszka razem od ponad dziesięciu lat, bez względu na płeć i fakt, czy związek zarejestrowali. Jeśli państwo nie dało obywatelom szansy zarejestrowania swojego związku, to nie może faktu niezarejestrowania wykorzystywać jako pretekstu do dyskryminacji.

Innymi słowy: państwo nie może wykorzystywać pretekstów, aby pozbawiać ludzi podstawowych praw. W tym przypadku pretekstem była zawarta w Konstytucji i ustawodawstwie węgierskim definicja małżeństwa jako związku kobiety z mężczyzną, która - jako dyskryminująca - nie musi być brana przez sądy pod uwagę.

Prawo Republiki Polskiej daje gejowi możliwość przysposobienia dziecka jako osoba samotna.

A ponieważ nie wolno gromadzić danych o życiu seksualnym, nie istnieje żadna przeszkoda, żeby adoptował, nawet ewentualna homofobia pracownika ośrodka adopcyjnego. Wystarczy, że uzasadni, dlaczego nie ma żony: jestem bezpłodny, mam krótkiego itp. I oto paradoks: jedyną możliwość ograniczenia mojego prawa do adopcji stanowiłaby legalizacja mojego małżeństwa. Gdyby Parlament przegłosował małżeństwo jednopłciowe, to mógłby wtedy zastrzec, że osoba żyjąca w małżeństwie jednopłciowym nie może adoptować dzieci.

Homoadopcja (jednoczesne przysposobienie dziecka przez dwóch mężczyzn lub dwie kobiety) to alternatywa dla OBECNEJ sytuacji, kiedy gej adoptuje jako osoba samotna i wychowuje z mężczyzną, który nie ma żadnych obowiązków względem dziecka.

Niezależnie od stanu cywilnego (a tym samym orientacji psychoseksualnej), pierwszeństwo przy adopcji - z oczywistych przyczyn - mają osoby, które dziecko zna, w szczególności: członkowie rodziny (wujek), osoby wskazane (przed śmiercią) przez rodzica biologicznego, osoby, które do tej pory się dzieckiem opiekowały.


Jak to jest być tatą gejem?
Traktuję to jako wielki prezent od losu. Jest wielu gejów, sam znam kilku, którzy chcieliby mieć dziecko. U niektórych w okolicach trzydziestki budzi się instynkt ojcowski, a moja sytuacja tak się szczęśliwie ułożyła, że już mam syna. Wszystko co dobre, stało się dzięki przyjaźni z moją byłą żoną. Zawdzięczam jej wiele, to przede wszystkim jej otwartość pozwoliła na pozytywny rozwój wydarzeń. Rozstanie było dla nas trudne i bolesne, ale udało się dogadać. Od początku było też jasne, że ona nie będzie przeszkadzała w kontakcie z dzieckiem, że będziemy działać ponad podziałami dla dobra Wojtka. W efekcie mam bardzo dobrą relację z synem, spędzamy razem czas, jeździmy na wakacje.

Uwaga, poniższy tekst powstał trzy lata temu (w oparciu o wcześniejsze doświadczenia), od tej pory wiele się zmieniło, a z punktu widzenia homoadopcji teraz jest wiele łatwiej: przepisy i procedury adopcyjne są bardziej ludzkie, zakaz aborcji stawia kobiety w sytuacji podbramkowej. Wśród adoptujących odsetek homo jest bliski temu, który charakteryzuje całe społeczeństwo. Nigdy nie zalecałem poniższego sposobu zostania ojcem, tekst jedynie informuje o takiej legalnej możliwości. Adopcja ze wskazaniem (z pominięciem Ośrodka Adopcyjnego) jest kwestią kilku dni (!) plus jeszcze kilka tygodni karencji, gdyby matka się rozmyśliła (tymczasem za pośrednictwem OA - trwa to nadal lata).

Adopcja nie jest konieczna, aby mieć dziecko będąc gejem.

Adopcja oznacza, że staje się prawnie twoim dziecko niezwiązane z tobą biologicznie. Wiąże się to z długotrwałą i kosztowną procedurą.

Istnieje inne wyjście, niezwiązane z żadnymi trudnościami. W Polsce rokrocznie około stu tysięcy kobiet decyduje się na nielegalną aborcję, a drugie tyle rozważa z roztomajtych powodów, aby urodzone dziecko oddać KOMUKOLWIEK. Dla kobiety, która nie chce lub nie może mieć dzieci, najwygodniejszym, najprostszym, najbezpieczniejszym, najtańszym (wszystkiego jedenaście złotych opłaty skarbowej!) wyjściem jest następujące: idzie do szpitala, rodzi anonimowo („nieznana” w rubryce MATKA), jedynie podaje ciebie jako ojca. Rozwiązanie prostsze niż adopcja: dziecko jest automatycznie wpisane jako twoje, bez uciekania się do procedury adopcyjnej. Nie masz absolutnie nic do stracenia: dziecko nie jest z twojego nasienia, więc nikt cię nie wrobi w ojcostwo (że płacisz przez dwadzieścia sześć lat na utrzymanie dziecka, którego nie widujesz i nie wychowujesz). Matka po dziecko nie wróci, a jeśli nawet po latach - będzie za późno. Kosztów nie ma. Ryzyko żadne. Formalności - żadne.

Pomyśl, drogi Homofobie, i spróbuj skojarzyć te dwie liczby: dwa miliony bezdzietnych homo i sto pięćdziesiąt tysięcy ciężarnych kobiet zdecydowanych na wszystko, byle nie urodzić, każdego roku.

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2322/homoadopcja_aspekty_prawne.html

P.S. Widzę, że niektórzy w końcu skojarzyli te liczby: w sierpniu dwa tysiące ósmego powstała inicjatywa ustawodawcza, w myśl której - w odpowiedzi na moją sugestię - za ojca można by uznać tylko tego, kto udowodni, że jest ojcem genetycznym. Ustawa nie ma żadnych szans, ponieważ jest durna i ewidentnie szkodliwa, ale cieszę się, ponieważ dzięki temu więcej ludzi dowie się o powyższej możliwości.
Cokolwiek wymyślą homofoby, fakt pozostanie faktem: Ojcem jest nie ten, kto spłodził, ale ten, kto wychował.


2009.11.06. Ile razy można odgrzewać te same kartofle?! Powyższy tekst pochodzi sprzed trzech lat, raz już stał się powodem wrzawy (na mniejszą oczywiście skalę). Zmiany, jakie proponują homofoby, zachodzą tak daleko, że właściwie znoszą możliwość zgłoszenia urodzenia dziecka i uznania ojcostwa jako taką, zamiast niej wprowadzając konieczność udowadniania przy pomocy testu DNA (przy czym dziecko będzie zawieszone w próżni prawnej aż do zakończenia postępowania dowodowego).
10%-20% mężów zostało w tym tygodniu nazwanych przestępcami, ponieważ pozwolili, aby zadziałało ustawowe domniemanie ojcostwa, podczas gdy to nie oni spłodzili dzieci, które wychowują.
Ci rodzice, którzy teraz będą mieli kłopoty ze zgłoszeniem narodzin własnego dziecka, może dostrzegą, że sytuację „zawdzięczają” temu, że do tego stopnia pozwolili, aby homofobia się rozpanoszyła.

Ciekawostka: W normalnych krajach testy DNA stosuje się do wykrycia sprawcy przestępstwa, a rzadko do ustalania ojcostwa (ojcem jest ten, kto się podejmie uznać za swoje i wychować). Można łatwo i tanio zidentyfikować daną osobę spośród wielu podejrzanych o różnym profilu genetycznym. Natomiast do spraw rodzinnych - ze względu na podobieństwo kodu genetycznego - testy DNA dają wyniki obarczone większym błędem. Szczególnie w ustalaniu ojcostwa test DNA niewiele rozstrzyga. Owszem, można wykluczyć ojcostwo z 99.99% pewnością, ale potwierdzić jest wiele trudniej. Sam prezydent RP - ponieważ jest bliźniakiem - nie jest w stanie skorzystać z tej metody (podobnie jak kilka milionów innych mężczyzn). Kaczyński przestanie być ojcem swojej córki w chwili, gdy podpisze akt prawny, że „ojcem może być wyłącznie mężczyzna będący w stanie udowodnić przy pomocy testu DNA, że to on jest ojcem genetycznym dziecka”.


Samotny gej może w Polsce adoptować zarówno za pośrednictwem Ośrodka Adopcyjnego, jak i w ramach adopcji ze wskazaniem - żadna z tych metod nie jest ani łatwiejsza, ani trudniejsza.
Gej i lesbijka mogą zawrzeć białe małżeństwo celem adopcji.
Aby wykluczyć adoptowanie w Polsce dzieci przez gejów, trzeba by całkowicie znieść instytucję przysposobienia (we wszystkich jej odmianach), tak dla osób samotnych, jak i dla małżeństw.


Szacuję na sześćdziesiąt tysięcy liczbę dzieci w Polsce, którzy mają dwóch ojców lub dwie matki. Skąd ta liczba? Oparłem się na własnych doświadczeniach oraz następujących przesłankach:

Władze polskie podają oficjalnie, że Republika Polska ma trzydzieści osiem i pół miliona obywateli. Ale w rzeczywistości liczba mieszkańców (nie każdy mieszkaniec/rezydent jest obywatelem!) spadła do mniej więcej trzydziestu pięciu milionów, wskutek emigracji. Hiszpania ma czterdzieści sześć milionów mieszkańców (w tym imigranci legalni i nielegalni).
Władze Republiki Polskiej nie mają żadnego interesu w tym, aby publikować prawdziwe dane, które pokazałyby, że mamy kilka milionów mniej, niż oficjalnie, ponieważ owocowałoby to mniejszą liczbą głosów w Unii (na razie mamy tyle samo, co Hiszpania).


Homomałżeństwa w Europie i na świecie - linki

Homorodziny w Polsce istnieją. Najwięcej takich, gdzie dwie lesbijki wychowują biologiczne dzieci jednej z nich. Takie sytuacje zdarzały się od lat, ale zawsze trzymane były w tajemnicy. Dziś pojawiają się pionierki, które chcą o tym rozmawiać z własnymi dziećmi, rodziną, bliskim otoczeniem, a nawet publicznie, choć zazwyczaj anonimowo...

Irlandia zmierza do legalizacji związków jednopłciowych

Gay Couples Increasingly Turn to Surrogacy


Drogie Homofoby!
Pokładam w was całą swoją nadzieję. Ufam, że znajdziecie potrzebną odwagę, energię, aby prześledzić i zmienić sytuację, którą bym chciał opisać. Chodzi o homoadopcję. Chciałbym opowiedzieć, co się dzieje w polskich ośrodkach adopcyjnych, na jednym, fikcyjnym i wyolbrzymionym przykładzie.
Matka dwuletniego dziecka ma umrzeć na raka. Chce mu zapewnić nowy dom, zanim umrze. Robi wywiad środowiskowy. Poznała kilka rodzin, z jedną się zaprzyjaźniła, upewniła się, że to właśnie ta rodzina jest najlepsza: zostawia u nich dziecko na week-end. Dzieciak ich lubi, rozumieją się. Matka przychodzi do ośrodka adopcyjnego z wykonaną pracą: wywiady środowiskowe, zaświadczenia o zarobkach, o niekaralności itp. Nie ma żadnej wątpliwości, że właśnie ta rodzina może i powinna się zająć dzieckiem. Adopcja ze wskazaniem powinna trwać kilka dni, można by się nawet obyć bez ośrodka adopcyjnego. W interesie finansowym urzędnika leży jednak, aby matkę zniechęcić do adopcji ze wskazaniem rodziny; piętrzyć trudności, przedłużać proces, aż się matce odechce. Albo, aż umrze... Wtedy urzędnik przyzna dziecko, komu chce.
Zainteresuj się sytuacją i odpowiedz, dlaczego - przy stu tysiącach aborcji rocznie - w Polsce jest tak niewiele adopcji ze wskazaniem.


Mężaty w 40%

Po przejrzeniu polskiego ustawodawstwa stwierdziłem ze zdziwieniem, że mniej więcej dwie piąte ustaw uznają mój związek na równi z małżeństwem. Są to głównie takie ustawy, które nakładają na nas obowiązki (np. wspólna odpowiedzialność podatkowa według ustawy karno-skarbowej). Stąd moje - zdezaktualizowane już - określenie mężaty w 40%.


Wychodzę za mąż!

Oczywiście z tym wychodzeniem za mąż to wygłup. Męża mam od siedmiu lat, i nic się w tej materii nie zmienia, poza tym że w grudniu dwa tysiące siódmego węgierski Parlament postanowił nasze małżeństwo uznać pod nazwą rejestrowany związek partnerski. Ustawa wchodzi w życie w styczniu dwa tysiące dziewiątego.

Małżeństwo, jakie zawarło dwóch obywateli Unii w którymkolwiek państwie członkowskim, jest ważne na terenie całej Unii - na tę zasadę zgodzili się obywatele RP w referendum unijnym.
RP może owszem ograniczać prawo do małżeństwa, ale:
1) wyłącznie w odniesieniu do własnych obywateli,
2) tylko na terenie RP,
3) w odniesieniu do nowo zawieranych małżeństw, nie do tych, które już zawarto lub które zostaną zawarte gdzie indziej.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O aborcji, czyli sztucznym poronieniu

- Córeczko! Ludzie opowiadają, że to i tamto, a tak naprawdę chodziło o usunięcie zygoty, czyli iluśtam komórek, z których nie wiadomo, co będzie. Z jednych zygot rozwija się płód, z innych nie, tak samo jak wcześniej jedna komórka jajowa dojrzała, inne nie*. No więc gdy starałam się o aborcję, to chodziło nie o ciebie, lecz o jedną z takich zygot. Ta zygota nie była tobą. Zaczął tobą być płód po tym, gdy rozwinął się układ nerwowy na tyle, żeby zacząć odbierać bodźce. Gdybym zdołała usunąć ten płód (aby ratować oczy), nic by ci się nie stało: nie urodziłabyś się tu i teraz, ale urodziłabyś się u innej mamusi. Opierzony Wąż Kecalkoatl wyjąłby twoją duszyczkę z tego usuwanego płodu i włożył do innego. Zresztą prawdopodobnie przeniósł cię nie raz: do mnie trafiłaś wtedy, gdy płód innej kobiety obumarł. Kocham cię i zawsze cię kochałam, odkąd istniejesz. Nigdy bym cię nie dała skrzywdzić.
- Wiem, mamo! Wierzę ci. Kocham cię.

*Spośród czterystu tysięcy niedojrzałych komórek jajowych w jajniku tylko ileśtam dojrzeje; spośród tych, co dojrzeją, mało która zostanie zapłodniona; spośród zapłodnionych komórek jajowych tylko nielicznym uda się zagnieździć; spośród tych zagnieżdżonych nadal tylko co któraś da początek zygocie, z której rozwinie się - oczywiście nie zawsze - płód, czyli nowe życie. Statystycznie każda kobieta - nie wiedząc o tym - wielokrotnie nosiła w sobie przez kilka dni lub tygodni „życie poczęte” (gdyby GUS uwzględniał ten fakt, to podawałby, że wskaźnik dzietności wynosi wielokrotnie więcej niż obecne 1,6).

Dwa lata później:
- Córeczko, teraz mogę ci powiedzieć, że ta zygota, z której powstałaś, a którą ja chciałam usunąć, aby ocalić wzrok... No i ta niby dusza i ten Wąż...
- Mamo, znowu?! Słyszałam milion razy. Jesteś kochana, że tak się przejmujesz, żeby mi to wytłumaczyć, ale daj już spokój!
- No ale wiesz, ludzie mówią, że ja cię chciałam...
- Mamo, ja tu muszę dobrać lakier do paznokci, a ty mi głowę zawracasz pierdołami. Wiesz, dzisiaj młodzież żyje w innym świecie, niż wy. Kiedy będę miała własne dzieci, to się będę zastanawiać.

Nie ma nic gorszego, niż sytuacja, kiedy rodzice mają dziecko z wpadki. Dziecko musi odpokutować (niekiedy i odpracować fizycznie!) swoją „winę”, że pokrzyżowało rodzicom plany życiowe, zmusiło dwoje nieznających się ludzi do zawarcia ślubu, naraziło na drwiny. Na własne oczy dziesiątki razy widziałem ten zarzut pod adresem dziecka nieplanowanego: Nie chcieliśmy cię. Nie powinno cię tu być! a do mnie: Rób z nim, co chcesz, byle nam się tu nie pętał.

W Polsce dzieci zaniedbywane i bite przez rodziców liczy się w setkach tysięcy. Miałem przypadki, którym musiałem wytłumaczyć niewytłumaczalne: czemu doznają największej krzywdy (łącznie z doprowadzeniem do próby samobójczej) od tych, którzy je powinni kochać i chronić najbardziej.

Z drugiej strony mamy przypadek pani Alicji. Jeśli pani Tysiąc mówi, że kocha swoją córkę, to nie tylko jej wierzę, ale i ufam, że jej córeczka nie będzie miała żadnej traumy, a z całą pewnością nie doświadczy od rodziców tego odrzucenia i poniewierania, co dziecko z pękniętej gumy.


Jeśli ciąża zagraża życiu kobiety, to trzeba ciążę usunąć. Lekarz przeprowadzający zabieg ratuje wtedy życie kobiety.
Kto jest zwolennikiem takiego rozwiązania, jest obrońcą życia, ponieważ opowiada się za prawem do aborcji.


Życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia

Życie ludzkie nie może się zaczynać w chwili poczęcia, ponieważ takiej chwili nie ma. W rzeczywistości poczęcie czyli zapłodnienie (zespolenie materiału genetycznego gamet) trwa około doby. Więc żeby argumentacja o „życiu od chwili poczęcia” miała sens, trzeba by doprecyzować...


Medycyna definiuje śmierć człowieka jako śmierć mózgową. Człowiek przestaje żyć w chwili, gdy ustaje aktywność jego mózgu. Zarodek w pierwszych tygodniach istnienia nie ma układu nerwowego ani mózgu. Zarodek nie czuje, nie myśli, nie odbiera bodźców, czyli NIE JEST. Zarodka nie można zatem „zabić”, tak jak nie można zabić zwłok. Można go unicestwić i usunąć.

Poronienie to jak naturalna aborcja (zresztą łacińskie słowo abort, abortować znaczy właśnie „poronienie, poronić” - różnica jest jedynie taka, że aborcja to poronienie wywołane sztucznie, a w wielu przypadkach jedynie przyśpieszone). Więcej zygot obumiera (na przykład ponieważ nie udało im się zagnieździć), niż daje początek życiu. Jeśli się z tym nie zgadzasz, to powinnaś urządzać pogrzeb krwi menstruacyjnej za każdym razem, kiedy miesiączka się spóźnia, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zawiera wtedy zapłodnioną komórkę, która się nie zagnieździła (a wraz z tamponem wyrzucasz wtedy zwłoki swojego dziecka!).

O koszty się nie martw - ZUS płaci za poronienie dwukrotnie: becikowe na „dziecko” i zasiłek pogrzebowy, a „matka” ma w ręku dwa akty wystawione jednocześnie: urodzenia i zgonu. Kto nie wierzy, że w Polsce taka makabra jest praktykowana, niech sobie sprawdzi.*

(Jednocześnie chylę czoła przed kobietami, które z wewnętrznej potrzeby lub pod presją otoczenia urządziły oficjalny pogrzeb poronionemu płodowi, odczuwającymi ból po stracie istoty, która przez kilka miesięcy dojrzewała w ich macicy, do której się być może zwracały po imieniu zupełnie jakby to było dziecko.)

*Jeżeli powyższe zrozumiałaś jako podpowiedź, skąd zdobyć pieniądze na aborcję, nie pomyliłaś się: wystarczy, że lekarz dokonujący aborcji wpisze w dokumenty, że nastąpiło poronienie (aborcja to jest właśnie poronienie, tylko że wywołane sztucznie, więc rzecz jest w zgodzie ze sztuką lekarską), i z tym dokumentem pójdziesz po świadczenia.

Każdy ma prawo mieć dowolną opinię na temat aborcji i ją głosić. Tym niemniej stanowi przestępstwo sugerowanie, że konkretna osoba znana z imienia i nazwiska „chciała kogoś zabić”. Nie chciała nikogo zabijać, lecz tylko usunąć płód. Polskie prawo (zgodnie ze zwykłym pomyślunkiem) precyzuje, czym jest aborcja, i nie jest to ani zabicie, ani morderstwo. Maksymalna kara za zabieg usunięcia płodu to kilka lat więzienia, przy czym nie dotyczy to kobiety, ponieważ ustawodwca wziął pod uwagę, że aborcja jest dramatem, i nigdy nie wynika z zachcianki czy złej woli. Na miejscu pani Alicji żyłbym do końca życia z odszkodowań, jakich zażądałbym od szkalujących ją.


Porównanie aborcji legalnej i nielegalnej - do przemyślenia „obrońcom życia”

Aborcja legalna, przeprowadzana wtedy, kiedy istnieją przesłanki, aby ją przeprowadzić, bez zbędnej zwłoki:

Przeprowadzana jest wcześnie, głównie środkami farmakologicznymi (tabletka wczesnoporonna), zanim rozwinie się układ nerwowy, dzięki czemu płód niczego nie czuje i nie cierpi. Aborcja przeprowadzana jest w placówce (państwowej lub prywatnej) wyposażonej w sprzęt specjalistyczny, dzięki czemu zabieg trwa krótko, nawet paręnaście minut. Aborcja legalna jest refundowana, więc nikt nie ma powodu, aby oszczędzać na środkach zapewniających bezpieczeństwo kobiety, a płód jest znieczulany. Aborcja w cywilizowanych warunkach niesie znikome ryzyko powikłań, wielokrotnie mniejsze, niż poród. Dzięki odpowiedniej opiece psychologicznej przerwanie ciąży nie powoduje negatywnych skutków dla psychiki. Postawa życzliwości i zrozumienia, a także wsparcie psychologiczne i finansowe powodują, że niektóre kobiety z aborcji rezygnują.

Aborcja nielegalna (także zagraniczna) lub utrudniona:

Przeprowadzana jest wiele tygodni/miesięcy po podjęciu decyzji, kiedy płód ma już rozwinięty układ nerwowy i CZUJE. Czy przeczuwa przez te długie miesiące, że ma być usunięty? Rozrywanie czuje na pewno. Zabieg - poza tym, że jest przeprowadzany późno, więc na dużym już płodzie - ma miejsce w placówce nielegalnej, przy użyciu sprzętu niefachowego, co trwa dłużej i może skończyć się tragicznie.
Kobieta ledwie wysupłała pieniądze na prywatny zabieg i bilet do odległej miejscowości (choćby Czeski Cieszyn), płód jest usuwany bez znieczulenia, okrutnie cierpiąc. Aborcja odbija się także na psychice kobiety. Wrogi klimat prowadzi do powstania tzw. syndromu poaborcyjnego, którego by nie było, gdyby nie zaszczucie przez „obrońców zygot”. Z powodu braku opieki psychologicznej oraz wrogości otoczenia liczba kobiet, które zrezygnowały z aborcji, aby urodzić, ponieważ otrzymały wsparcie materialne lub duchowe, jest znikoma!

W Holandii dokonuje się mniej zabiegów aborcji, niż w Polsce!


Czy zygota to człowiek?

Polskie prawo nie przyznaje zapłodnionej komórce jajowej statusu żyjącego człowieka.

Jeden z absurdów, do jakich prowadziłoby przypisanie zygocie statusu żyjącego człowieka:
Ponieważ bliźnięta jednojajowe wyrosły z jednej zygoty, można by wtedy bezkarnie zabić jedno z nich, argumentując, że „Życie, które się rozwinęło z owej zygoty, trwa nadal w osobie drugiego z bliźniaków.

Drugi przykład to człowiek zbudowany z dwóch rodzajów komórek o różnym DNA, powstały z połączenia dwóch zygot. Gdyby zygota była obdarzona statusem osoby fizycznej, ten człowiek miałby dwa dowody osobiste.

Na szczęście tak nie jest - zygota nie ma określonego statusu prawnego. Trybunału Konstytucyjnego interpretacja ustawy o sztucznym poronieniu jest jasna: zygota to nie żyjący człowiek, a przynajmniej nie na tyle, aby ją chronić prawnie tak, jak człowieka. (Gdyby było inaczej, TK nakazałby ścigać sztuczne poronienie z paragrafu o morderstwie z premedytacją). Dzięki interpretacji TK wiemy, że aborcja nie jest zabójstwem, morderstwem itp., a kto sugeruje takie rzeczy, może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej za uwłaczanie.


Kto jest żyjącym człowiekiem?

Czy możemy powiedzieć Ten człowiek żyje o osobie, której mózg przestał funkcjonować, ale której ciało podtrzymywane jest sztucznie przy trwaniu? Na to pytanie medycyna i prawodawstwo dają odpowiedź przeczącą - człowiek, u którego stwierdzono śmierć mózgową, jest martwy, a jego ciało to zwłoki (chociaż nadal zachodzi w nich metabolizm, który można podtrzymywać miesiącami).

Świadomość tkwi w mózgu, jest wynikiem jego aktywności. Czyli człowiekiem jest istota ludzka obdarzona świadomością, a człowiek żyje dopóty, dopóki żyje jego mózg.

A czy jest żyjącym człowiekiem osoba, której nie pracuje żaden organ, ale którą zamrożono, zanim lekarz orzekł zgon? Dziecko urodzone bez mózgu (czyli bez świadomości, bez duszy jak kto woli)? Na takie pytania nie ma odpowiedzi i na razie nie ma potrzeby jej szukać (noworodek bez mózgu obumrze sam).


W co którymś przypadku jedna z bliźniaczych zygot wchłania drugą i z nich dwóch rozwija się jeden płód. Gdy człowiek dorośnie, ma organizm zbudowany z komórek o różnym kodzie genetycznym (różne DNA). Natrafiono na kilka takich osób, ale należy się spodziewać, że opisów będzie przybywało. Dwojaki DNA nie prowadzi do patologii, człowiek taki dojrzewa normalnie i prowadzi normalne życie. (Wklepcie sobie w gugla „Okazało się, że nie jest genetyczną matką swojego dziecka / dziecka, które urodziła!” lub podobnie.)

Dwie zygoty tworzą jednego człowieka.


Wreszcie nadeszła epoka XX-wiecznej genetyki. Dowiedzieliśmy się, że u ludzi za płeć odpowiada jedna para chromosomów. Mamy ich wszystkich 46, w pewnym etapie układają się w pary. 22 z nich to identyczne na oko dwójki, jednak ostatnia para może występować w dwóch wersjach. Zestaw oznaczony jako 46,XX występuje u kobiet, komplet 46,XY pojawia się u mężczyzn. Czyli jesteśmy w domu – wystarczy od dziecka pobrać kilka komórek, by przekonać się, z kim mamy do czynienia.
Badanie, które miało wreszcie jednoznacznie rozsądzić sprawę, stało się początkiem jednego z największych zamętów w wiedzy o nas samych. Z czasem okazało się, że choć 46,XX i 46,XY to najczęściej spotykana odmiana, to można też trafić na takie anomalie jak 45,X, 47,XXY, 48,XXYY, 48,XXXY, 49,XXXYY, 49,XXXXY, 49,XXXXX. Co gorsza, zaczęło się okazywać, że tu i ówdzie trafiają się całkiem udani mężczyźni, którzy w badaniu okazywali się mieć komplet 46,XX, a i kobiety z 46,XY w komórkach to przypadek całkiem częsty. Im dalej zgłębiano problem chromosomów płciowych, tym jaśniejsze stawało się, że podział K/M jest daleki od rzeczywistości.
Ostatecznym ciosem były badania dowodzące, że geny to tylko jeden z elementów przynależności płciowej. Nie mniejsze znaczenie okazały się mieć hormony, których działaniu poddawany jest organizm jeszcze w okresie życia płodowego, a potem podczas rozwoju i okresu dojrzewania. (...)

Czytaj dalej: Piotr Stanisławski Trudno mieć płeć

Zupełnie nieprzewidziany skutek zakazu aborcji: coraz więcej gejów zostaje ojcami!


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Jak adoptować będąc gejem.

Homoadopcja nie jest zakazana!

Polskie prawo nie przewiduje możliwości, aby dwie osoby niebędące małżeństwem (wszystko jedno, jakiej płci) adoptowały wspólnie dziecko. Prawo nic nie mówi na temat jednej osoby, a w szczególności nie ma znaczenia jej orientacja seksualna (ludzie, co ma orientacja do wychowania???). Homoadopcja nie jest zalegalizowana, ale nie jest także zakazana, co znaczy, że jeśli ktoś legalnie lub nielegalnie (na przykład fałszując dane) adoptuje dziecko jako gej i będzie je wychowywał z partnerem, to nic na to nie poradzisz.

Znaczy to jednocześnie, że nie stanowi przestępstwa pomoc w homoadopcji, w przeciwieństwie do pomocy w aborcji, za którą grożą dwa lata więzienia (ojć, chyba się wygadałem).

Jeśli chcę adoptować obce dziecko, to przyjdzie do nas pracownik Ośrodka Adopcyjnego i jeśli jest zdrowy, podpisze mi zgodę bez problemu, a jeśli jest homofobem, to podpisze tak samo, ale za odpowiednią opłatą.

Jeśli pracownik OA zażyczy sobie większą łapówkę, niż mnie stać, to pójdę inną drogą: udam się do lekarza po zaświadczenie, że nie mogę mieć dzieci z przyczyn biologicznych (co jest prawdą, więc nie muszę korumpować), i ukryję partnera na czas wizyty pracownika OA. No słowem, możliwości jest wiele i wszystkie legalne (poza łapówką).
Natomiast jeśli chcę adoptować dziecko zmarłego członka rodziny jako najbliższy krewny, to obędzie się bez pośrednictwa OA i wywiadu środowiskowego, niemal z automatu (dla dobra dziecka lepiej, jeśli adoptuje wujek nie spełniający wszystkich kryteriów niż całkiem nieznana osoba).

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2322/homoadopcja_aspekty_prawne.html

Ostatnia możliwość, najbardziej rozpowszechniona (głównie dzięki zakazowi aborcji): kobieta, która nie może lub nie chce wychować dziecka, które ma urodzić, może oddać do adopcji ze wskazaniem. Tą drogą adoptuje w Polsce najwięcej gejów (i mniej więcej co trzeci wyjeżdża za granicę). Formalnie metoda nie przedstawia żadnych trudności, ale kobiety się na nią nie decydują, ponieważ o niej nie wiedzą (są wprowadzane w błąd przez skorumpowanych pracowników OA) lub z obawy o reakcję otoczenia.
Filmik, który obejrzałoś, zawiera apel o podpisanie ustawy upraszczającej procedury i eliminującej całkowicie pośrednictwo Ośrodka Adopcyjnego oraz ustanawiającej zachęty (może by tak order?) dla tych wspaniałych, kochających matek, które postanowiły oddać do adopcji ze wskazaniem i same wykonały całą pracę związaną ze znalezieniem odpowiedniej rodziny, ryzykując, że będą wytykane i przeklinane, choć jest to krok najlepszy ze względu na dobro dziecka.

Nie apeluję o wprowadzenie homoadopcji, lecz o uproszczenie istniejących (!) procedur.

Statystyk, ilu gejów adoptowało i adoptuje w Polsce, nie znajdziesz, ponieważ procedury adopcyjne są tajne - o tym, kto adoptował, wie zaledwie kilka osób, a homofobia nie jest tak rozpowszechniona, jak myślisz...

Ci geje adoptowali jako osoba samotna, ale wychowują z partnerem, który jest wtedy rodzicem rzeczywistym, ale nielegalnym. Czym to skutkuje? Dziecko ma dwóch rodziców (dwie mamy lub dwóch tatów), ale tylko jeden może przyjść na wywiadówkę, odwiedzić w szpitalu itp. Dziecko jest pozbawione świadczeń związanych ze składkami, jakie płaci drugi z ojców: becikowego, dodatków pielęgnacyjnych, ubezpieczenia itp. Wprowadzenie homoadopcji (czyli możliwości przysposobienia dziecka przez dwie osoby tej samej płci bez względu, czy są małżeństwem) położyłoby kres tej krzywdzącej dziecko sytuacji.

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2245/homoadopcja.html

ADOPCJA ZE WSKAZANIEM

Zalety adopcji ze wskazaniem (kiedy to matka decyduje, kto adoptuje jej dziecko):


P.S. W Polsce żyją dziesiątki tysięcy osób „wychowanych” w domu dziecka na kaleki emocjonalne, które nie wiedzą, że kiedy były niemowlętami, była możliwość, aby je adoptowała i wychowała w normalnych warunkach para zagraniczna, ale urzędnik zdecydował, że dziecko ma iść do bidula, bo ma być Polakiem. Tyle na temat wychowania patriotycznego.


Homoadopcja w kontekście praw dziecka

Konwencja Praw Dziecka to dokument, którym się zwykłem posługiwać instrumentalnie, kiedy mi to pasuje.

Kiedy mi pasuje: Konwencja praw dziecka stypuluje, że dziecko ma prawo zdobywać rzetelną wiedzę naukową o świecie, o społeczeństwie, o sobie samym. Wiedza ta nie będzie rzetelna, jeśli nie będzie wolna od indoktrynacji ideologicznej. Już samo istnienie religii jako przedmiotu prawie obowiązkowego łamie konwencję. Brak edukacji seksualnej na przyzwoitym poziomie i odpowiednio wcześnie łamie konwencję.

Prawo międzynarodowe ma zastosowanie przed prawem krajowym, i nawet nasza Konstytucja podkreśla, że Republika Polska wywiązuje się ze swoich zobowiązań wynikających z podpisanych umów międzynarodowych.

Kiedy mi nie pasuje: Konwencję praw dziecka jeden po drugim wypowiadają kraje rozwinięte, jako że jest nieludzka pod kilkoma aspektami, oto dwa z nich:

1. Konwencja (pisana tuż po wojnie, w innym kontekście, który jawi się dzisiaj jako bardziej archaiczny niż konserwatywny) daje biologicznym rodzicom przywileje usuwające w cień prawa dziecka, wskazując, że najlepszym rozwiązaniem jest, gdy dziecko jest wychowane przez swoich naturalnych rodziców bez względu na okoliczności. W myśl konwencji kraje nieuznające adopcji postępuje słusznie, skazując sieroty na nędzne życie na ulicy, zamiast w rodzinie zastępczej, a w Polsce nadal istnieją świadczące o barbarzyństwie domy dziecka (nieznane we Francji!). Sądy w Polsce - w zgodzie z konwencją - orzekają, że dla dziecka lepiej jest mieć biologicznych rodziców, którzy je maltretują, niż adoptowanych i otaczających miłością i troską (że nie wspomnę o zasadzie, że dziecko jest oddawane do adopcji zagranicznej jedynie w ostateczności).

Osoba nieletnia ma prawo, aby wszyscy, łącznie z rodzicami, poszanowali jej prywatność, czyli nie interesowali się jej życiem intymnym. Po polsku: nic Cię nie powinna obchodzić błona dziewicza piętnastoletniej córki ani czy syn postanowi zdobyć pierwsze doświadczenie seksualne z blondynką równą mu wiekiem, czy z brodatym starszym panem.

2. Konwencja nie daje gejom i lesbijkom prawa do adopcji. Takie ograniczenie byłoby jak najbardziej zasadne, gdyby istniały jakiekolwiek przesłanki sądzić, że dziecko wychowane przez dwóch ojców lub dwie matki ma gorzej niż z jedną matką i jednym ojcem. Ten argument był istotny już pół wieku temu, a od tamtej pory świat się zmienił jeszcze bardziej: w Europie typową rodzinę stanowi samotny lub rozwiedziony rodzic z jednym lub dwojgiem dzieci. We Francji od dwudziestu lat ponad połowa dzieci rodzi się poza małżeństwem, więc to nie małżeństwo kobiety i mężczyzny stanowi punkt odniesienia.

Ustawodawca nie stoi już przed wyborem: dać dziecko do adopcji parze różnopłciowej lub jednopłciowej, lecz usankcjonować fakt, że rodzic „legalny” wychowuje własne dziecko z drugim rodzicem tej samej płci, ale nieuznawanym przez państwo.

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2245/homoadopcja.html


„Prawa” rodzicielskie jako takie nie istnieją - istnieje władza rodzicielska, gwarantowana w tym zakresie, w jakim pozwala rodzicom zmusić dziecko, aby korzystało ze swoich praw, na przykład aby dziecko zdobywało wiedzę, rodzice mogą nakazać dziecku, aby szło do szkoły.
Przywileje rodziców nie ograniczają praw dziecka. Rodzic może powiedzieć: „Byłoś niegrzeczne, za karę nie pójdziesz do Krzysia na urodziny”, ale nie wolno mu „Za karę nie dostaniesz kolacji” albo „Za karę zjesz wątróbkę ze szpinakiem” ani „Nie pozwalam ci chodzić na randki, póki nie skończysz szesnastu.”. Rodzic nie może pod żadnym pozorem odmówić dziecku pieniędzy na książkę, ciuch, hamburgera, kondomy czy korepetycje z przedmiotu edukacja seksualna.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Co bym napisał jako językoznawca - biegły sądowy.

Wypowiedź zawiera zasadniczo trzy elementy: lokucję: samą treść tak z wierzchu; illokucję: co tak naprawdę chciało przez to powiedzieć; perlokucję: jaki efekt wywołuje, czyli jak tę wypowiedź zrozumieją ludzie. Aby ocenić, jakie treści zawiera dana wypowiedź, a w szczególności czy nie jest wezwaniem do przemocy, należy wziąć pod uwagę nie tylko 1) brzmienie dosłowne i 2) ukryte aluzje, ale także zbadać, 3) jak tę wypowiedź odbierają ludzie. Na przykład dwa podobne zawołania:

Bij homo!
i
Bij hetero!

Pierwsze z nich stanowi wezwanie do przemocy, ponieważ po takim zawołaniu z pewnym prawdopodobieństwem dojdzie do pobicia, a potwierdzają to statystyki kryminalne*. Drugie wezwanie nie ma najmniejszych szans, aby doprowadziło do przemocy wobec hetero. Zapytaj dziesięć osób, jak zareagują: zaśmieją się, popukają w czoło, przystaną zdezorientowani.

*Nie chodzi o liczbę zgłoszeń na policji. Nie ma obowiązku zgłaszać przestępstwa (pobicie, groźby) na policji w sytuacji, gdy wiadomo, że policja i tak nie przedsięweźmie. Dlatego deklaracje rządu polskiego „U nas nie ma homofobii” są interpretowane przez organy unijne na naszą niekorzyść. O skali homofobii wiadomo z danych organizacji pozarządowych, a fakt, że tak niewiele jest zgłoszeń na policji, świadczy wyłącznie o tym, że policja nie budzi zaufania.

Bij homo!” stanowi rzeczywiste wezwanie do przemocy, które jest realizowane od czasu do czasu.
Kiedy nie dochodzi do przemocy fizycznej (pobicia), zawołanie stanowi samo w sobie przemoc psychiczną z dwóch powodów: może potencjalnie wywołać przemoc fizyczną (a zatem stanowi groźbę karalną), a dodatkowo sprawia ból osobie, która już kiedyś została pobita przez homofobów, przez to, że wspomina przykre wydarzenie.

„Konflikt” czy „napaść”?

Jeśli napadnięto cię na ulicy i okradziono, lub włamano ci się do mieszkania i wyniesiono sprzęt, to do opisu tych sytuacji nie możesz używać słowa „konflikt” (i jego synonimów), a jedynie „napaść” (i podobnych).
„Konflikt” to jest sytuacja, kiedy dwie strony mają swoje argumenty, i ktoś musi rozstrzygnąć, kto ma rację. Natomiast słowo „napaść” opisuje agresję jednostronną, kiedy z jednej strony mamy agresora, a z drugiej jego ofiarę.
Dlatego mówienie o „konflikcie” między homo a homofobami jest nadużyciem, próbą manipulacji.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Czemu akurat od piętnastu lat?

Młody człowiek ma prawo sam o sobie decydować, o ile osiągnął odpowiedni stopień dojrzałości, w każdej dziedzinie, w której zdobył należyte rozeznanie.
Międzynarodowa konwencja praw człowieka oraz Międzynarodowa konwencja praw dziecka są w tej kwestii jednoznaczne. Jest jednak niezmiernie trudno określić, kogo można traktować jako osobę dojrzałą, i w praktyce to rodzice lub opiekunowie samowolnie o tym decydują. Jednak polski ustawodawca wyznaczył wiek, od którego należy bezwzględnie nastolatka traktować jako osobę dojrzałą: piętnaście lat. Jeśli skończyłe/aś piętnasty rok życia, możesz robić ze swoim ciałem, co chcesz, z kim chcesz i jak chcesz, nikt nie ma prawa wglądu, ani tym bardziej decydowania. Możesz podjąć współżycie płciowe, ale jednocześnie wszystkie jego konsekwencje, co oznacza, że jeśli w wieku szesnastu lat zostaniesz matką lub ojcem albo się zarazisz choróbskiem, to jest to w zasadzie wyłącznie twoje zmartwienie.

Skoro skończywszy piętnaście lat możesz podjąć samodzielną decyzję, z kim pójdziesz do łóżka, i nikomu nic do tego, to wydaje mi się jasne, że tym bardziej masz prawo samodzielnie decydować, co czytasz, gdzie chodzisz i od kogo bierzesz lekcje.

Prawo nastolatka do podjęcia współżycia płciowego (czy raczej: prawo do eksperymentowania z seksem) nakłada na wychowawcę obowiązek przekazania dziecku* potrzebnej wiedzy na ten temat, w szczególności wszystko o bezpiecznym seksie.

*Tak, dziecku, a nie dopiero nastolatkowi, a to dlatego, że nie da się uczyć w czasie buntu młodzieńczego, w apogeum burzy hormonalnej! Jest tyle do obgadania, że trzeba by zacząć od pierwszych klas podstawówki.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Prawo do paradowania

Oto przyczyny, dla których chadzam na gejprajdy:

1. Chodzę, bo mi wolno. Gwarantują mi to (w takiej właśnie kolejności!): traktaty europejskie, konwencje oenzetowskie, Konstytucja Republiki Polskiej. Prawo do paradowania wynika bezpośrednio z prawa do wyrażania opinii.

2. Chodzę, bo tam jest kolorowo i wesoło, i pełno balonów, a ja uwielbiam balony, tzn. te lżejsze od powietrza.

3. Chodzę, żeby pomachać do kochających mnie osób. Mam liczną rodzinę rozsianą po wioskach Kielecczyzny (gł. Tczyca), i nie jesteśmy w stanie z mężem wszystkich odwiedzić. A przecież wujkowie, ciocie i kuzyni są strasznie ciekawi, z kim założyłem rodzinę. Parada daje mi szansę, że a nuż ktoś mnie sfilmuje albo zrobi zdjęcie, i będę mógł zadzwonić do Babci: Oglądaj dzisiaj wieczorne wiadomości, będziemy tam obaj! A jeśli nie, to kup jutro gazety.

4. Chodzę, bo spotkam tam ciekawych ludzi, znanych polityków, choćby Kazimierza Kutza.

5. Chodzę na wszelki wypadek, żeby się upewnić, iż w razie potrzeby nie będzie przeszkód, abym demonstrował. Chcę, aby parady obrosły w precedensy: orzeczenia Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Praw Człowieka, na które się będzie można powołać.

6. Chodzę, aby przygotować ciekawsze lekcje we wrześniu, w czasie których puszczam uczniowi i jego rodzeństwu slajdy z parad, w jakich uczestniczyłem przez lato. Wiesz, jaka to radość, że uczeń zaczyna lekcję od Je vous ai vu à la télé! (Widziałe/am Pana w telewizji). A potem mi wylicza po francusku siedem kolorów gejowskiej tęczy, albo przerabiamy rozszczepianie światła. Tak więc pedagogiczne korzyści z homoparad są namacalne.

7. Parady oznaczają większe dochody z turystyki.

8. Nie chodzę, żeby się obnosić, z dwóch powodów: po pierwsze obnoszę się na co dzień, i parada mi do tego niepotrzebna. Po drugie, pójście na paradę nie jest żadnym obnoszeniem. Widząc mnie na paradzie lub czytając te stronki nie poznajesz żadnego szczegółu z mojego życia intymnego. Możesz sobie wyobrażać to i owo, ale to są Twoje wyobrażenia, za które nie odpowiadam, nawet jeśli to ja Cię podpuściłem. Równie dobrze mogę mieć sześćdziesiąt siedem lat i być impotentem.
Czy geje i lesbijki paradują po to, aby upublicznić coś, co należy do sfery intymnej? Bynajmniej! Wręcz przeciwnie - chodzi o uzmysłowienie ogółowi, że sprawy łóżkowe mają na tyle prywatny charakter, że nie mogą być podstawą do dyskryminacji i nie wolno ich wywlekać jako argument. Wychodząc na Paradę sprawy intymne zostawiłem w domu, a mimo to nadal jestem gejem/lesbijką.

8. W czasie parady mam możliwość zaznaczenia swojej akceptacji dla prowokatorów z nagimi tyłkami. Więcej...

9. Parada jest jedynie zwieńczeniem festiwalu, który trwa kilka dni, i z którym tworzy całość. Trudno jest oceniać paradę komuś, kto nie wziął udziału w pozostałych wydarzeniach kulturalnych.

10. Paraduję, ponieważ lubię czystość.


http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2282/parada_rownosci.html


Wolność słowa

Republika Polska nie jest krajem demokracji w znaczeniu „rządów pięćdziesięciojedenprocentowej większości, która może przegłosować, aby wyrżnąć pozostałe czterdzieści dziewięć”, lecz demokratycznym państwem PRAWA, gwarantującym prawa mniejszości (nie dlatego, że wyznają „lepszy” światopogląd, lecz należy chronić każdego, z tym że należący do większości po prostu sobie poradzi), zobligowanym do przestrzegania dobrowolnie przyjętych na siebie zobowiązań międzynarodowych. Zarówno prawo międzynarodowe, jak i nasza konstytucja nie pozostawiają wątpliwości: umowa międzynarodowa ma pierwszeństwo przed ustawą! Prawo do paradowania i wolność mówienia w pracy i przed uczniem, że jestem gejem (lub to wprost Jestem gejem, lub pośrednio Wczoraj byłem z mężem w kinie) zawierają się w zasadzie swobody wypowiedzi, która jest chroniona w pierwszym rzędzie.

Przyjęte przez Republikę Polską zobowiązania międzynarodowe, a także jej własna Konstytucja mówią wyraźnie, że każdy ma prawo mówić publicznie, co chce (z jedynym ograniczeniem, aby nie nawoływać do nienawiści i przemocy; ograniczenie to nie odnosi się do wypowiedzi prywatnych). Wolność wypowiedzi oznacza także wolność po wypowiedzi.

Jednocześnie każdy ma prawo do poszanowania jego życia prywatnego, jego intymności. Prawo to jest niezbywalne także w przypadku osób nieletnich, a władza rodzicielska nie może go ograniczać.

Z połączenia dwóch powyższych mam następujące prawo, obwarowane zapisami, których łatwo nie zmienisz:
Każdemu wolno publicznie, także w pracy i na ulicy, mówić, że jest homo, ale tobie nie wolno tego wykorzystywać przeciwko niemu.


Gdyby Parlament przegłosował ustawę: „Nie wolno urządzać parad urągających przyzwoitości”, to nadal będziesz miał homoparady (nie udowodnisz, że kolorowe balony są groźne), ale nie będziesz miał więcej parad homofobów, ponieważ ci stosują groźby karalne i nawołują do przemocy - wystarczy porównać na zdjęciach. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że jestem za takim zakazem.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Prośba do administratorów portali homo, do animatorów dyskusji o tolerancji, do prelegentów, do piszących listy otwarte, do nauczycielek języka angielskiego projektujących cykl lekcji/wykładów/prelekcji o gejowości:

Nie cytuj homofobów!

Nie cytuj homofobów, nawet po to, aby zaprzeczyć ich bredniom. Homofob to frustrat, któremu jest źle, i który znajduje ulgę w tym, że komuś uprzykrzy życie. Doskonale wie, że mówi bzdury, a mówi je po to właśnie, abyś się usprawiedliwiał, tłumaczył, płaszczył. Ustosunkowując się do zarzutów homofoba, powtarzasz je (często w szerszym gronie, niż on sam) i chcąc nie chcąc szerzysz homofobię. Sprawiasz, że nawet w głowach osób nastawionych przychylnie powstaje skojarzenie, że skoro homo, to cośtam. Bzdura powtórzona milion razy...

Z tego względu nie mów niczego, co można wykorzystać przeciwko tobie, np. nie wspominaj tematów, jakie typowo przywołują homofoby. Nawet po to, żeby im zaprzeczyć, ponieważ w ten sposób łączysz dwa tematy i sprawiasz, że ludziom się będzie kojarzyć X z Y, i nie będą w stanie wyjść poza narzucony przez homofoba schemat: Gej jest XXX albo Gej nie jest XXX.


Wyobraź sobie, że prowadzisz dyskusję o walorach zdrowotnych marchewki i o marchewkofobach. W czasie dyskusji miej na uwadze, że

Przykład:
Marchewkolub: Marchewkofoby mówią, że marchewki zawierają substancje szkodliwe dla zdrowia i prowadzą do zatruć pokarmowych, a to nieprawda. No, chyba że jesz marchewki uprawiane na poboczu autostrad.

Redaktor naczelny: O czym była mowa?
Dziennikarz: O zatruciach pokarmowych powodowanych przez marchewki i o zawartych w nich toksynach.
Redaktor naczelny: Więc proponuję tytuł Marchewki są szkodliwe!

Kontrprzykład:
Marchewkolub: Wiadomo, że marchewki są zdrowe, jest to prawda udowodniona naukowo, chociaż nadal nie wiemy, jak wygląda mechanizm wytwarzania się w niej witamin.

Redaktor naczelny: O czym była mowa?
Dziennikarz: O dobroczynnym wpływie marchewek na zdrowie i o witaminach, jakie zawierają.
Redaktor naczelny: No to proponuję tytuł Marchewki są zdrowe!


Przykład źle poprowadzonej prelekcji: Marchewki powodują zatrucia. ⇔ Marchewki nie powodują zatruć.

Przyniosłoś na wykład kilka marchewek, żeby zademonstrować, że są to warzywa jak każde inne. Pokazujesz każdą i mówisz: oto marchewka - nie powoduje wzdęć, zaparć ani rozwolnień; nie jest odpowiedzialna za raka jelita grubego; żadne badania nie wykazały, że jest przyczyną zatruć pokarmowych; w roku 1987 Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła ją z listy warzyw szkodliwych. Mimo to nadal jest zakazana w wielu krajach jako warzywo zagrażające uprawom tradycyjnym. Chcemy doprowadzić do sytuacji, kiedy ustawa pozwoli na uprawianie marchewek w przydomowych ogródkach.
Napisałom list otwarty do ministra rolnictwa, aby w szkołach rolniczych nie uczono, że marchewki są szkodliwe.

Efekt: Nie powiedziałoś nic pozytywnego o marchewkach. Połowa odbiorców nadal nie wie o marchewce nic, a druga połowa wie tyle, że nie powoduje zatruć. W najlepszym razie osiągnęłoś, że w szkole przestano mówić, jak bardzo marchewka jest szkodliwa. Nikogo nie przekonałoś do niczego pozytywnego.


Przykład właściwie zaplanowanej prelekcji: Marchewki są smaczne i zdrowe. ⇔ Marchewki nie są smaczne i zdrowe.

Przynoszę na wykład marchewki, pokazuję, że są to warzywa z pozoru jak wszystkie inne, ale mnie smakują o wiele lepiej. Oto marchewka - ma korzystny wpływ na zdrowie, likwiduje zaparcia itp., widnieje na liście warzyw pożytecznych Światowej Organizacji Zdrowia. Jest uprawiana w wielu krajach świata, w niektórych jest dotowana. Obecnie pracujemy nad tym, aby uprawy rozszerzyć na wszystkie kraje unijne, także w krajach, gdzie tradycyjnie uprawiało się inne warzywa. Nie chodzi o uprawy przydomowe, lecz o prawdziwe plantacje marchewkowe.
Napisałem list otwarty do ministra rolnictwa, żeby uczono w szkołach rolniczych, że marchewki są zdrowe.

Efekt: Połowa słuchaczy zrozumiała, że marchewki są obiektywnie smaczne, zdrowe i w interesie wszystkich leży, aby każdy mógł uprawiać tyle marchewek, ile chce, i wozić je na targ, najwyżej nikt nie kupi. Druga połowa nic nie zrozumiała (filtr uprzedzeń), ale też nie będzie kojarzyła marchewek inaczej, jak w kontekście: są zdrowe czy nie są? są smaczne czy nie są?



Źle:
Sześćdziesiąt procent ludzi nie zgadza się na homomałżeństwa. Całe ustawodawstwo jest homofobiczne.

Dobrze:
Czterdzieści procent ludzi zgadza się na homomałżeństwa. Odsetek ten stale rośnie. Ustawodawstwo unijne nam sprzyja.


Rada jest następująca (często zadaję takie ćwiczenie na lekcji): wypisz ze swojej wypowiedzi same rzeczowniki, a z czasowników tylko te najbardziej niezbędne, i to w bezokoliczniku lub w formie imiesłowu rzeczownikowego typu robienie, czytanie. Da ci to wyobrażenie, co rozumie z twojego tekstu osoba, która nie czyta/słucha z należytą uwagą:
Piotr nie jest wielbłądem.Piotr, wielbłąd


Zajrzyj na dowolny portal lesbijski lub gejowski: skomlenie i defensywa. Wpisz w wyszukiwarkę typowe bzdury homofobiczne - większość linków skieruje cię na portale homo! Nikt nie dorównuje gejom i lesbijkom oraz ich „sympatykom” w propagowaniu homofobii.

Nie powołuj się na dane dotyczące agresji homofobicznych! Na każdego geja zaatakowanego za orientację przypada kilku, których nigdy nikt nie napadł. Ludzie nas lubią. Są hetero, których fascynujemy. Zachowania agresywne to margines godny zapomnienia, a nie wyolbrzymiania! Zamiast narzekać, podawaj jako przykład do naśladowania tych życzliwych.

Nie wypełniaj ankiet dotyczących napaści homofobicznych, jeśli są pesymistycznie jednostronne. „Badania” prowadzone przez organizacje LGBT są tendencyjne, jeśli z góry zakładają, że ludzie są nastawieni do lesbijek i gejów nieprzychylnie. Jakże to dalekie od prawdy! Ankieta jest rzetelna tylko i wyłącznie wtedy, gdy daje możliwość podania odpowiedzi symetrycznych: pozytywnych, negatywnych i neutralnych. (Sam na przykład tylko na podstawie swojej orientacji wielokrotnie zyskałem nowego ucznia, a dwukrotnie otrzymałem propozycję pracy jako opiekun do dziecka; przez piętnaście lat zrezygnowało z moich usług czterech uczniów-homofobów).

Słowem raporty o homofobii nie biorące pod uwagę przypadków, kiedy człowiek doświadcza czegoś miłego z powodu swojej orientacji, fałszują obraz.

Pedalski samobój językowy, czyli jak homoseksualiści mogą homofobizować język

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Po co się masturbować? Dla przyjemności, oczywiście, a także dla rozładowania napięcia. Masturbacja nie prowadzi do uzależnienia, a jeśli już, to nie jest ono szkodliwe (zazwyczaj!). Jeśli prowadzisz regularne i zadowalające pożycie płciowe, a mimo to masturbujesz się czasem, jest to normalne, a to dlatego, że masturbacja to nie jest stosunek seksualny. Jej funkcja i przebieg są inne. Przede wszystkim przy masturbacji jesteś wolny: sam decydujesz o tempie, intensywności itp., a przede wszystkim wyobrażasz sobie, co chcesz, kogo chcesz, bez najmniejszych wyrzutów względem stałego partnera. Dajesz upust najdzikszym wyobrażeniom, nie narażając się przy tym ani na wymówki, ani nie mając poczucia winy. Z tego punktu widzenia masturbacja stanowi ważne (i być może niezbędne) uzupełnienie życia płciowego. Masturbacja - także uprawiana równolegle do stosunków seksualnych ze stałym partnerem - zapewnia spokój, odprężenie i równowagę. Wymóg, aby się nie masturbować lub masturbować mniej, prowadzi do powstania nerwic.
Masturbacja stanowi zaspokojenie libido wtedy, gdy partner nie ma ochoty na seks, i pozwala uniknąć konfliktów na tym tle.

Zbigniew Izdebski Masturbacja a przedwczesna inicjacja:
Niedobrze, że masturbacja jest tak źle postrzegana. Myślę, że pewna grupa nastolatków, mając poczucie, że masturbacja nie jest w porządku, decyduje się na przedwczesną inicjację seksualną. Podobnie jest z masturbacją u ludzi dorosłych w małżeństwie - ktoś, wstydząc się masturbacji, może zdecydować się na agencję towarzyską albo przygodny stosunek.
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

STULEJKA

UWAGA! Nie jestem urologiem. Poniżej przedstawiam informacje o stulejce jako dyletant. Z wszelkimi objawami chorobowymi, a w szczególności gdy odczuwasz ból, należy się zwrócić do lekarza, a nie szukać po necie.

Stulejka to dla mnie papierek lakmusowy. Problem dotyka co dziesiątego mężczyznę. Zazwyczaj, choć nie zawsze, wychodzi na jaw przy pierwszych erekcjach u chłopca. Problem sam w sobie nie jest groźny, usunięcie stulejki trwa pięć minut, bez konieczności usypiania (jeśli operacja jest przeprowadzana u dzieci, to stosuje się usypianie, ale żeby oszczędzić im obaw). Opisać lub rozpoznać stulejkę jest prosto i w teorii w każdej szkole pielęgniarka lub lekarz powinien mieć wciąż nowe zgłoszenia. Tak nie jest. W Polsce stulejkę leczy się u dorosłych (!), którzy przypadkiem dowiedzieli się, że to, co zamienia ich życie seksualne w koszmar, to właśnie stulejka.

Stulejka może różnie wyglądać. Ogólnie chodzi o trudności z odwiedzeniem napletka, tak aby odsłonić żołądź. Ma to znaczenie ze względów higienicznych: w skrajnym wypadku nie jesteś w stanie wymyć żołędzi pod napletkiem, gdzie pozostają resztki moczu i zarazki, prowadząc do zakażeń (m.in. zakażenie moczowodu). To, że skórka nie schodzi, czyli że nie możesz odsłonić żołędzi, nie jest normalne. Jest to nieprawidłowość, która charakteryzuje prawie do dziesiątego mężczyznę w różnym wieku, i jako taka jest pierwszym, najczęstszym, a jednocześnie mało znanym i całkowicie lekceważonym męskim problemem.

Zazwyczaj stulejka ujawnia się w czasie wzwodu. Jeśli możesz odwieść napletek w spoczynku, to nie musisz się martwić o zakażenie. Ale możesz mieć problemy z życiem płciowym, jeśli stosunek sprawia ci ból.

Pamiętaj, że osoby, które uprawiały seks z mężczyzną ze stulejką, mogą mieć nieprzyjemne wspomnienia z punktu widzenia higieny i zapachu; sam widok stulejki kojarzy się z brudem - przygotuj się na to: zapewnij, że mimo stulejki utrzymujesz czystość, np. zaproponuj wspólny prysznic przed stosunkiem.

Z wykrywaniem stulejki jest krucho nie tylko z powodu braku edukacji seksualnej i wstydliwości. U wielu chłopców nie ma żadnych problemów z napletkiem, jedynie przy silnej erekcji - wzwód bowiem wzwodowi nie równy. Raz jest silniejszy, i wtedy może się okazać, że ten ułamek milimetra sprawił, że napletek nie może przejść przez nabrzmiałą żołądź. Główka może również spuchnąć wskutek jakiegokolwiek zapalenia lub w wyniku tarcia (także przy masturbacji). Na stulejkę można zatem zapaść w każdej chwili, także w wieku starczym.

Stulejka nie jest „chorobą”, tak jak nie jest „chorobą” sytuacja, kiedy spuchł ci palec i nie możesz ściągnąć obrączki - musisz się udać do lekarza z powodu bólu i niemożności normalnego funkcjonowania.

Stulejkę leczy się operacyjnie. Właściwie jest to jedynie zabieg, ale zazwyczaj jest tak, że się chłopcy boją, i dlatego lekarz przeprowadza go pod narkozą, choć jest ona z medycznego punktu widzenia niekonieczna. Chyba że masz mocne nerwy...

Konsekwencje stulejki:
- zakażenia wywołane brakiem higieny - nie jesteś w stanie umyć żołędzi pod napletkiem, gdzie pasą się bakterie;
- niemożność odbycia stosunku płciowego z powodu bólu;
- niezadowalające pożycie płciowe z powodu strachu przed bólem;
- odmowa ze strony osoby, która czuje niemiły zapach spod napletka;
- zsunięcie napletka na siłę może doprowadzić do tego, że nie będziesz go umiał nasunąć z powrotem na żołądź - jest to załupek.

Brzmi groźnie, ale rozwiązaniem jest prosty, kilkunastuminutowy zabieg chirurgiczny, ze znikomym ryzykiem powikłań. No i nie jesteś sam - jesteś jednym z wielu, bez trudu znajdziesz kogoś, kto ci opowie, jak przebiegł zabieg.

Bezwzględnie nie próbuj zsuwać napletka na siłę, jeśli to boli. Za żołędzią masz rowek, w którym ciasny napletek może się zablokować i nie wróci do poprzedniej pozycji, to znaczy żołądź pozostanie odkryta. Jeśli zdarzyło ci się coś takiego, a w szczególności jeśli napletek uciska na tyle, że doprowadził do obrzęku (spuchnięcia) żołędzi, postaraj się pozbyć erekcji biorąc lodowaty prysznic. Jeśli to nie pomaga, udaj się do lekarza. Poza tym targany, naciągany, szarpany napletek może ulec uszkodzeniu - np. popękać.


Oto seria zdjęć przedstawiających etapy zsuwania napletka w przypadku prącia prawidłowo zbudowanego (skopiowane ze strony http://www.foreskin.org/3zones-c.htm):

Polecam gorąco stronę: http://www.stulejka.com - znajdziecie tam też zdjęcia, raczej odstręczające, ale także opowieści chłopców, którzy przeszli zabieg.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Pytanie czy oskarżenie?

  1. Ile osób zgwałciłeś?
  2. Ile pieniędzy ukradłeś?
  3. Czy uprawiasz seks z małymi dziewczynkami?

Doskonale wiesz, że takich pytań nie wolno zadawać. Ale nie wolno także na nie odpowiadać! Jeśli odpowiesz, to znaczy, że je legitymizujesz, to znaczy dajesz homofobowi prawo, aby ciebie lub innych zarzucał takimi krzywdzącymi pytaniami. Są to wprawdzie zdania pytające, ale ze względu na treść i intencje nie są to pytania, lecz oskarżenia.

Chodzi o takie podstawowe prawa człowieka, jak domniemanie niewinności i dobrej woli, wolność od bezpodstawnych oskarżeń. Wie to każdy chuligan, jakiego wychowywałem: nie wolno mi go zapytać Co dzisiaj zbroiłeś?. Fakt, że wcześniej każdego dnia coś przeskrobał, nie daje mi prawa z góry zakładać, że dzisiaj także uczynił coś złego.

Odnośnie seksu dzieci (dziecko w znaczeniu osoba niedorosła, czyli poniżej osiemnastu lat - jest to definicja „międzynarodowa” zawarta w Konwencji praw dziecka): prawo mówi wyraźnie, że osoby poniżej piętnastego roku życia nie mogą uprawiać seksu, a osoby powyżej piętnastego roku życia nie tylko mają takie prawo, ale mają także prawo do prywatności. To, z kim sypia piętnastolatek (z panią od geografii czy z panem od matematyki), to wyłącznie jego sprawa.

Masz obowiązek domniemywać, że osoba, z którą rozmawiasz, przestrzega prawa. Nie możesz zatem zapytać, tylko dlatego, że to ci akurat wpadło do głowy, czy łamie prawo, na przykład czy uprawia seks z osobą poniżej piętnastu lat. Nie możesz także pytać, czy uprawia seks z osobami powyżej piętnastego roku, ponieważ nic ci do tego. Ale to nie wszystko: na takie pytania nie wolno odpowiadać! Zarówno z wychowawczego punktu widzenia, jak i we własnym interesie.

Jeśli na powyższe pytania odpowiesz (zgodnie z prawdą): 1. Żadnej 2. Ani złotówki 3. Nie, to sprowokujesz lawinę podobnych pytań-oskarżeń, przed którymi się nie wybronisz. Nie ma znaczenia, że mówisz prawdę!

Choć wiem, że to trudne, proszę: ZIGNORUJ lub zamień w żart, lub odrzuć w sposób zdecydowany!
Ba! Oskarżenie za oskarżenie: Najpierw sam odpowiedz, ile osób napadłeś i okradłeś.


Strategia obrony

Możesz iść od argumentów najsłabszych do najsilniejszych, lub na odwrót. (Podkreślam, że nigdy się nie spotkałem z reakcją homofobiczną, więc sobie gdybam) Niezależnie od tego, od jakiego argumentu zaczniesz, skończysz na skomleniu: będziesz przepraszał i tłumaczył, że takim się urodziłeś.

Zacznij zatem z armaty (o ile w ogóle musisz): Jestem gejem z wyboru, bo tak mi się podoba. Nie jestem za legalizacją związków, lecz za małżeństwem jednopłciowym. Nie tylko małżeństwo, ale oczywiście adopcja. A dziecko chcę adoptować nie jedno, lecz czwórkę. Jeśli wyrosną na homo, to tym lepiej. No i parady - trzy w roku to za mało. Chcę jedną paradę na miesiąc w każdym większym mieście Polski i Śląska, i darmowe bilety PKP.


SKOMLENIE:
Nie moja wina! To genetyczne, ja tego nie wybrałem. Moja przypadłość to nie (...). Nie jestem (...).
Nie chcemy małżeństwa, tylko rejestrowanego związku partnerskiego. Ja także jestem przeciwny paradom - więcej nam szkodzą, niż pomagają. Lepiej siedźmy cicho. To prawda, że w nas plują i poniewierają, zwalniają z pracy i grożą, ale przecież może być gorzej, na przykład (...)! Nie prowokujmy ich zatem, a Unia niech się nie wtrąca.

Jak widać, zadziałała moja homofobofobiczna autocenzura. A to dlatego, że niezależnie od intencji przez podobne do powyższej wypowiedzi szerzysz homofobię (tzn. przyczyniasz się do tego, że w głowach ludzi powstają negatywne skojarzenia związane z gejami). Szerzysz homofobię, jeśli bronisz się przed zarzutami w ten sposób, że powtarzasz je i ustosunkowujesz się do nich, a także kiedy zaprzeczasz bzdurom homofobicznym. Dlatego podziwiam, co się udało osiągnąć Robertowi Biedroniowi: to homofoby ustosunkowują się do jego słów i działalności.


Argument przeciw homofobii?

Homofoby swoimi wściekłymi i brutalnymi atakami (pobicie, groźby karalne, pozbawienie życia) osiągnęły, że powstało coś w rodzaju „kompromisu” przypominającego ten aborcyjny.

Zauważyliście, że homofob to w liczbie mnogiej rodzaj niemęskoosobowy? Geje są sympatyczni. Homofoby są sympatyczne. Homofobowie (???) są sympatyczni. Homofobi (???) są sympatyczni.

Jestem homo, ale tego nie wybrałem. Taki się urodziłem, nic na to nie poradzę.
Dzieci wychowywane przez gejów nie wyrastają częściej na gejów.

I wiele innych podobnych pedalskich samobójów. Takie stwierdzenia są jak najbardziej prawdziwe, tylko co z tego? Nie stanowią argumentu przeciw homofobom, co więcej: potwierdzają założenie, że (....autocenzura....).
Wybrałem czy nie wybrałem - co to zmienia? Jeśli homofobowi tak wygodnie, to proszę (będzie mi teraz trudniej argumentować, ale lubię wyzwania): Tak, świadomie wybrałem bycie homo, kiedy miałem pięć lat.


Geje mogliby pójść na łatwiznę i wykluczyć dziwaków z udziału w paradzie, tak żeby rzeczywiście byłoby wesoło i kolorowo. Żadnych bezeceństw: nagich pośladków i innych okropności. Tylko czy w takim przypadku homofoby by nas polubiły? Okazji, aby się o tym przekonać, było już kilka - choćby przemarsz w Krakowie w dwa tysiące siódmym - grzecznie, potulnie, bez prowokacji, jedynie balony. Ani byś się nie domyślił/a, że to geje i lesbijki. I co? Homofobia jak była, tak jest. Potulnością i wykluczeniem prowokatorów nic nie zyskaliśmy.

Natomiast jeśli „tolerujemy” w czasie parady tych, których zachowanie szkodzi naszemu wizerunkowi, jest ciężko: to na grzecznych spadają jaja rzucanie w kierunku prowokatorów, to za nich się musimy tłumaczyć. Możemy ich wykluczyć (każda manifestacja ma określone zasady, organizatorzy mogą poprosić policjanta, aby usunął osoby się nie stosujące), tylko że jak by to o nas świadczyło?! Na średnią i dłuższą metę bardziej by nam zaszkodziło wykluczenie prowokatorów niż ich zachowanie.


No więc wracając do pseudoargumentu, że „ja tego nie wybrałem”. Nie rozumiem ani homofoba, ani geja - co niby udowadnia argument o wyborze w jedną czy w drugą stronę?

  1. Orientacja nie jest wynikiem wyboru. KROPKA
  2. Gdyby możliwe było wybrać, to skąd to podejrzenie, że ktoś chciałby sobie zmieniać orientację?! Jeśli urodziłeś się hetero/homo i byłeś nim ileśtam lat, to przecież nawet pod groźbą (czy pokusą, czy dla mody) nie będziesz chcieć zmieniać tego, kim jesteś. Zaprzeczać, kim się urodziłem? Przekreślić, kim byłem przez lata? Wymienić sobie osobowość? A potem rozwieść się i założyć nową, inną rodzinę?!
  3. Załóżmy, że opracujesz „terapię” zmieniania orientacji. Jestem pewny, że zażądasz zakazania jej praktykowania, jeszcze zanim opatentujesz swoją metodę. A to dlatego, że tyle samo hetero będzie chciało zostać homo, co odwrotnie, albo i więcej! Choćby na krótko - powiedzmy na rok, dla wygłupu albo z ciekawości. Ponieważ hetero jest więcej, niż homo, to nas by sporo przybyło. Gdyby co dwudziesty człowiek postanowił zmienić orientację, to liczba gejów podwoiłaby się!
  4. Na milion osób pięćdziesiąt tysięcy jest gejami/lesbijkami, a dziewięćset pięćdziesiąt tysięcy - nie. Pięć procent homo postanawia przestać być homo - ubywa nas dwa i pół tysiąca. Co dwudziesta spośród dziewięciuset pięćdziesięciu tysięcy osób niehomo staje się homo, co daje czterdzieści siedem tysięcy pięćset. W sumie gejów będzie 50.000-2.500+47.500=95.000, czyli 9,5% zamiast 5%.

  5. Jeśli orientacja jest wynikiem wychowania, to także nic nie wskórasz, drogi Homofobie, jeśli opracujesz metody „zapobiegające”. Kto by je stosował? Moja babcia na pewno nie, ponieważ jest ciekawiej mieć jednego wnuczka z mężem, a drugiego z żoną, niż dwóch wnuków z żonami.
  6. Konstytucja Republiki Polskiej nie zawiera zastrzeżenia, że „Wszyscy obywatele mają te same prawa, z wyjątkiem osób, które sobie same wybrały orientację.
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

PRESUPOZYCJA

Zdanie „Pluton jest planetą” jest zwykłym zdaniem oznajmującym:

Dzieje się tak dlatego, że zdanie Pluton jest planetą ma prawdziwe presupozycje.

Podczas rozmowy każde zdanie, jakie wypowiadasz, zawiera presupozycję, jedną lub kilka. Jest to wstępne przypuszczenie, domniemanie, coś, co obaj wiecie.

Presupozycję zdania przykładowego mogę sformułować na wiele sposobów:

Ta presupozycja jest prawdziwa: Pluton ma cechy wspólne z planetami: jest okrągły i kręci się wokół Słońca. Pytanie brzmi, czy te cechy są wystarczające, aby go uważać za planetę, i czego mu brakuje, aby nią zostać.

Tymczasem zdanie „Piotr jest wielbłądem” nie jest zwykłym stwierdzeniem, lecz manipulacją. Nie da się mu zaprzeczyć (takie „zaprzeczenie” sprawi, że przez najbliższe dni ludzie będą się podejrzliwie Piotrowi przyglądać).
Jeśli odpowiemy przecząco, to zaprzeczymy jedynie czasownik, ale jednocześnie potwierdzimy narzuconą presupozycję: Piotr ma pewne cechy pozwalające rozważać, czy jest wielbłądem.

Oba twierdzenia, że „Piotr jest wielbłądem” lub „Piotr nie jest wielbłądem” w jednakowym stopniu stanowią manipulację, ponieważ mają wspólną presupozycję. Co gorsza, te presupozycje można by przeformułować tak, że brzmią w sposób upokarzający dla Piotra:

Piotr nie jest wielbłądem, ale tylko dlatego, że jest za mało cośtam; gdyby był bardziej cośtam, byłby wielbłądem.

przez analogię do:

Pluton nie jest planetą, ale tylko dlatego, że jest za mały; gdyby był odrobinę większy, byłby planetą.

Porównaj: „Pluton już nie jest planetą.” i „Piotr już nie jest wielbłądem.

Odpowiadając przecząco, że „Nie jestem wielbłądem” potwierdzasz niewysłowione założenie, że można cię rozpatrywać pod kątem bycia wielbłądem.
Jedyną sensowną postawą jawi mi się zignorowanie lub wyśmianie zarzutu, że jesteś wielbłądem.

WNIOSEK

Zdanie Orientacja nie jest chorobą jest tak samo bezsensowne i uwłaczające, jak Orientacja jest chorobą.

Ustosunkowując się do odzywki homofoba dajesz mu prawo zadawania ci niedyskretnych pytań i pozwalasz, aby cię zmuszał do tłumaczeń i samooskarżeń. Co gorsza: homofob wmanipulował cię, abyś sam siebie upokorzył, podczas gdy on tylko zapytał „Czy jesteś wielbłądem?” A co mam powiedzieć, gdy sam mówisz, że nie jesteś wielbłądem, choć nikt cię nie pytał? Sam siebie gnoisz.

Moja rada:

Nigdy, w żadnej sytuacji nie mów, że nie jesteś wielbłądem. Nie wypowiadaj słowa wielbłąd (ani pustynia, ani garb), nie wspominaj o byciu wielbłądem. Nie mów nic. Jeśli odpowiesz, nic nie zyskasz, a stracisz szacunek u osób trzecich i zachęcisz homofoba do dalszych ataków. Wzrusz ramionami - wiem, że to ciężka próba, ale łatwiejsza, niż codziennie odpowiadać Nadal nie jestem wielbłądem (a potem: Nie jestem smokiem. Nie zjadam dzieci).

logiczne linki

http://www.sciaga.pl/tekst/24966-25-logika_w_calosci_i_to_w_przystepnym_jezyku
http://kpaprzycka.swps.edu.pl/xSamouczek/xSamouczek.html

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Czemu nie uczę tolerancji?

Tolerancja - obrzydliwe słowo! To jest ostatnia rzecz, jakiej bym uczył. Przyczyn jest kilka:

Po pierwsze tolerancji (jeśli już trzeba), to można uczyć tylko w klasie/grupie, i tylko w ten sposób, że wychowawca pozwala na swobodną dyskusję, którą inteligentnie i dyskretnie (dzieciaki nie mogą odczuć, że ich poglądy są cenzurowane!) moderuje, pchając na właściwe tory. W moim przypadku nauczyciela prywatnego, kiedy mam jednego ucznia w porywach do trzech, jest to niemożliwe - dyskusja byłaby najwyżej moim monologiem. Nie da się tolerancji nakazać, wymusić, wmówić. Szanować należy bezwzględnie każdego, bez wyliczania, które osoby należy szanować (a które nie?).

Po drugie - uczyłem chuliganów, którzy napadali, bili i okradali. Ich trzeba nauczyć miliona rzeczy, a na "tolerancję" przyjdzie czas za - biorąc pod uwagę powolność socjalizacji - za dziewięćdziesiąt lat.

A najważniejsze - w głowie mi się nigdy nie przewróciło, żeby uczyć „tolerancji”. Jak by to miało wyglądać: uczę „tolerancji” wobec gejów i lesbijek, potem żydów, potem Murzynów? A jeśli pominę którąś grupę zagrożoną nietolerancją? Część ludzi nie potrafi swojej tolerancji wobec niektórych grup społecznych uogólnić na pozostałe (ba! nawet przynależność do grupy dyskryminowanej nie gwrantuje tolerancji wobec przedstawicieli innych grup). Mówiąc po prostu: dzieciak, z którym omówiłem Holokaust, będzie szanował żydów, ale nadal będzie nielubił gejów, natomiast dzieciak, z którym omówiłeś Homokaust, będzie szanował gejów, ale nadal będzie nielubił żydów.

Zatem nie uczę tolerancji wobec konkretnych grup społecznych, lecz jednego: zajmuj się własnymi sprawami i nie wtrącaj się do cudzych.


Uczenie tolerancji to jest wychowanie na poziomie błota. Stosunki międzyludzkie oparte są na wzajemnym zaufaniu (no w Polsce muszę zniżyć ton: na braku podejrzliwości), a nie na tolerancji.

Wyobraź sobie przeciętną osobę czternastoletnią: nie ma ona żadnych myśli homofobicznych. Jeśli gejów nie zna, to są jej obojętni, a jeśli zna (brat, kolega z klasy, pan od matematyki), to ich lubi. Teraz temu młodemu człowiekowi nauczycielka - zapalona obrończyni praw człowieka i homofilka - mówi: Geje i lesbijki to grupa, która zasługuje, żeby ich tolerować. ??? W głowie ucznia, który był do tej pory neutralnie lub pozytywnie nastawiony do gejów, rodzi się myśl: Co oni takiego złego robią, że należy ich tolerować? !!! Dziękuję, ale osoby o takim podejściu wyświadczają mi niedźwiedzią przysługę!

Przykłady braku tolerancji

Akceptuję gejów i lesbijki
Zaraz, zaraz, czemu ubrdałeś sobie, że to ty zostałeś powołany, aby kogoś akceptować (lub nie)? Równie dobrze ja ciebie mogę akceptować (lub nie).
Za każdym razem, gdy pokreślasz, że tolerujesz/akceptujesz itp. powstaje wrażenie, że tolerujesz/akceptujesz, ponieważ taki masz akurat kaprys, i że to tolerowanie/akceptowanie jest warunkowe, wynika z twojej łaskawości, ba! niemożności pozbycia się danej osoby. „Toleruję cię.” „Akceptuję cię”, „Nie mam nic przeciwko”, „Nie przeszkadza mi to” są to stwierdzenia lekceważące.
Każdy ma prawo do szczęścia, o ile nie krzywdzi innych
Tu się trzeba zatrzymać na chwilę. Po pierwsze takie deklaracje wysuwasz względem tylko niektórych grup ludzi, a w szczególności nigdy wobec siebie samego.

Przeanalizujmy treść pierwszej części stwierdzenia: „Każdy ma prawo do szczęścia” oznacza między innymi, że każdy ma prawo do tego, aby nie być krzywdzonym. Niekrzywdzenie jest zatem wyrażone w pierwszej części, a druga nie wnosi żadnych nowych treści. Jaka jest zatem prawdziwa funkcja zastrzeżenia: „o ile nie krzywdzi innych”? Chodzi o to, aby zasiać ziarno podejrzenia, stworzyć świadome lub nieświadome skojarzenie: osoba (grupa osób), o której tak się wypowiadam, krzywdzi lub może krzywdzić innych.

Prawa człowieka w szkole

Prawa człowieka to nie jest coś, do czego się dochodzi w wyniku dyskusji, lecz wręcz przeciwnie: jest to niepodważalny punkt wyjścia.

Niestety osoby nawet doświadczone na polu krzewienia praw człowieka popełniają ten błąd, że inicjują w klasie dyskusje na tematy, które wywołują u mnie przerażenie, w stylu: Czy należy tolerować taką czy inną grupę ludzi? Dyskusje takie są bezproduktywne i szkodliwe, przyzwyczajają młodych ludzi, aby oceniali innych i decydowali o czyimś losie.

Poza tym dyskusja dotyczy - bezpośrednio lub pośrednio - kogoś, kto jest obecny w klasie - ktoś dotknięty dyskryminacją lub potencjalnie na nią narażony. Uczeń leworęczny z niepokojem czeka: W zeszłym tygodniu uczyliśmy się tolerować żydów (co oni złego robią, że ich trzeba „tolerować”?!), dzisiaj lesbijki i gejów. Pewnie w przyszłym tygodniu tak samo będą rozmawiać, czy ja z racji leworęczności zasługuję na ich szacunek i co mi wolno, a czego nie.

Uczenie tolerancji metodą „wyliczankową” jest niemożliwe: nie da się wymienić wszystkich grup narażonych na dyskryminację.

Miałem możność czytania konspektów takich pogadanek: nic innego, tylko czterdziestopięciominutowy seans nienawiści.

Prawa człowieka to aksjomat, którego się nie uzasadnia! Prawa człowieka należy uczniom wymienić, wytłumaczyć, a dyskusja powinna dotyczyć aspektów praktycznych - jak prawa człowieka wprowadzać w życie na co dzień.


Nie domagam się żadnych praw. Prawa mam od urodzenia jako człowiek (i dodatkowo jako obywatel Republiki Polskiej), między innymi prawo do godności (która będzie efektywnie chroniona w równym stopniu, co godność innych ludzi); prawo do założenia rodziny (którą państwo będzie uznawało i wspierało).
Domagam się jedynie realizacji praw, które mam jako człowiek i obywatel. Domagam się zrównania praw z obowiązkami - chcę mieć tyle samo praw i obowiązków, co każdy obywatel.
Moje prawa są gwałcone. W szczególności państwo uznaje moje małżeństwo wtedy, gdy chodzi o moje zobowiązania finansowe (wspólna odpowiedzialność podatkowa mimo braku wspólnoty majątkowej!). Domagam się konsekwencji: skoro wspólna odpowiedzialność podatkowa, to także wspólne opodatowanie itp.

Dodatkowo domagam się, aby mnie państwo choć trochę wspierało w wysiłkach wychowawczych: gdybym miał możliwość pobrać się z Bolarzem oficjalnie, byłby to wyraźny sygnał dla moich uczniów, że rodzina stanowi wartość godną, aby ją chronić.


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O seksie analnym

Ostrzeżenie

Poniższy tekst opisuje seks analny i jest przeznaczony dla osób dojrzałych. Jeśli nie masz ochoty go czytać, wróć do spisu treści lub przeskocz do rozdziału następnego.

Polskie prawo określa jako dojrzałe (mogące podjąć współżycie płciowe) osoby powyżej piętnastego roku życia, przy czym nie istnieje żadne ograniczenie dotyczące technik seksualnych. Jeśli masz ponad piętnaście lat, lecz nie wiesz dostatecznie dużo o seksie, poniższy tekst może Cię zszokować. Jeśli natomiast nie masz piętnastu lat, lecz posiadasz podstawową wiedzę o życiu seksualnym człowieka i jego budowie anatomicznej, to śmiało!

Piszę dla osób zainteresowanych seksem analnym, aby uzmysłowić, że nijak się nie ma do kwestii orientacji psychoseksualnej. Opis seksu analnego jest ten sam dla wszystkich kombinacji, nikt nie ma na tę rozkosz monopolu.

P.S. Oto, co sądzą o seksie analnym geje - artykuł na portalu polgej.pl.


Do homofobów
Bez obaw, tekst traktuje wyłącznie o przyjemnościach. Jeśli lubisz sobie wyobrażać obrzydliwości, to zapraszam tutaj.


Praktyki analne można realizować w dowolnej kombinacji (mężczyzna z mężczyzną, kobieta z kobietą, kobieta z mężczyzną, mężczyzna z kobietą) przez penetrację penisem, palcem lub kilkoma, wibratorem albo jakimkolwiek przedmiotem, jak również bez penetracji - przez ucisk, masaż, rozciąganie zwieracza.

Każdy przy orgazmie czuje skurcze mięśni dolnej części ciała, w tym skurcze zwieracza. Te skurcze są bezsprzecznie przyjemne, co więcej, bez tego orgazm nie byłby tym, czym jest. Każdy ma zwieracz, nie? A zatem każdy z każdym może seks analny uprawiać. Nie musisz się posuwać do penetracji, wręcz bym ci to na początku odradzał! Ale wiedz, że odpowiednie ćwiczenia wzmogą doznania.

Gumka

Do seksu analnego nie wystarczy sam odbyt - potrzebna jest jeszcze gumka. Najlepiej nosić zawsze przy sobie, pamiętając, że jeśli się wymnie/wygniecie/wymiętosi, to trzeba wyrzucić i włożyć do portfela nową. Z prezerwatywą masz świadomość, że nie zarazisz ani siebie, ani partnera, seks jest rozkoszą, a nie zachowaniem ryzykownym.

Uczeń dostaje ode mnie w ucho za dowcipy o gejach i wazelinie. Nie dlatego, że kojarzy gejów z seksem analnym, lecz dlatego, że kojarzy seks analny z wazeliną, a tego mu nie wolno, bo jak wiadomo, wazelina niszczy gumę i dlatego nie jest wskazane jej stosowanie.

Prącie i pochwa

Przez odbyt można stymulować prącie, docierając do jego nasady (dobre parę centymetrów penisa jest schowane w podbrzuszu). U kobiet jest to tylna ściana pochwy (chyba...).

Prostata

Prostatę możesz stymulować masażem przez skórę za moszną albo od wewnątrz, przez odbyt, palcem lub wibratorem.

Odbyt

Odbyt sam z siebie jest świetnie ukrwiony, unerwiony i umięśniony. Jego stymulowanie nie wymaga penetracji: intensywnie odczuwamy sam nacisk lub delikatne rozciąganie zwieracza. Doprowadzisz się w ten sposób do orgazmu, o ile nie przeszkodzą w tym skojarzenia, niesmak lub strach.

Pośladki i inne mięśnie

Ogólnie nacisk na mięśnie sam w sobie stanowi źródło rozkoszy, a pośladki to same mięśnie i silna strefa erogenna.

Mózg

Do powyższego dochodzą wyobrażenia oraz świadomość, kto to robi, dlaczego i po co.

W sumie

Zwieracz ma swoją rolę w orgazmie obu płci bez względu na orientację, rytmicznie się zaciskając, można go stymulować bez penetracji, czym zwiększymy doznania; drogą analną można pobudzać pochwę lub prącie i prostatę, dodatkowo pośladki są strefą erogenną. Praktyka seksu analnego powoduje, że masz kontrolę nad mięśniami podbrzusza, pośladków i obu zwieraczy (niezależnie od tego, że zawiadują nimi odrębne systemy nerwowe). Możliwe jest osiągnięcie/zadanie orgazmu bez dotykania prącia i odbytu, dzięki masażowi prostaty przez skórę za moszną tudzież pośladków lub wykonywaniu pewnego rodzaju ćwiczeń, które doskonale znają panie pragnące zwiększyć gimnastyką swoje szanse na orgazm.

U mężczyzny orgazm osiągnięty stymulacją od tyłu różni się od „przedniego” intensywnością doznań. Jest dużo przyjemniejszy i rozleglejszy: biorą w nim udział wszystkie mięśnie zaangażowane w kopulację, i oczywiście trwa dłużej. Orgazm osiągnięty drogą analną jest lepszy od pozostałych przez sam fakt, że jest inny, a przy tym zdrowy: wiąże się z masażem prostaty i stymulacją odbytu, co powoduje ich dokrwienie, a przez to zmniejsza ryzyko raka prostaty i hemoroidów. Nie wiem, na ile to prawda, ale brzmi jak argument za. Natomiast nie ma wątpliwości, że dzięki praktykom analnym na starość nie grożą ci problemy z utrzymaniem kału, jako że mięśnie zwieraczy masz wyćwiczone, dokrwione i elastyczne.


Jak uniknąć niespodzianek

Bezproblemowość przy seksie analnym gwarantują zasady, jakie powinieneś pamiętać jeszcze z przedszkola:


Czy odbyt jest narządem płciowym?

Zabawne pytanie. Jak można mieć wątpliwości?!

Odbyt pełni podwójną funkcję: służy wypróżnianiu się i odbywaniu stosunków płciowych. Czyli łączy przyjemne z pożytecznym, tak samo jak prącie - do oddawania moczu i do seksu. Oto fakty potwierdzające, że anus to genialny wymysł natury:

  1. Między pośladkami mamy olbrzymią liczbę końcówek nerwowych, dzięki którym jest to obszar tak wrażliwy, że jego stymulowanie doprowadza do orgazmu. Ta wrażliwość jest zupełnie niepotrzebna do samego wypróżniania się. Nie istnieje inne wytłumaczenie wrażliwości odbytu, niż to, że służy do seksu.
  2. Ostatni odcinek jelita grubego jest prosty, a długością odpowiada długości penisa.
  3. Zwieracz jest mięśniem silnym i rozciągliwym. Ani siła, ani rozciągliwość nie dadzą się wytłumaczyć funkcją wydalniczą. Rola zwieracza jest taka, aby w czasie gry miłosnej drażnić penetrujący członek, ściskając go.
  4. Kiszka stolcowa między seansami wypróżniania się pozostaje pusta i czysta. Jej nazwa pochodzi stąd, że na kilkanaście do kilkudziesięciu minut przed wypróżnieniem wypełnia się ona kałem. (Nie odnosi się do osób prowadzących niezdrowy tryb życia).

Odpowiedź druga: Jeśli jako narządy płciowe potraktujemy te, które są niezbędne do prokreacji, to odbyt nie jest narządem płciowym, tak jak i nie jest nim łechtaczka ani piersi. W takim ujęciu narządem płciowym nie jest również prącie, bo zapłodnienie może nastąpić w probówce. Zresztą piszę o seksie, a nie o prokreacji.

Odpowiedź trzecia: Jeśli za narząd płciowy przyjmiemy ten, dzięki któremu możemy osiągnąć orgazm (fachowsze byłoby określenie strefy erogenne), to jak najbardziej. Przez odbyt możliwa jest stymulacja nasady prącia, przez co można osiągnąć orgazm nieróżniący się od żadnego innego. Jest to o tyle łatwe, że jednocześnie masowana jest prostata, co wzmaga doznania, no i oczywiście dochodzą wyobrażenia, niekiedy decydujące o orgazmie. Narządem płciowym jest w tym przypadku... prącie! (w nawiasie: jeśli masz polucje nocne wywołane przyjemnym snem, bez masturbowania się, to... narządem płciowym byłby mózg!)

Do nauczycieli i wychowawców

Jeśli pragniesz wykorzystać powyższe wiadomości do pogadanki z młodzieżą, daj mi znać, żebym Ci mógł podać bibliografię i dopowiedzieć to wszystko, co przez pruderię pominąłem. Chętnie odpowiem na każde pytanie.


PODSUMOWANIE

Prawo Republiki Polskiej uznaje za dojrzałą, czyli gotową do podjęcia stosunków seksualnych, osobę powyżej piętnastu lat. Z tego ustawowego przyzwolenia na eksperymenty seksualne wynika dla mnie jako nauczyciela obowiązek przygotowania młodzieży, aby ich pierwsze zbliżenie było powiązane ze znajomością konsekwencji.

Aby uniknąć posądzeń o stronniczość, osobno przedstawię podstawowe informacje o budowie anatomicznej człowieka, a osobno wnioski, jakie z tego wypływają. Pierwsza część powinna się znajdować w programie nauczania biologii ośmiolatków, a druga - dwa-trzy lata później, ale to tylko moje zdanie. W każdym razie młody człowiek piętnastoletni musi zdobyć całą wiedzę związaną z seksualnością: techniki seksualne (nie ode mnie, lecz od pani od biologii), metody zapobiegania ciąży, zasady higieny, zabezpieczenie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, konsekwencje pęknięcia gumy: aborcja lub urodzenie, konsekwencje współżycia seksualnego z przypadkowymi osobami, małżeństwo i rozwód.

FAKTY

Orgazm odczuwasz między innymi zwieraczem.

Przez odbyt można łatwo dotrzeć do prostaty i nasady prącia / tylnej ściany pochwy.

Okolica analna zawiera kilkaset razy więcej zakończeń nerwowych, niżby to wynikało z samej funkcji wydalniczej.

Narządy moczowo-płciowe i odbyt położone są blisko siebie, stanowią JEDNĄ sferę erogenną.

Kiszka stolcowa między seansami wypróżniania się pozostaje u zdrowego człowieka pusta i czysta.

Ostatni odcinek jelita - rektum jest prosty i o długości odpowiadającej długości penisa.

WNIOSEK

Odbyt jest w naturalny i bardzo praktyczny sposób dostosowany do seksu analnego, bez względu na płeć i orientację psychoseksualną.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Seks analny heteroseksualny męski pasywny

Ostrzeżenie

Poniższy tekst opisuje seks analny w parze heteroseksualnej (jedna kobieta i jeden mężczyzna), i jest przeznaczony dla osób dojrzałych.

Polskie prawo określa jako dojrzałe (mogące podjąć współżycie płciowe) osoby powyżej piętnastego roku życia, przy czym nie istnieje żadne ograniczenie dotyczące technik seksualnych. Jeśli masz ponad piętnaście lat, lecz nie wiesz dostatecznie dużo o seksie, poniższy tekst może Cię zszokować. Jeśli natomiast nie masz piętnastu lat, lecz posiadasz podstawową wiedzę o życiu seksualnym człowieka i jego budowie anatomicznej, to śmiało!

Piszę dla osób zainteresowanych seksem analnym, aby uzmysłowić, że nijak się nie ma do kwestii orientacji psychoseksualnej. Opis seksu analnego jest ten sam dla wszystkich kombinacji, nikt nie ma na tę rozkosz monopolu.


Do homofobów
Bez obaw, tekst traktuje wyłącznie o heteroseksualności, bez żadnych wzmianek, aluzji bądź analogii do innych tematów. Jeśli lubisz sobie wyobrażać obrzydliwości, to zapraszam tutaj.


Seks analny heteroseksualny

Praktyki analne można realizować w parze heteroseksualnej na dwa sposoby: Mężczyzna aktywny, kobieta pasywna; lub mężczyzna pasywny, kobieta aktywna, z tubką wazeliny, wibratorem (byle w neutralnym kształcie, np. pingwin lub zwykła pałka, a najgoręcej polecam wibrujące jajko) lub w gumowej rękawiczce.

Każdy przy orgazmie czuje skurcze mięśni dolnej części ciała, w tym skurcze zwieracza. Te skurcze są bezsprzecznie przyjemne, co więcej, bez tego orgazm nie byłby tym, czym jest. Każdy ma zwieracz, nie? A zatem każdy z każdym może seks analny uprawiać. Nie musisz się posuwać do penetracji, wręcz bym ci to na początku odradzał! Ale wiedz, że odpowiednie ćwiczenia wzmogą doznania. Dalej...


Dla heteroseksualnych kobiet zdradzanych przez mężów z facetami

Przyjemność z seksu analnego mają obie strony: osoba pasywna napinając pośladki zapewnia facetowi, który wkłada, niesamowite doznania, a nawet decyduje o momencie, kiedy osiągnie orgazm.
Kwestie higieniczne stanowią dodatkową różnicę między seksem analnym z kobietą (szczególnie jeśli rzadko to uprawiasz) a z gejem (który ma większe doświadczenie, jeśli chodzi o zadbanie o czystość).
Dlatego tylu facetów zdradza swoje żony z gejami, samemu utrzymując, że nimi nie są. Nie musicie się o nic martwić, wasi mężowie naprawdę nie są homo nawet wtedy, gdy sypiają z facetami, a mam nadzieję, że dzięki mojemu opisowi będziecie wiedziały, „jak mu dać to, co tamten mu daje”. Pamiętajcie o masażu pośladków i pleców - oni to uwielbiają.


Do nauczycieli i wychowawców

Jeśli pragniesz wykorzystać powyższe wiadomości do pogadanki z młodzieżą, daj mi znać, żebym Ci mógł podać bibliografię i dopowiedzieć to wszystko, co przez pruderię pominąłem.
Chętnie odpowiem na każde pytanie.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Co kogo brzydzi

Ostrzeżenie

Poniższy tekst jest wyjątkowo wulgarny, ponieważ opisuje obrzydliwości, jakie sobie wyobraża (i opowiada na prawo i lewo!) homofob, i ich ekstrapolację. Czytasz go na własną odpowiedzialność. Jeśli jesteś osobą wrażliwą, to lepiej wróć na poprzednią stronę lub przeskocz do następnego rozdziału. Jeśli jesteś młody i nie masz jeszcze zdobytej podstawowej wiedzy o życiu seksualnym człowieka, to lektura wpłynie niekorzystnie na twój rozwój.

Drogi Homofobie!

Jeśli mówisz, że brzydzą cię praktyki homoseksualne, to znaczy, że nie wiesz, czym jest orientacja seksualna i co znaczy być gejem. Wypowiadając się na ten temat narażasz się na śmieszność i zarzut ignorancji.

Wiedz, że

Orientacje są dwie, ponieważ płcie są dwie: pociąg do mężczyzn i pociąg do kobiet.
Lubię mężczyzn - brzydzi cię to? Twoja żona lubi mężczyzn podobnie jak ja, jesteśmy tej samej orientacji.

Jedną z praktyk seksualnych jest seks analny, i brzydzi on niektórych. Ale!... Czemu przypisujesz anal gejom?! Skąd ten zaskakujący znak równości? Sam nie masz odbytu?! Seks analny (odbytniczy) może uprawiać każdy, kto ma odbyt.

Co do kału, to ma on tyle do seksu analnego, co oddawanie moczu do seksu prącio-waginalnego czy wymioty do seksu oralnego. Zdrowy człowiek nie ma takich skojarzeń i możliwością wypadku się nie przejmuje. Jeśli to pojąłeś, nie czytaj dalej, lecz wróć, skąd przybyłeś.

W powyższym kontekście seks analny nie ma większego związku z orientacją seksualną, a tym samym nie ma automatycznego znaku równości między byciem gejem a seksem analnym.


Wiedz, że Biblia piętnuje z tych samych powodów (prokreacyjna funkcja seksu) i tak samo silnie (aż do kary śmierci włącznie) każdy akt współżycia płciowego nieprowadzący do zapłodnienia. Oznacza to zakaz współżycia z kobietą w okresie niepłodnym, za pogwałcenie którego pójdziesz do piekła. Pójdziesz do piekła także wtedy, gdy nie wygnasz swej kobiety z miasta na pustynię na czas miesiączki. (Jeśli mieszkasz tam, gdzie ja, to pustynie masz do wyboru dwie: Starczynowską i Błędowską, a także rozległą piaskownię).

Co do gejów, biblia nigdzie ich nie potępia! Ba, słowo gej nigdzie w niej nie występuje.

Owszem, istnieje pewien mętny zapis: jeśli będziesz współżył z mężczyzną tak, jak współżyjesz z kobietą..., ale nie ma wątpliwości, że nie odnosi się do nas z bardzo prostego powodu: gej nie współżyje z mężczyzną tak, „jak mężczyzna współżyje z kobietą”, lecz współżyje z mężczyzną tak, jak mężczyzna współżyje z mężczyzną. Zresztą przez trzy tysiące lat mędrcy nie dociekli, kogo w tym miejscu biblia potępia, więc dali sobie spokój, i dlatego w Izraelu mężczyźni mogą się pobierać.

W Izraelu nie istnieją urzędy stanu cywilnego ani nowoczesny kodeks cywilny - państwo przyjmuje do wiadomości małżeństwa swoich obywateli zawarte przed władzami religijnymi lub za granicą, zazwyczaj na Cyprze; jeśli małżeństwo zawrze dwóch mężczyzn lub dwie kobiety, ma ono automatycznie skutki prawne.

Biblia określając jako „obrzydliwe” stosunki mężczyzny z mężczyzną ma na myśli oczywiście hetero: dla mężczyzny heteroseksualnego stosunek z mężczyzną jawi się jako obrzydliwy w takim samym stopniu, jak dla homo - stosunek z kobietą. Zresztą nie jest to wielkie obrzydzenie - biblia porównuje to z dotykiem świńskiej skóry, jedzeniem małży itp. Dosłownie chodzi o to, że kto porzuca współżycie z kobietą, aby współżył z mężczyzną...

Biblia zawiera kilka opowieści homoerotycznych (Dawid i Jonatan), ani też Jezus w żadnym miejscu nie jest hetero...

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

X to nie Y.

Dlaczego nie lubię definicji negatywnych (czyli sytuacji, kiedy definiuję X jako „X to nie jest Y” zamiast „X to takie Z, które V”)? Otóż każdy nauczyciel zauważył, że uczeń mówi przy odpowiedzi lub pisze na teście dokładne przeciwieństwo tego, co powinien. Wina leży po stronie nauczyciela, który prawdopodobnie powiedział wiele wcześniej: „Pamiętajcie, nie mylcie X i Y, ponieważ to są dwie różne rzeczy!” Efekt - uczniowie właśnie pod wpływem słów nauczyciela zaczynają plątać. Gdyby był nic nie powiedział, nie byłoby problemu. Jak wygląda ten mechanizm?

Rada: Kiedy zauważysz, że uczeń plącze X z Y, to nie wciskaj mu do głowy, że ma nie plątać, lecz przeciwnie: raczej odwróć jego uwagę, a do kwestii X wrócisz później, kiedy uczeń będzie miał świeży umysł. Należy osiągnąć, aby uczeń niewłaściwie zrozumianą definicję zapomniał(!), a nie dodawał do niej (w stresie) negacje.


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Kim jestem

Jestem Arkadiusz Karski. Mieszkam w Bukownie (50°16'N, 19°28'E według GoogleEarth) i Budapeszcie (47°30'N, 19°4'E według GoogleEarth). To jest moja strona. Redagowałem ją mozolnie przez kilka miesięcy sam dla siebie celem uczczenia wieloletniej pracy z dziećmi i młodzieżą (no i rodzicami). Teksty, które tutaj znajdziesz, są celowo pisane takim stylem, aby nie było wiadomo, które stwierdzenia bazują na objektywnej wiedzy naukowej, a które stanowią moje osobiste przemyślenia (bo co komu do tego?), a przede wszystkim, aby nie zdradzić niechcący żadnej informacji, którą posiadłem o konkretnych osobach i ich kłopotach wychowawczych.
Aby się skupić na najważniejszym i nie wypowiadać na tematy, które mnie nie dotyczą i nie mam dostatecznej wiedzy, dla uproszczenia nie wspominam o lesbijkach, a i o kobietach niewiele. Mam nadzieję, że mi to będzie wybaczone.

Mam nadzieję, że stronka zainspiruje nauczycieli szkół publicznych, aby wprowadzić do klasy odrobinę normalności. Strona w żadnym razie nie odzwierciedla tego, co się dzieje w polskiej szkole - wręcz przeciwnie, opisuje to, czego nie ma, a powinno być: przekazywanie rzetelnej wiedzy naukowej, walka ze stereotypami, rozwiązywanie problemów związanych z dorastaniem.


W polskiej szkole mężczyźni to rzadkość. Hetero nie garną się do zawodu, więc każdy GEJ jest na wagę złota. Moja strona udowadnia, że homo jest lepszym nauczycielem, niż spawaczem. Nie zawiera treści szokujących, lecz wyłącznie materiał o wartości pedagogicznej, chyba że wyraźnie zaznaczę, że dla osób dojrzałych. Nie zawiera niczego, co by podpadało pod „promocję”, „propagowanie” itp. czegokolwiek - jeśli jesteś innego zdania, napisz proszę, podając konkretne cytaty. Strona mnie przerosła, stąd inkoherencje. Możesz czytać skakając po linkach (bordowe odsyłają do kotwic na tejże stronie, zielone do podstron, niebieskie na zewnątrz), w poprzednie miejsce wrócisz wciskając BACKSPACE.

Strona się rozrosła ponad miarę. Pierwotnie zawierała jedynie informacje o orientacji psychoseksualnej, homofobii, coming oucie, aspektach prawnych homomałżeństw i homoadopcji, a przede wszystkim: co dla mnie znaczy być gejem: Być gejem to radość. Na to otrzymałem m.in. wpisy do księgi gości, z których wynikało, że moje słowa są brane za żart lub że przesadzam. Nie! Dlatego zacząłem rozbudowywać stronę, aby wyjaśnić, jak to się stało, że jako gej spotkałem się wyłącznie z sympatią, życzliwym zainteresowaniem i szacunkiem.
Strona jest pogmatwana, zawiera bez dowodu twierdzenia brutalne, a to dlatego, że lawiruję, aby uniknąć najgorszego: opisu tych przerażających scen przemocy fizycznej i psychicznej, jakich byłem świadkiem w polskich rodzinach.

Jeśli interesują cię kwestie związane z wychowaniem, a w szczególności jesteś zaniepokojona/y, że ktoś taki może uczyć dzieci, i nie możesz zrozumieć, jak rodzice na to pozwalają, to proszę, odstaw na bok uprzedzenia i wyobraź sobie, że widzisz świat tak, jak go widzi mój uczeń - dziecko zaniedbane, wręcz maltretowane: masz inteligencję poniżej przeciętnej, w szkole się męczysz, ponieważ nie jesteś w stanie nadążyć za materiałem, nauczycielki dawno spisały cię na straty - nawet nie odpowiadają na twoje dzieńdobry, masz opinię chuligana i lenia; rodzice się tobą nie zajmują. Jednocześnie jesteś chłopcem, który zaczynasz dojrzewać: masz pierwsze erekcje itp. I nie ma nikogo, żeby zapytać o dojrzewanie. Jeśli zapytasz rodzica o napletek, to dostaniesz w pysk! Jeśli znajdą u ciebie świerszczyk, to dostaniesz w pysk! Filmów edukacyjnych na temat dojrzewania nie wolno ci oglądać.

Niniejsza strona jest mocno monotematyczna, opisuje jeden aspekt mojej pracy. W rzeczywistości aluzje do seksualności toną wśród innych wypowiedzi i zachowań, do tego stopnia, że uczniowie ich nie zauważają. Opisać drogę do szkoły tak, aby mogła się nią udać osoba na wózku inwalidzkim, jest o wiele trudniejsze, niż wyliczyć, ile istnieje kombinacji w przypadku rodziny czteroosobowej (tata, mama, syn, córka; tata, tata, syn, córka; tata, mama, córka, córka itp.).

Że mieszam młodzieży w głowach? Bynajmniej! Prawdziwe mieszanie w głowach dotyczy lekcji historycznych.
Zresztą ile się można emocjonować tym, że „uczy mnie gej”? Tydzień, dwa, miesiąc?
Najważniejsze, żeby się nauczyli obok przedmiotu szacunku dla inności, czyli do samego siebie, ponieważ proszę pamiętać, że u mnie inność to hetero.


Młodzież chce mieć prawdomówne nauczycielstwo i ma do tego prawo, a nauczycielstwo chce być prawdomówne i uważa to sobie za punkt honoru i za kwintesencję nauczycielskiej etyki zawodowej. Przyjmuje ono jako pewnik nie ulegający wątpliwości, iż nauczyciel, pełniąc swoją funkcję, ma prawo i obowiązek zawsze być w zgodzie z własnym przeświadczeniem i głosić uczniom od siebie tylko to, co sam uważa za prawdę. Inaczej będzie kłamcą i kłamców będzie wychowywał własnym przykładem.

Tadeusz Kotarbiński, cytat za Jerzy Pelc Wspomnienie pozgonne o Tadeuszu Kotarbińskim

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Homofobiczne pranie mózgu

Dziecko homofoba tysiące razy słyszało, że „pedały są be”, przy czym nie wolno mu nawet zapytać, dlaczego. Jakakolwiek próba podważenia tego stwierdzenia lub prośby o uzasadnienie wywołują agresję homofoba. Na tym polega pranie mózgu: zabijasz u dziecka zdolność samodzielnego myślenia, wmawiasz mu swoje urojenia, wykorzystując swoją przewagę nad nim. Mimo iż urojenia homofobiczne są w jawnej sprzeczności z tym, co dziecko widzi, musi ono tłumić swoje własne odczucia i powtarzać za ojcem pedały są be!, co wywołuje u niego kompleksy, a nawet nerwice. A potem ja to muszę odkręcać, przy czym brutalność terapii jest wprost proporcjonalna do stopnia zakotwiczenia kompleksów homofobicznych.

Dzieci nie są homofobiczne, ponieważ nikt się nie rodzi z uprzedzeniami. Homofobia jest wmówiona i nieobecna w umyśle jeszcze dwunastolatka. Natomiast u polskich maturzystów, czyli po latach homofobicznego prania mózgu, jest dość powszechna.

Wyprać mózg dorosłemu tak, żeby sobie przywiązał bombę i wysadził się w powietrze z przypadkowymi przechodniami, nie jest trudno. Z dzieciakiem mógłbym to zrobić śmiesznie łatwo: proszę pamiętać, że większość moich uczniów jest słaba intelektualnie, a niektórzy są upośledzeni umysłowo. Ale nie chcę. Nie chcę, ponieważ jestem ateistą i antyklerykałem. Osoba poddania praniu mózgu ma na tyle zniszczoną osobowość i osłabioną wolną wolę, że staje się podatna na indoktrynację religijną. Gdybym chciał wpoić nastolatkowi ślepą wiarę w to, co mówię, i posłuszeństwo, to w efekcie byłby podatny na każde pranie mózgu, i być może dałby sobie wmówić homofobię i inne katolickie rasizmy. Dlatego pracuję, aby wzmocnić jego wolę, uodpornić na pranie mózgu. Ucznia mam na kilka miesięcy lub kilka lat; nie zależy mi, żeby się słuchał przez ten czas i mi potakiwał, cokolwiek powiem, ale aby do końca życia nie dał sobie wmówić bredni.

Zgubne skutki homofobicznego prania mózgu

Co się stanie, gdy nastoletni syn homofoba odkryje, że sprawia mu przyjemność dotykanie odbytu lub uciskanie prostaty, a jest hetero? Usłyszy od ojca „wytłumaczenie”, że jest ciotą itp. Tymczasem doznania analne są podyktowane anatomią, a nie orientacją psychoseksualną! Chłopak będzie miał teraz rozterki: jak mogę być gejem, skoro podobają mi się dziewczyny, mam dziewczynę, nawet z nią spałem, było super, a tu się okazuje, że jednak jestem homo?!

Drogi nastoletni hetero!
Jeśli jesteś hetero, to znaczy, że odbyt stanowi u ciebie sferę erogenną, tak jak u każdego, nie ma to związku z orientacją psychoseksualną.

Natomiast jeśli od czasu do czasu najdzie cię myśl „Jak by to było przespać się z chłopakiem?”, to nadal jesteś najpospolitszym hetero, a w najlepszym wypadku lekko bi. Co więcej, nawet pojedyńcze doświadczenie homoerotyczne nie uczyni z ciebie geja. Takie ciągotki są ludzkie i zupełnie naturalne. Ich przyczyna może leżeć w zwykłej ciekawości lub chęci utwierdzenia się w swojej męskości. Niejeden hetero wyznał mi w tajemnicy: „Próbowałem z chłopakiem: nic z tego - ale teraz mam pewność, że jestem 100% hetero.

Zresztą nie musisz się z nikim przesypiać, żeby wiedzieć - wystarczy doczytać (Ctrl + D).


Drogi Homofobie!
Zauważ, że im więcej będzie twój syn wiedział o gejach, tym mniej go będzie korciło, aby wypróbować z czystej ciekawości.


O myśleniu stereotypami i ich rozwalaniu

Jako nauczyciel mam za zadanie nauczyć dziecko samodzielnego myślenia. W tym celu w pierwszym rzędzie zabijam w nim odruch niemyślenia. Osiągam to manipulując uczniem i jego uczuciami. Techniki manipulacji doskonalę już od dwudziestu lat, wkładam w to całą swoją inteligencję, a efekty przerażają mnie samego. Już po kilku miesiącach wykształcam w nich odruch Pawłowa: kiedy widzę, że zaczynają się zastanawiać nad tym, nad czym nie powinni, odwracam ich uwagę dając trudne zadanie (np. gramatyczne). Np. w czasie lekcji wchodzi Bolarz, cmoka mnie w szyję i wychodzi do pracy. Już widzę wielkie okrągłe oczy ucznia, już mu wymyślam zadanie na czas przyszły uprzedni czy inne całki, żeby mu się odechciało zastanawiać.

Zawstydzam ucznia, gdy powtarza banały; wyśmiewam homofobów, nawet gdy wiem, że jest nim ojciec ucznia, i stawiam go w sytuacji, w której albo potwierdzi, że homofoby to durnie, albo sam wyjdzie na durnia.

Przykłady durnych stereotypów, które zwalczam:

Wbrew pozorom, rozwalenie stereotypu nie jest ani trudne, ani czasochłonne, i nie prowadzi do powikłań. Trwa przeciętnie od dwudziestu sekund do półtorej minuty i wiąże się z uczuciem ulgi.

Na przykład typowe dla wierzących narzucanie innym swojej ideologii można odbić prostym pytaniem: Którego boga spośród istniejących kilku tysięcy masz na myśli? Nazwij go, ponieważ «nasz» bóg nie istnieje - ja nie mam boga. Statystyczny wierzący to ignorant, nie umie określić, w którego i w jakiego boga wierzy.
Delikwent woli wtedy więcej o bogu nie wspominać, a jeśli już, to sprecyzuje, że „mój bóg”, lub doczyta, jak ma na imię ten bóg, w którego wierzy.

Gdy podkreślasz, że nie mam nic przeciwko, toleruję, ja nikomu niczego nie zabraniam itp., to informujesz, że nie zabraniasz, ponieważ akurat taki masz dzisiaj kaprys, a poza tym w każdej chwili możesz zabronić. Jest to przykre i lekceważące.

Prawda, że niszczę światopogląd ucznia (spoko - światopogląd oparty na stereotypach wali się jak domek z kart, bezboleśnie!), ale za to pomagam mu wybudować nowy, oparty na jego własnej wiedzy i przekonaniach. Taka sytuacja stanowi dla ucznia wyzwanie intelektualne: właśnie się okazało, że się myliłem, teraz będę musiał doczytać, aby móc sobie wyrobić nową, własną opinię. Nie ingeruję w treść przekonań - chcę, by były szczere, a nie bezmyślnie powtarzane za kimkolwiek.

Wychwytuję przypadki, gdy uczeń myśli schematycznie (czyli nie myśli samodzielnie, lecz bez emocji i bez zastanowienia powtarza zasłyszaną opinię), i w najlepszym przypadku proszę go o uzasadnienie, a w najgorszym uzmysławiam mu najdelikatniej, jak potrafię, że mówi bzdury. Proszę, aby się zastanowił, aby doczytał, poszukał w google'u. Jednocześnie nie jestem cenzorem - do jakiegokolwiek przekonania uczeń dojdzie, zyska tym mój aplauz, o ile dojdzie drogą samodzielnych przemyśleń. Nie oceniam treści, lecz jak do nich doszedł. Jeśli powtarza, co usłyszał od rodziców, a nie umie uzasadnić, to dostaje w ucho. Choć jestem logikiem, cieszy mnie sytuacja, gdy uczeń nie jest w stanie ująć w słowa (zwerbalizować) swoich odczuć, ale próbuje wyrazić swój entuzjazm lub dezaprobatę tak, jak potrafi: oczami, mimiką.

Moi uczniowie wyzbywają się wpojonych w dzieciństwie, świadczących o ignorancji stereotypów, w ich miejsce budują z moją pomocą nową spójną wizję świata. Prowadzę ich do tego techniką przemyślanych pytań, niczego jednak nie wmawiam. Nie pozwalam, aby uczeń oceniał się w stosunku do rodziców czy nauczyciela. Stanowi jednostkę, osobowość samą w sobie. Czternastolatek ma prawo i obowiązek mieć własny światopogląd, a moim zadaniem jest pomóc mu go wybudować na solidnych zasadach, żeby mógł go w razie potrzeby wybronić.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

EDUKACJA SEKSUALNA

W polskiej szkole nie ma przedmiotu edukacja seksualna. Nie ma nic, co by było do niego podobne czy to z nazwy, czy to z treści. Tzw. przysposobienie do życia w rodzinie nie ma wiele wspólnego z edukacją seksualną (co nie znaczy, że jest niepotrzebne): prawi o miłości, odpowiedzialności itp. zamiast informować młodzież o technikach seksualnych w kontekście zabezpieczania się przed choróbskami i ciążą oraz utrzymaniem higieny ciała.

Jak chcesz ostrzec młodzież przed ryzykiem zarażenia drogą seksu oralnego, jeśli najpierw nie wytłumaczysz, na czym polega seks oralny? Jak chcesz, żeby młodzież zrozumiała, o co chodzi, jeśli przeczytasz definicję z encyklopedii seksu, a nie pozwolisz na dyskusję?

Brak przedmiotu edukacja seksualna prowadzi do tego, że młodzież jedyną szansę na zdobycie jakiejkolwiek wiedzy widzi w praktycznym wypróbowaniu seksu. Do zbliżeń seksualnych dochodzi bez przygotowania (gumka plus tabletka poronna gdyby pękła!), z przypadkową osobą, po ciemku, w strachu, w wyniku czego seks nie zapewnia tej przyjemności, jaką powinien, i rodzą się kompleksy i wzajemne obwinianie. Strach, jaki towarzyszy pierwszemu zbliżeniu, spowodowany jest brakiem podstawowej wiedzy o seksie, a młodzież tłumi go najzwyczajniej w świecie alkoholem. Niezadowolenie z pierwszych zbliżeń spowodowane jest brakiem przygotowania teoretycznego, ale interpretowane jest inaczej, i młodzież szuka rozwiązania w zmienianiu partnerów i szukaniu ekstremalnych wrażeń.

Młodzież i dorośli, którzy są dobrze psychologicznie, medycznie i seksuologicznie poinformowani, potrafią ze zrozumieniem, sympatią i otwartością podchodzić do innych ludzi, szanować ich indywidualność, odmienność i różnorodność. Jednocześnie wiedzą też, jak zadbać o swe bezpieczeństwo, asertywnie bronić się przed jakąkolwiek manipulacją i nadużyciami. Rzadziej sięgają po środki zmieniające świadomość i po pornografię, przejawiają mniej zachowań destrukcyjnych i autodestrukcyjnych. Przede wszystkim jednak później i bardziej świadomie rozpoczynają współżycie płciowe.
Marcin Zawojski Homo znaczy człowiek

Polskie prawo zezwala na stosunki seksualne od piętnastego roku życia, przy czym nie istnieje żadne ograniczenie dotyczące technik seksualnych, płci partnera, liczby uczestników aktu seksualnego i stosowanych przy tym przyrządów. Dzieci mają prawo zdobyć rzetelną wiedzę naukową o życiu seksualnym człowieka (konwencja praw dziecka). Logiczne jest zatem, że edukacja seksualna powinna się zakończyć przed piętnastym rokiem życia, czyli zacząć kilka lat wcześniej.

W moim mniemaniu edukacja seksualna powinna być przedmiotem obowiązkowym od najmłodszych lat - do piętnastego roku życia muszą posiąść wszystką wiedzę związaną z życiem seksualnym człowieka - od mycia zębów przez techniki seksualne po formalności rozwodowe. Trudno jest uczyć czegokolwiek w czasie apogeum buntu młodzieńczego i burzy hormonów.

Rzetelna edukacja seksualna sprawia, że młodzież pożycie płciowe podejmuje później, w sposób odpowiedzialny (w gumce, bez alkoholu), ze znajomością tak technik seksualnych, jak i konsekwencji. Dzięki znajomości roztomajtych technik osiągania orgazmu seks penetracyjny poprzedza kilkuletni nawet okres seksu „bezinwazyjnego”: oralny, petting itp.

Perwersyjne skutki pseudo-przedmiotu „przygotowanie do życia w rodzinie”

Tzw. przygotowanie do życia w rodzinie nie jest przedmiotem w żadnym sensie tego słowa: nie ma obowiązkowego minimum programowego; jego prowadzenie uzależnione jest od woli nauczyciela i może być zablokowane przez pojedynczego rodzica. W wielu przypadkach sprowadza się do indoktrynacji religijno-ideologicznej. Jest to przeciwieństwo przedmiotu edukacja seksualna, skutki braku którego jeżą włosy na głowie.


Tabu seksualne

Nagrobek na cmentarzu Kerepesi w Budapeszcie
Nagrobek na cmentarzu Kerepesi w Budapeszcie

Tabu może oznaczać zjawisko pozytywne i ze wszech miar pożądane. Na tej jednak stronie używam terminu tabu na określenie zjawiska tożsamego zakłamaniu, reprymowaniu swoich pragnień, prowadzącego do powstawania kompleksów i nerwic. Tabu, jakimi polskie społeczeństwo otacza kwestie związane z seksualnością, prowadzi do skutków przeciwnych do deklarowanych. Seksualność redukuje do wulgarności: skoro nie wolno rozmawiać o seksie normalnie, to się o nim rozmawia wulgarnie.

Używam francusko-angielskiego słownika obrazkowego: po lewej kobieta, po prawej mężczyzna, wszystko mają ponazywane. Słów wagina, jądra, tyłek uczę jednocześnie z oczy, uszy, łokieć. Nie ma problemu.
W Polsce: rysunek przedstawiający człowieka i nazwy części ciała jest ocenzurowany: okolica łonowa nie istnieje albo jest rozmazana. Co wtedy: ano - uczniowie dorysowują, co trzeba, i chichrają się, który dorysował większego. Lekcji nie da się prowadzić.

To brak nawiązań do seksualności prowokuje do wprowadzenia takowych przez młodzież. A ponieważ otwarte mówienie o seksie jest reprymowane, odzywki te mają charakter kompulsywny: uczeń jest spięty, zamiast zwyczajnie powiedzieć, co mu wpadło do głowy, raczej wybucha. Wokół erotyka, a młody człowiek ma udawać, że tego nie ma - tak się nie da!

Tabu nie eliminuje erotyki, lecz ogranicza ją do wulgarności, jaka charakteryzuje styl rozmowy nastolatków. Tej wulgarności nic nie równoważy, a młodzież zna seks wyłącznie od strony niewyszukanych dowcipów, przechwałek i plotek. Istnienie tabu zamienia erotykę w pornografię.

Młodzież mamy wspaniałą - robią wielki wysiłek, aby dorównać poziomowi społeczeństw rozwiniętych. Oceniam, że przeciętny nastolatek w Polsce ma już tylko dwa lata spóźnienia w stosunku do np. przeciętnego licealisty węgierskiego. Tzn. szesnastolatek z Krakowa osiąga wiedzę i dojrzałość, jaka charakteryzuje czternastolatka w Budapeszcie. Maturzysta, który się głupio uśmiecha i traci koncentrację, ponieważ zobaczył lub usłyszał na lekcji słowo penis? Tylko w Polsce się z tym spotkałem.

Aby nie być gołosłownym, przytoczę przykład Austrii, gdzie niedawno postanowiono dać prawa wyborcze szesnastolatkom. W Austrii wprawdzie nie byłem, ale na Węgrzech bez wahania podpisałbym się pod petycją w sprawie uznania, że osoby szesnastoletnie osiągnęły poziom dojrzałości pozwalający im podjąć życiowe decyzje.

Jednym z kryteriów dojrzałości jest umiejętność rozwiązywania konfliktów i zapobiegania im. Jeżeli wyładowujesz na innych swoje kompleksy, jest to oznaka niedojrzałości. Homofobia jest oznaką niedojrzałości.


Słowem brak erotyki jest nienormalny. Nie da się ani wychowywać, ani uczyć języka na przykładach wysterylizowanych z odniesień do seksualności. Z pedagogicznego punktu widzenia reprymowanie erotyki niesie skutki destrukcyjne w większym stopniu, niż pornografia. Dlatego na moich lekcjach erotyka jest wszechobecna, tak jak w życiu.

Najdobitniejszym przykładem szkodliwości tabu jest ograniczenie OD OSIEMNASTU LAT. Ograniczenie to jest absurdalne i antywychowawcze: przecież uprawiać seks wolno od piętnastego roku życia, to czemu nie wolno o tym mówić? Prawnik by powiedział, że skoro ustawa zezwala na więcej (aktywne uprawianie seksu), to tym samym zezwala na mniej (rozmowa o seksie, oglądanie scen erotycznych, czytanie stron heterofobów).

Jeśli film z przemocą, gdzie kobiety są dodatkiem spełniającym seksualne zachcianki mężczyzn, oznaczasz jako OD 12 LAT lub OD 15 LAT i puszczasz wieczorem, a film bez scen erotycznych, w którym występuje para gejów, OD 18 LAT i późno w nocy, to nie nauczysz młodych ludzi ani odróżniać erotyki od pornografii, ani że przemoc to nie sposób na rozwiązywanie problemów.
Dziecko wie, że nie ma różnicy między parą dwóch mężczyzn i parą różnopłciową, jeśli chodzi o takie rzeczy, jak wspólne gospodarstwo, pieszczoty i całusy itp. Ono nie rozumie, dlaczego mu nie wolno obejrzeć filmu, gdzie faceci się przytulają, a wolno, gdzie się strzelają lub gwałcą kobiety.

Szanowny Rodzicu!
Martwi cię, że twoja pociecha ogląda pornole mimo młodego wieku? Nie masz na to wpływu: jeśli zakażesz i ukarzesz, to najwyżej pójdzie do innego kolegi oglądać albo będzie spędzał noce na ściąganiu filmików. Jest inna metoda: skanalizuj zainteresowanie seksem ku dobrym filmom ze scenami erotycznymi. Czytając program TV zastanów się, czy dany film jest wart obejrzenia, jeśli tak, to podsuń dziecku pomysł, aby sobie obejrzało. Zapełń mu czas i umysł delikatną erotyką, w ten sposób wypchniesz pornografię. Oczywiście pomyśl o tym, gdy dzieciak ma dwanaście lat i inicjację seksualną przed sobą, a nie wtedy, gdy już jest za późno. Wybór jest prosty: erotyka za twoją zgodą lub pornografia bez twojej zgody.


Polecam artykuł: Seks polskich nastolatków, a w nim: Dr Izdebski przytacza podstawowe punkty raportu WHO Wpływ edukacji seksualnej na zachowania młodych ludzi:
- Edukacja seksualna oraz edukacja na temat HIV nie powoduje zwiększenia aktywności seksualnej.
- Dobrej jakości programy edukacyjne pomagają opóźnić wiek inicjacji seksualnej.
- Pozwalają też uchronić młodzież już aktywną seksualnie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym wirusem HIV, oraz przed zajściem w ciążę.
- Edukację seksualną najlepiej zacząć przed rozpoczęciem aktywności płciowej.


Kiedy należy zacząć uświadamiać dziecko seksualnie?

Wtedy, kiedy zapyta po raz pierwszy. Nie istnieje dolna granica wieku.
Odpowiedź powinna być dostosowana do stopnia dojrzałości dziecka i jego wiedzy o świecie, jego ciekawości i wstydliwości (dzieci bywają wstydliwe same z siebie, więc nic na siłę!). Właściwie nie odpowiedź, lecz szczere rozmowy. Nie od święta, że sadzasz dwunastolatka na kanapie, i ponuro zapowiadasz mu, że DZISIAJ SIĘ DOWIESZ! Nie myśl, że jedna taka rozmowa załatwi sprawę - to dopiero początek. Uświadamianie seksualne to proces trwający wiele lat.
Jeśli zbędziesz zapytanie dziecka, lub odwrócisz jego uwagę, zyskasz na czasie (tylko po co?). Jeśli odłożysz na później (być może na nigdy), dzieciak zdobędzie wiedzę z innego źródła (wiesz, o kim myślę), a sam/a utracisz jego zaufanie. Przeciętny wiek dzieciaka, który stracił cierpliwość do rodziców i skierował się do mnie, to dziewięć lat.


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Erotyka łagodzi obyczaje

http://www.ankietka.pl/survey/frame/id/2248/geje_w_szkole_wersja_obszerniejsza.html

Piętnaście lat doświadczeń z młodzieżą trudną nauczyły mnie, że wulgarność i kojarzenie wszystkiego z seksem należy próbować kanalizować np. ku erotyce w sztuce, a nie rugować karami. W dużej mierze wulgaryzmy wynikają z frustracji wywołanej brakiem wiedzy o własnym dojrzewaniu.

Jedną z przyczyn agresji młodych chłopców są frustracje związane z dojrzewaniem, o którym nic nie wiedzą. Frustracje związane z dojrzewaniem nie są czymś naturalnym. Nie towarzyszą one dojrzewaniu „z zasady”. Nie są one także wynikiem braku edukacji seksualnej w szkole. Sam brak takiego przedmiotu nie jest straszny - są inne źródła wiedzy. Na Węgrzech również nie ma edukacji seksualnej, ale nie ma też pruderii - dzieci mają wolną rękę w zdobywaniu rzetelnej wiedzy i mogą mówić o seksualności bez skrępowania (może nie znaczy, że mówi!). Wystarczy nie przeszkadzać.

Wychowanie w pruderii
W Polsce powszechne jest karanie dzieci za seksualność, za erotykę, za nagość. Podam tylko jeden przykład:
Pięciolatek zobaczył przypadkiem rodzica nagiego (osunął mu się szlafrok). Co wtedy? Wrzask, gwałtowne zasłanianie się, i wyganianie z pokoju. Trauma u dziecka gwarantowana. Możliwe, że tę traumę będzie na nowo przeżywać przechodząc obok nagiego posągu lub wchodząc do mieszkania, gdzie na ścianach wiszą akty. Być może do końca życia każda nagość będzie dla niego budzącą strach pornografią.
Na Węgrzech nie ma tabu. Młodzież może mówić, o czym chce. To nie znaczy, że mówi. Jeśli jest spokój, to młody człowiek może się sam zastanowić i odpowiedzieć sobie na swoje pytania, albo odyskutuje je z kolegami, zrozumie, wie i po problemie. Umie odróżnić erotykę od pornografii.

W Polsce młodzież jest sfrustrowana, ponieważ nie wolno jej mówić o seksie. Pruderyjny jest dom i szkoła i telewizja i trzepak.

Pruderia jest tożsama z pornografią, ponieważ jeśli nie wolno rozmawiać o seksie normalnie, to się o nim rozmawia wulgarnie.

Młodzież ma prawo poznać wiedzę odnoszącą się do nich samych, do ich organizmów. Ignorancja seksualna w Polsce jest tak głęboka, że młodzież nie wie nawet, czego jej brakuje. Nie wie, o co miałaby pytać. Zapytaj piętnastolatka, czy mu potrzebna edukacja seksualna. Typowa odpowiedź to Już nie, w tym wieku wiem, co trzeba, o gumce i stosunku przerywanym. Ale zapytaj go o stulejkę lub przed czym go chroni ten stosunek przerywany i masę innych rzeczy - nie wie, ile nie wie! Internet problem tylko pogłębił - ciężko się odnaleźć w tym nawale informacji. Aby zrozumieć, nie wystarczy przeczytać, trzeba przedyskutować.

Czym się różni sztuka od pornografii?

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Dziewictwo.

Dziewictwem posługują się osoby postrzegające świat jako wyłącznie czarno-biały. Nie istnieje objektywnie* coś takiego, jak dziewictwo.

*Jeśli coś nie istnieje objektywnie, to nie znaczy, że nie może istnieć subjektywnie, czyli w czyjejś głowie, na przykład w wyniku prania mózgu (tzw. „bóg”), choroby psychicznej (inne krasnoludki, „głosy” itp.) lub zaślepienia (komunizm).

Jeśli potraktujemy tzw. dziewictwo poważnie i będziemy się chcieli zastanawiać, kto jest dziewicą, a kto nie, otrzymamy masę absurdów.

Ale zacznijmy od początku, czyli cofnijmy się do czasów, kiedy światem rządziły niepodzielnie heteronormatywne szowinistyczne męskie świnie. Ubzdurały one sobie, że obecność błony dziewiczej jest dowodem, że kobieta nigdy nie miała stosunku z mężczyzną. Żaden z tych mężczyzn nie zadał sobie trudu (aż do niedawna), aby po prostu zapytać kobietę, jak to jest z tą błoną. A z błoną to nie jest tak, że albo jest, albo jej nie ma. Błona to nie membrana, lecz pozbawione funkcji ewolucyjne relikty, tak jak wyrostek robaczkowy czy małżowina uszna. Błona od urodzenia jest podziurawiona (aby krew menstruacyjna mogła ujść), a otwory mogą być większe lub mniejsze, jeden lub kilka; możesz mieć także coś jak strzęp błony lub nie mieć jej wcale.

Ale co ma błona do dziewictwa? Jeśli dziewictwo ma oznaczać, że kobieta nigdy jeszcze nie odbyła stosunku waginalnego z mężczyzną, to błona jest zawodna - wcale nie musi koniecznie pęknąć w strugach krwi za pierwszym razem. Krwawienie może być obfite lub mniej. A to, z kim kobieta ma stosunki i jakie, to wyłącznie JEJ sprawa, a nie mężczyzn.

No i najciekawsze: Błonę można zaszyć chirurgicznie, czyli dziewictwo można odtworzyć. Tak więc jeśli kobieta krwawi, to wcale nie znaczy, że mężczyzna jest jej pierwszym.

W krajach, gdzie panuje kult dziewictwa, jego ofiarą nie padają „puszczalskie” (te pójdą do lekarza, żeby zaszył), lecz te „czyste”, które miały nieszczęście, że urodziły się bez błony nie wiedząc o tym.

Kim jest dziewica czy też kto jest dziewicą? Czy dziewicą jest kobieta, która nie odbyła stosunku płciowego nigdy żadnego z nikim, czy też taka, która nie odbyła stosunku waginalnego z mężczyzną? Czy jest dziewicą dziewczyna, która się wymasturbowała gumowym penisem? Która miała stosunek analny lub oralny z trzynastu chłopcami, a żadnego waginalnego? Która jest lesbijką i uprawia regularnie seks bez rozrywania błony (a potem, żeby było śmieszniej, urodzi jako dziewica dziecko poczęte wstrzyknięciem plemników anonimowego dawcy)? Która urodziła się bez błony dziewiczej? Której błona dziewicza była strzępem albo pękła sama przy bieganiu, kiedy była dziewczynką? A dziewczyna, która w czasie stosunku przestraszyła się krwawienia lub bólu i poprosiła, aby się chłopak wycofał, zanim przerwał błonę do końca - teraz jest półdziewicą?

W naszej kulturze nadal niestety wymaga się od dziewczyny, aby albo była dziewicą, albo nią nie była. Potem czytam lub wysłuchuję śmieszno-strasznych rozterek, których by można uniknąć: Czy jestem dziewicą, skoro uprawiam seks od dwóch lat, i nigdy jeszcze nie krawiłam?

Doprawdy, bycie gejem pozwala popatrzeć na pewne sprawy z właściwej perspektywy - wtedy widać, że pewne pojęcia są puste.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Zagrożenia związane z AIDS

Czy mogę pić i jeść z tego samego naczynia, używać tych samych sztućców itp.?
NIE! A przynajmniej nie zawsze, na przykład nie wtedy, gdy masz jakąkolwiek infekcję bakteryjną lub wirusową (jak choćby opryszczka). Dla organizmu osoby chorej na AIDS - z osłabioną odpornością lub wręcz pozbawionego systemu immunologicznego - każde błahe zakażenie może być groźne.
Seks bez prezerwatywy grozi zarażeniem wirusem HIV.
Nie całkiem to prawda! Seks bez gumki wiąże się z ryzykiem złapania jednej lub kilku spośród wielu chorób przenoszonych drogą płciową, w tym AIDS.
Czy pigułka zapewnia dobrą ochronę przed niechcianą ciążą?
Odpowiedź niby poprawna, ale nie zawsze właściwa w danym kontekście: Tak.
Pełna odpowiedź: Pigułka owszem chroni przed ciążą (niczego nie gwarantując na 100%), ale nie chroni przed choróbskami przenoszonymi drogą płciową. Tylko seks w gumce jest bezpieczny.

bezpiecznie.org.pl poradnia internetowa
http://www.bezpiecznie.org.pl/

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

HETEROFOBIA

„Heterofob” to oczywiście jedynie niesmaczna prowokacja. Tak naprawdę chodzi o zwykłą homofobofobię. Heterofob to osoba bez nienawiści i bez kompleksów.


Drogi Geju!
Jeśli homofob ci dokucza, rzuca w ciebie kamieniami, okłada cię pięściami lub kopie cię leżącego, nie miej do niego żalu. Homofob nie ma żadnych złych intencji, a jego działania wynikają wyłącznie z odruchu samoobrony. Homofob cię atakuje, ponieważ chce uniknąć tego, do czego doprowadziła w Bukownie moja niestrudzona homoagitacja: sześćdziesiąt procent mieszkańców już zmieniło orientację, a na niedobitki polują wieczorami bandy heterofobów. Terror, jaki zapoczątkowały (niechcący!!!) moje nawoływania, doprowadził do tego, że już żadna para hetero nie śmie wyjść na ulice trzymając się za ręce, a miejscowa gazeta zamieszcza wyłącznie przedruki ze strony heterofoba.
Drogi Geju! Do maja zeszłego roku żyłeś sobie spokojnie, ciesząc się pełnią praw, wasz związek był formalnie uznany. A tu nagle ludzie zaczęli cię unikać, krzywo na ciebie patrzeć, a nawet ci złorzeczono lub cię upokorzono, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Przyjmij moje uniżone przeprosiny - to wszystko moja wina - swoją stroną wywołałem nowe, nieznane wcześniej zjawisko - homofobię (czyli że niektórzy ludzie odnoszą się do gejów z niechęcią). Gdyby nie ja i moja strona, to by homofobii nie było, dlatego przepraszam.


O etymologii (czyli pochodzeniu) słów homofob i heterofob

Pierwotnie w greckim „fobia” znaczyło jednocześnie strach i niechęć, ale w słowie „homofob” sens „strach” się zatracił. Została „niechęć”.

Pojęcie „homofob” wymyślił George Weinberg w roku 1972 na oznaczenie mężczyzny, który okazuje publicznie swoją niechęć/wrogość wobec gejów, ponieważ obawia się, że jeśli zachowa neutralność, to wyjdzie na jaw jego skryte pragnienie seksu z mężczyzną. Znaczenie to wyrażają elementy homo (skrót od homoseksualność) i fobia (z greckiego strach).

Od czasu stworzenia terminu homofob, zmieniło się jego znaczenie, a w szczególności „odpadła” część mówiąca o obawie, czyli że dzisiaj rdzeń -fob- jest pusty semantycznie. To nowe znaczenie jest dzisiaj najpowszechniej stosowane (ale nie jedyne):

Homofob to osoba okazująca publicznie niechęć/wrogość wobec gejów i/lub lesbijek (z jakiegokolwiek powodu).

(definicja mówi o okazywaniu, także bezwiednym, a nie o rzeczywistych uczuciach!)

Znaczenia słów się zmieniają. W tym przypadku nadal stosujemy rdzeń „fob” oznaczający „strach”, tak samo jak nadal mówimy o miednicy, chociaż nie wykonuje się jej już z miedzi, lecz z plastiku. To, że Homofob nie obawia się ujawnienia skrytych pragnień, jest oczywiste - homofob nie skrywa swoich homoerotycznych wyobrażeń, ale się z nimi obnosi, epatuje, rozpowiada na prawo i lewo o swoim zafascynowaniu seksem męsko-męskim. Homofob to homofascynat.

Słowo homofob ma dwie podstawy słowotwórcze: homoseksualność/homoseksualny* skrócona do homo oraz fob(os), do których dodano formant -ia

*Abstrahuję tutaj od tego, że w języku polskim przyjęły się nieużywane w innych niedorzeczne końcówki -ista, -izm.

Tymczasem heterofob powstało ze słowa homofob przez symetrię (jedna z rzadziej używanych technik derywacyjnych). Podstawą słowotwórczą formy heterofob jest homofob (wzięte w całości, a nie jako suma elementów), a nie hetero(seksualność) i fobia (strach). Heterofob jest to zatem osoba, która nie zgadza się z tym, co mówi homofob. Tylko tyle, nic więcej.


Wojciech StaszewskiAnia ma dwóch tatów


O zachowaniu stadnym (psychologia tłumu)

Brytyjczycy - nie oni pierwsi! - kwestionują przy okazji nasz ludzki, wyjątkowy status, ukazując, jak blisko nam, stłoczonym w tłumie, do zachowań mrówek, ryb i ptaków. Ptak jest w stanie poderwać stado do lotu, jedna zdeterminowana mrówka zmienia kierunek marszu całej grupy - przypomina Dyer. - Przypuszczam, że wykryty przez nas współczynnik może okazać się równie trafny w odniesieniu do każdej gromady.


O tzw. politycznej poprawności

Chodzi o to, aby jeśli masz wybór użyć określenia obraźliwego lub neutralnego, posłużyć się raczej tym ostatnim. Wyjdzie to na zdrowie Tobie, ponieważ przestaniesz się definiować negatywnie:

Propozycja, która kryje się w politycznej poprawności, jest trudna: być zadowolonym z siebie na podstawie tego, kim się jest, a nie tego, że nie należy się do pogardzanej kategorii osób. (Bożena Umińska-Keff)
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Do przyjaciółek lesbijek.

Jak już zaznaczałem, skupiam się na mężczyznach (gejach, hetero i homofobach), aby się nie poplątać, a także aby nie było, że wypowiadam się na tematy, na których się nie znam. Jestem Wam oddany duszą i ciałem, zapewniam. Ufam, że zrozumiecie mój krok: aby pozostać konsekwentnym, poprzeprawiam uznane przeze mnie za przestarzałe i nieadekwatne pojęcia „homoseksualista” i „homoseksualność” na ludzkie gej i bycie gejem. Tym niemniej myślę, że możecie mnie cytować na swoich stronach. Wystarczy przeprawić „gej” na „lesbijka” i rodzaj męski na żeński.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl



O wychowaniu patriotycznym

Dirk Verhofstadt Humanizm kosmopolityczny
Kosmopolityzm jest postawą etyczną. Podkreśla solidarność każdego człowieka z ludzkością całego świata, niesie koncepcję obywatela Świata, kładzie nacisk na prawa jednostki a nie narodu, grupy etnicznej czy społecznej. Esencją kosmopolityzmu jest to, że my jako ludzie mamy obowiązki w stosunku do innych, także do tych, którzy nie należą do naszej rodziny, przyjaciół, kraju czy narodu. W tym sensie hasło „mój naród najważniejszy” jest sprzeczne z kosmopolityzmem. Równocześnie kosmopolityzm jest przeciw każdej formie religii, która głosi solidarność wewnątrz grupy wiernych, a odrzuca wszystkich spoza jej kręgu.

Połowa lekcji polskiego i trzy czwarte lekcji historii to indoktrynacja patriotyczno-religijna. Większość uczniów jej sobie nie życzy. Część uczniów nie czuje się ani katolikami, ani Polakami, i dla nich lekcje stanowią pranie mózgu. Zmuszani są zajmować się patriotycznymi bzdurami niewiele się różniącymi od recytowania peanów na cześć Stalina (na przykład Kto ty jesteś? Polak mały...).

Znowu porównanie z Francją.
W Polsce uczeń ma powtarzać, że dobre, bo „polskie”, i nic za tym nie stoi. Nie ma żadnego argumentu, aby ojczyznę kochać, poza tym, że tyle milionów Polaków zginęło! Tymczasem mały Francuz słyszy, że ma kochać ojczyznę jako kolebkę Oświecenia i Deklaracji praw człowieka i obywatela, gdzie od ponad dwustu lat obowiązuje kodeks Napoleona, którego rozwiązania zainspirowały pół Europy.

Konieczność siedzenia na lekcji i słuchania bzdur jest jedną z głównych przyczyn frustracji ucznia. U mnie na lekcji zajmujemy się wyłącznie tym, co ucznia interesuje, a jeśli coś go nie interesuje, lecz uważam, że jest mu niezbędne, to stanę na głowie, żeby go zainteresowało.

Jak przygotować młodzież do inicjacji seksualnej

...się pisze...

Wykorzystuję całą swoją wiedzę kinezyterapeuty i masażysty, aby uzmysłowić tym rzadkim przypadkom, którym miałem okazję, że warto z inicjacją poczekać, aby ten czas wykorzystać na poznanie ciała partnera. Zadaj sobie trud, aby odgadnąć (lub wybadać łaskotkami) rozmieszczenie jego sfer erogennych. Poznawajcie swoje wrażliwe miejsca. Możecie sobie zadawać milion drobnych przyjemności, jak drapanie się po łopatce. Pokartkuj sobie atlas anatomii: gdzie jest prostata, gdzie jakie mięśnie - przyglądaj się, w jakim tempie mu przybywa masy mięśniowej. Nie musicie się od razu przecież bzykać, warto się nawzajem wymasować. Chłopak nadal rośnie, warto poczekać, że mu się oddasz, aż będzie miał większego.

Nie chcę być źle zrozumiany: późna inicjacja jest lepsza nie dlatego, żeby to ciągnąć do nocy poślubnej, lecz chodzi o to, aby obie strony były dojrzalsze, lepiej przygotowane, dobrze się poznały. Pierwszy stosunek powinien być przyjemnością.

...się pisze...

No i najważniejsze: te miesiące zwlekania wykorzystajcie, aby wypróbować różne marki gumek!!! Dmuchajcie je sobie i rozpękajcie albo napełniajcie wodą i zrzucajcie na przechodniów.

Badanie wytrzymałości prezerwatywy: Gumkę wypełnioną czterema litrami wody zrzucasz z okna na 1. parterze 2. pierwszym piętrze 3. drugim piętrze na: 1. chodnik, 2. murawę, 3. nielubianą sąsiadkę. Doświadczenie powtarzasz kilkakrotnie (tzn. przynajmniej dopóki sąsiadka nie przestanie się czepiać, że słuchasz głośnej muzyki), wypełniając kondoma różnymi ilościami wody. Wyniki (ile gumek pękło) zapisuj w tabelce - przygotowując się do oddziewiczenia przy okazji odrobiłaś zadanie z fizyki na spadek swobodny ciał.

Smarujcie nadmuchaną prezerwatywę mydłem, wazeliną, smalcem, lubryfikantem itp. aby się przekonać, które substancje niszczą gumę.


Jak stosować prezerwatywy - poradnik dla młodych par hetero.

Uwaga! Nie jestem seksuologiem ani specjalistą od lateksu. Poniższy tekst to rady oparte na mojej niewielkiej wiedzy w dziedzinie zapobiegania ciąży, na tym, co wyczytałem w mądrych książkach i usłyszałem od mądrych ludzi.


Wstęp

Najpopularniejsze sposoby zajścia w ciążę i ich skuteczność (procenty oznaczają liczbę ciąż na sto dziewczyn odbywających regularnie stosunki płciowe z chłopakami, stosujących daną metodę przez rok).

  1. Stosunek klasyczny - 85%
  2. Stosunek przerywany - 30%
  3. Seks w niedbale nałożonej gumce - 15%
  4. Seks w prawidłowo nałożonej gumce - 2%

ad. 2 Stosunek przerywany gwarantuje, że masz trzydzieści procent szans, aby w ciągu roku zajść w ciążę. Co to oznacza? Wyobraź sobie, że jesteś w klasie, gdzie jest piętnaście dziewczyn i wszystkie uprawiają regularnie seks z chłopakiem stosując jako jedyne zabezpieczenie przeciw ciąży stosunek przerywany. Za rok pięć z was będzie w ciąży.
ad. 3 i 4 W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że na sto nastolatek stosujących prezerwatywę jako jedyny środek antykoncepcyjny piętnaście zajdzie w ciążę w ciągu roku: dwie z przyczyn niezależnych (pech), a trzynaście z powodu nieumiejętnego używania prezerwatywy. Sama zdecyduj, czy warto czytać dalej. Zwracam się do dziewczyn, ponieważ to one ryzykują więcej.

Te piętnaście i dwa procent to nadużycie z mojej strony: wykorzystałem badania, w których uwzględniono wiek i kraj pochodzenia osób stosujących prezerwatywę. Pierwszy odsetek dotyczy przedziału wiekowego nastolatek (o których sobie założyłem, że są gorące, narwane i niecierpliwe, a jednocześnie niedoświadczone, dlatego gumkę nakładają niewłaściwie); dwa procent to odsetek niechcianych ciąż osiągnięty przez kobiety około czterdziestoletnie w Skandynawii (tutaj założyłem sobie, że chodzi o kobiety doświadczone i opanowane, które mają rzetelną wiedzę z edukacji seksualnej).


Prezerwatywa (lub kondom lub gumka) to jedyny środek chroniący jednocześnie przed ciążą i choróbskami. Wyłącznie seks w gumce może być określany jako bezpieczny (safe sex).


Opis jest dość szczegółowy, ale przecież nie tylko chodzi o wasze bezpieczeństwo i niechcianą ciążę, ale możecie z zabaw z gumką uczynić fragment gry wstępnej. Jeśli poniższe rady wydadzą wam się kosztowne, wiedzcie, że paczka prezerwatyw kosztuje mniej, niż paczka pieluch.


Część pierwsza - kupowanie i przechowywanie prezerwatyw.

Kondomy kupuj w aptece - są tam zresztą tańsze, niż w sex-shopie. Gdzie indziej możesz kupować, jeśli wiesz, jak sprawdzić, czy mają atest. Nie kupuj w kiosku - mogły leżeć na grzejniku lub na nasłonecznionej wystawie, są niebezpieczne. Nie kupuj pojedyńczych gumek, lecz od razu cały zapas - wyjdzie taniej (cena w przeliczeniu na gumkę jest niższa w przypadku opakowań z dwunastu sztukami, niż z trzema), no i rzadziej musicie kupować. Za pierwszym razem możecie kupić o różnym wymiarze, sprawdzisz, która pasuje (jeśli jest za duża, będzie się ześlizgiwała; za mała może pęknąć). Nie musisz się aptekarce tłumaczyć ani się wstydzić - ona nie takie rzeczy sprzedaje i co dzień wysłuchuje niesamowitych opowieści o zdrowiu. Stosuj przelicznik: trzy gumki na jeden stosunek (przy inicjacji znacznie więcej).

Ponieważ to dziewczyna ma więcej do stracenia, radzę patrzeć chłopakowi na ręce, gdy kondoma wyjmuje z folii, rozwija i nakłada. Nie chodzi o nieufność, ale nikt nie jest doskonały, i chłopcy często popełniają błędy. Dlatego nie pozwól, aby nakładał gumkę odwrócony, żebyś nie widziała. Przeciwnie - załóż mu sama. Nie sprawiaj wrażenia, jakbyś chciała sprawdzać, kontrolować, lepiej zamień to w zabawę.

Nie używajcie kondoma wyjętego gdzieś z kieszeni, gdzie nie wiadomo ile miesięcy był miętoszony, lub z dna szuflady. (Nie jest wskazane chować kondomów przed rodzicami: jeśli znajdą, powiedz, że pan od chemii zadał wam do domu sprawdzenie, jak tłuszcze działają na gumę; jeśli gumki znajdzie młodsze rodzeństwo, tym lepiej, powinno być od najwcześniejszych lat przyzwyczajane do lateksu). Nie pozwól chłopakowi używać gumki trzymanej luzem (jedynie w folii); przechowywanie w opakowaniu tekturowym lub oryginalnym pudełeczku zapewnia, że gumki są nieuszkodzone.

Absolutnie nie wolno uprawiać seksu, jeśli najpierw nie potrenowaliście nakładania gumek! Oznacza to konieczność zużycia choćby kilkunastu prezerwatyw, zanim się oddacie penetracji, po prostu żeby poćwiczyć. Trzeba dopasować rozmiar kondoma do rozmiaru penisa. Zasada: w razie jakichkolwiek wątpliwości prezerwatywę należy wyrzucić i wziąć nową. Nie oszczędzajcie na bezpieczeństwie. Paczka gumek jest wiele tańsza niż paczka pieluch!

...się pisze..

Od czego pękają prezerwatywy?

Prezerwatywy są różnej jakości. Wprawdzie wszystkie gumki dostępne na rynku teoretycznie przeszły pomyślnie wszelkie testy, ale lepiej być ostrożnym i sprawdzić atest lub kupować w aptece. Żeby mieć czyste sumienie, polecam gumki przeznaczone do seksu analnego lub dla gejów (są o wiele trwalsze, i droższe, nadal jednak tańsze, niż pieluchy).

się pisze...

Część druga - nakładanie gumki

Sprawdź, czy w opakowaniu foliowym jest powietrze. Jeśli nie ma, to znaczy, że uszło, ponieważ w opakowaniu jest dziura. Skoro opakowanie jest uszkodzone, to najprawdopodobniej sama gumka jest uszkodzona.

Gumkę możesz uszkodzić, gdy wyjmujesz ją z opakowania pospiesznie, nerwowo. Wiem, że trudno o opanowanie w momencie podniecenia, ale spróbuj się skupić na prawidłowym wyjęciu i nałożeniu kondoma. Nie przejmuj się, że może ci w tym czasie klapnąć - za parę minut stanie na nowo. Nie wahaj się wyrzucić gumki, gdy wyjmując zahaczyłe/aś paznokciem, upadła ci na podłogę, dotknąłeś nią części intymnych swoich lub partnera itp. Wyrzuć gumkę, gdy masz jakiekolwiek wątpliwości. Rozwijanie, oglądanie pod światło mija się z celem - gumka, którą manipulowałeś przez kilka minut, do niczego się nie nadaje. Kondom dotykany na całej długości brudnymi łapami nadaje się jedynie do wyrzucenia.

Jeśli w czasie wyjmowania prezerwatywy straciłeś erekcję (co jest zupełnie normalne i przydarza się każdemu mężczyźnie),...

Inne metody zapobiegania ciąży

Metody antykoncepcyjne są to metody pozwalające uprawiać seks i nie zajść przy tym w ciążę.

Stosunek przerywany

Stosunek przerywany trudno nazwać metodą zapobiegania ciąży, ponieważ po prostu wcale ciąży nie zapobiega, lecz jedynie zmniejsza prawdopodobieństwo zapłodnienia z osiemdziesięciu pięciu procent do trzydziestu. Dodatkowo stosunek przerywany prowadzi do nerwic i psuje przyjemność. Polega na tym, że kochacie się uważając, aby

Kalendarzyk małżeński, metody naturalne itp.

Ani kalendarzyk małżeński, ani żadna inna metoda naturalna nie jest metodą antykoncepcyjną, ponieważ ich działanie nie odpowiada definicji metody antykoncepcyjnej. Zasada działania jest prosta - jeśli nie będziesz uprawiać seksu, to nie zajdziesz w ciążę. Uwaga! Tylko tyle, i nic więcej! Metody naturalne gwarantują na 100%, że jeśli nie będziesz współżyła płciowo, to nie zajdziesz w ciążę. Metody naturalne niczego nie gwarantują, jeśli podejmiesz akt seksualny.
Danych, ile kobiet stosujących metody naturalne zachodzi w ciążę, nie znajdziesz z prostego powodu: tzw. metody naturalne nie są metodami zapobiegania ciąży, dlatego nie prowadzi się na ich temat rzetelnych, systematycznych badań statystycznych.


O oddawaniu organów czyli czemu walczę z nauczaniem krk.


Transseksualność

Różni nas prawie wszystko. Wiek, wzrost, waga, kolor włosów i oczu, temperament i gust zmieniają się płynnie, tworząc miliardy niepowtarzalnych kombinacji. Jest jednak w formularzach danych osobowych pozycja, w której nie możemy wykazać się kreatywnością – do wyboru jest tylko K lub M, kobieta lub mężczyzna. Płeć to taka prosta sprawa, tylko dwie możliwości, prawda? Otóż nie - ludzie o niejasnej przynależności płciowej rodzili się zawsze...

Transseksualność to niezgodność płci fizycznej z psychiczną, czyli mężczyzna w ciele kobiety lub kobieta w ciele mężczyzny. Niezgodność ta jest usuwana/poprawiana operacyjnie, to znaczy płeć pozorna (zewnętrzne organy płciowe) jest dostosowywana do rzeczywistej. To znaczy, że jeśli kobieta urodziła się w ciele chłopca, to jej ciało zostanie „dostosowane” w ten sposób, że chirurg usunie jej niepotrzebne atrybuty i sprawi właściwe (to znaczy przerobi jej członka i jądra na pochwę i łechtaczkę; operacja odwrotna jest technicznie trudniejsza, ale jak najbardziej możliwa i wykonywana). Operację poprzedza wnikliwa analiza psychologiczna. Operacja nie obdarzy cię gruczołami płciowymi, dlatego musisz przyjmować hormony sztucznie, aby wytworzyły ci się drugorzędne cechy płciowe. Terapii hormonalnej właściwie nie można zaprzestać. Liczba osób, które w Polsce zmieniły lub próbują zmienić płeć, oceniana jest na dwa tysiące.” (Bożena Kastory Płeć umowna, Tygodnik Wprost Nr 968, cytat za hermafrodytyzm.org)


Płeć rzeczywista to ta psychiczna, czyli kim się czujesz. Płeć fizyczna lub też biologiczna to płeć twojego ciała.

się pisze (niektórzy chłopcy mają XX, będąc jak najbardziej chłopcami w ciele chłopca)


To, kim jesteś, to jedno, kim chciałobyś być, to drugie. Za kogo cię mają, to jedno, za kogo byś chciało być uważane, to znowu inna kwestia. Pozwolę sobie opisać na dwa sposoby historię nieistniejącego Krzysztofa:

Urodził się dzieciak. Położna widząc zewnętrzne męskie organy płciowe poinformowała rodziców: Mają państwo syna!
Krzyś okres niemowlęcy spędził tak, jak należy: spał, ryczał i ssał. Jako pięciolatek poszedł do przedszkola, gdzie bawił się tak samo, jak inne dzieci. Raz z dziewczynkami, raz z chłopcami. Ale jakby częściej z dziewczynkami. I częściej lalkami niż samochodami.
Krzyś mówi o sobie w rodzaju męskim: Jestem głodny. Rodzice spieszczają go do Krzysio, Krzysiuń itp. Niekiedy wspominają, że planowali nadać imię Krystyna, gdyby urodził się dziewczynką - wtedy twarz Krzysia promienieje, a zaraz potem smutnieje.
W przedszkolu raz i drugi Krzysztofowi wpada do głowy pytanie: Co sprawia, że pani ustawia nas osobno - chłopcy z chłopcami, dziewczynki z dziewczynkami? Czemu zawsze jestem przydzielony do chłopców? Przecież z dziewczynkami tak dobrze się czuję. Niestety, Krzysztof ma sześć lat, i jest za mały, żeby sobie na to pytanie odpowiedzieć. Tutaj pierwsza historia się rozdwaja: typowy Krzysztof albo się dostosowuje i przyjmuje za swoje wzorce zachowania, jakie dane społeczeństwo w danym czasie* rezerwuje dla chłopców, albo się buntuje przeciw narzucaniu mu nienaturalnych schematów. W pierwszym przypadku Krzysztof chwilowo stłamsi swoje odczucia, które zresztą są jeszcze zbyt niewyraźne. Rozbudzą się one na nowo w okresie dojrzewania lub jeszcze później, kiedy Krzysztof po wielu nieudanych próbach ułożenia sobie dorosłego życia odkryje, że jest kobietą (i podda się terapii albo nie).

*Nie istnieją ogólne, naturalne, zawsze prawdziwe wzorce zachowania dla przedstawicieli poszczególnych płci, szczególnie dzieci. Komu wolno pluć, kto jak ma się ubierać, jakimi zabawkami bawić, jakie alkohole pić - to jest sprawa kultury, ale nie jestem kulturoznawcą.

W drugim przypadku Krzysztof wyraźnie „odstaje” od reszty grupy, do której został zaliczony - na przykład tym, że jest jedynym chłopcem przebierającym się ukradkiem w sukienkę albo próbuje nieśmiało mówić o sobie w rodzaju żeńskim. Jego zachowanie albo się spotka ze zrozumieniem otoczenia (przedszkolanka pozwoli mu bawić się spokojnie lalkami z dziewczynkami, a mama nie będzie chowała przed nim kosmetyków, „pogodzona z losem”), albo przysporzy mu nieprzyjemności. Jak się to skończy, scenariuszy są miliony....

Druga historia to historia tej samej osoby:
Krystyna urodziła się w typowym polskim mieście powiatowym (typowe polskie miasto powiatowe to takie, którego funkcje powiatowe nie mają żadnego uzasadnienia, a samo miasto ledwie jest w stanie samo się utrzymać, a gdzie żeby jeszcze miało zarządzać okolicznymi wioskami). Ale poza przyznaniem funkcji powiatowych wbrew rachunkowi ekonomicznemu popełniono jeszcze jeden błąd: położna, widząc, że Krystyna obdarzona jest zewnętrznymi narządami płciowymi męskimi, oznajmiła świeżej matce: Ma pani syna! Od tej pory Krystyna była postrzegana i wychowywana jako chłopiec - w akt urodzenia wpisano płeć męska i imię, jakie rodzice jej postanowili nadać, myśląc, że jest chłopcem: Krzysztof.
Dalej historia jest podobna: Krystyna w przedszkolu nie wiedzieć czemu ustawiana jest w grupie chłopców, którzy podśmiewują się: Co się z nimi zadajesz? Przecież to dziewczynki - z nimi się nie rozmawia! A gdyby wiedzieli, że Krystyna - tak jak inne dziewczynki, tylko że po kryjomu - przymierza sobie sukienki, bawi się lalkami i maluje sobie usta szminką mamy! Jedna pani przedszkolanka nie zwraca na to uwagi (ważne, że Krzyś jest dziwnie spokojnym dzieckiem jak na chłopca.), inna stale Krysię upomina: Nie możesz się malować, ponieważ jesteś chłopcem, a chłopcy się nie malują i nie chodzą w sukienkach.

Dalsze lata to już czysty koszmar: No co nie napijesz się? Co z ciebie za mężczyzna będzie?! albo Natychmiat zmyj ten lakier z paznokci! Ludzie pomyślą, że mam syna pedała! lub też Czemu nie masz dziewczyny? Smutek, odrzucenie, samotność, a to dopiero początek. Nikt Krystyny nie rozumie, a przede wszystkim Krystyna nie rozumie sama siebie. Nie wie, że jest kobietą w ciele mężczyzny. Rodzina wychowała ją w świadomości, że świat jest dwubiegunowy: albo jesteś mężczyzną, albo jesteś kobietą, trzeciego nie ma. Masz fiuta - jesteś mężczyzną. Jeśli Krystyna nie doczyta o transseksualności, to będzie wpadać z głębokiej depresji w jeszcze głębszą, aż w końcu odbierze sobie życie.

Przy odrobinie szczęścia Krystyna będzie miała świadomość, co jest nie tak z jej ciałem. Będzie wiedziała, że ona sama - Krystyna - jako osoba jest tożsama z tym, co jest w psychice. Krystyna jest kobietą, ponieważ ma osobowość kobiety, a fizyczne ciało najwyraźniej zrobiło jej psikusa.

Teraz Krystyna zakochuje się na zabój, ale tu historia ponownie się rozdwaja:
1) Krystyna jest brunetką, ale uważa, że będzie piękniejsza jako blondynka, i dlatego przefarbowuje włosy. Poznała jednak chłopaka, który woli czarnowłose, zakochuje się w nim i przefarbowuje dla niego włosy. Ale płci sobie nie zmieni tak łatwo, a chłopak, w którym się zakochała, jest hetero, to znaczy chętnie umówiłby się na randkę z dziewczyną, a widzi na własne oczy, że Krystyna to chłopiec mający na imię Krzysztof.
2) Krystynę oszołomiła dziewczyna, która jak się okazało gustuje w dziewczynach czarnowłosych, więc Krystyna chętnie się przefarbuje. Ale jej wybranka jest lesbijką (tak samo jak Krystyna!), a Krystyna ma ciało mężczyzny!

Tutaj wszystkie historie mogą się zbiec - po takich czy innych przejściach ktoś wreszcie Krzysztofowi/Krystynie wyjaśni, że jego/jej płeć psychiczna nie pokrywa się z fizyczną. Ciało ma męskie, duszę żeńską. Które jest ważniejsze? Genetyk mówi: Ta osoba ma XY, więc jest genetycznie chłopcem. Na to psycholog odpowiada: Krystyna jest kobietą, ponieważ ma osobowość kobiety i świadomość bycia kobietą. Jeśli ma ciało mężczyzny, to znaczy, że to ciało jest „niewłaściwe” i trzeba je zmienić/poprawić, aby mogła być sobą. To, kim się czuje, znaczy, że tym jest.

Medycyna określa przypadek Krystyny jako transseksualność M/K, czyli stoi jednoznacznie na stanowisku, że Krystyna jest kobietą, która ma męskie ciało.

Niestety, ludzie mówią co innego: Krzysztof jest mężczyzną, któremu się wydaje, że jest kobietą. Jest to podejście błędne i krzywdzące, właściwie nie powinienem o tym pisać, ale! To Krzysztof wie, kim jest, nie? Nie każdy Krzysztof ma dostateczną wiedzę, aby zrozumieć swój stan i zidentyfikować przyczynę nieszczęść; nie ma świadomości, że jest kobietą, ponieważ stłumiono mu ją wychowaniem. Przy narodzinach wszystko było w porządku, poza tym że ciało było „niedopasowane” do płci. Warunki, w jakich K. wzrastało: wrogie nastawienie otoczenia, szykany i wyśmiewanie, a przede wszystkim żądanie, aby K. dostosowało się do oczekiwań (obcych!) ludzi, sprawiły, że osobowość K. jest delikatnie mówiąc niepozbierana. K. nie wie, kim jest, jakiej płci. Nabiera przekonania, że to z nim jest coś nie tak, a wtedy rzeczywiście coś zaczyna być nie tak.


W idealnym świecie (czyli takim, gdzie byłaby edukacja seksualna od przedszkola do matury przez godzinę w tygodniu, a ja byłbym niepotrzebny) wszyscy by wiedzieli, że co któryś człowiek rodzi się z niezgodnością między płcią pozorną a rzeczywistą. Rodzice wiedzieliby, jak wychować takie dziecko, aby mimo wszystko dojrzało w harmonii. Osoba transseksualna dorastałaby mając świadomość, że jej ciało wymaga poprawek, i że te poprawki nie stanowią już dla medycyny wyzwania (poza kwestią płodności). Stan niezgodności między płcią fizyczną a psychiczną byłby postrzegany jako nieprzyjemny i uciążliwy, ale jednak przejściowy okres, tylko do operacji. Sama operacja natomiast nie byłaby określana jako operacja zmiany płci, ponieważ płeć (ta rzeczywista - psychiczna!) się nie zmienia, lecz wygląd zewnętrzny (płeć fizyczna) zostaje chirurgicznie dopasowany do płci rzeczywistej.
W sumie - w idealnym świecie osoba ma przez całe życie tę płeć, z którą się urodziła i którą się cały czas czuła, tylko ciało ma przez pierwsze dwadzieścia lat życia niedopasowane.

operacja zmiany płci
operacja chirurgicznego dopasowania wyglądu zewnętrznych narządów płciowych do płci rzeczywistej (psychicznej), połączona z hormonalną terapią „wywoływania” dalszorzędnych cech płciowych


Uwaga! Nie sądźcie, że im wcześniej, tym lepiej; wręcz przeciwnie: hormony wstrzykiwane nie zastąpią tych wydzielanych naturalnie przez jajniki lub jądra, które są niezbędne nie tylko do wykształcenia się cech płciowych, ale także ogólnie do tego, aby organizm rósł i dojrzewał. Operacja nigdy nie będzie zatem możliwa - nawet w idealnym świecie - wcześniej, niż po osiągnięciu dorosłości. Poza tym zmiana - choć jest to zmiana na lepsze - jest tak drastyczna, że trzeba proces rozciągnąć na kilka lat.

Nigdy nie będziemy żyli w idealnym świecie, ale możemy się do niego odrobinę zbliżyć - wprowadzając edukację seksualną do szkół. Z własnego doświadczenia zapewniam - rozmowy o seksualności są pożyteczne z wielu względów: 1) młodzież wie więcej o sobie i świecie; 2) osobowość ucznia jest pełniejsza (nie reprymuje on w sobie tego, co jest nieszkodliwe, a wręcz pożyteczne; nie traci wysiłków, aby wyrugować to, co jest owszem szkodliwe, ale nieusuwalne); 3) dwa pierwsze sprawiają, że młody człowiek chętniej przychodzi na lekcje i chętniej się uczy pozostałych przedmiotów.


Powyższe zastrzeżenie, że piszę o nieistniejącej osobie, jest bardzo ważne: transseksualność dotyczy twojej osobowości: kim jesteś i kim się czujesz. A osobowość każdy ma inną: cokolwiek napiszę na temat odczuć osoby transseksualnej, nigdy nie trafię. Jeśli jesteś kobietą/mężczyzną, to odpowiedz mi na pytanie: Co dla ciebie oznacza bycie kobietą/mężczyzną? Każdy z was dałby mi prawdopodobnie odpowiedź różną od pozostałych. Ktoś by wspomniał o mięśniach, kto inny o podrywaniu, o władzy, o rodzicach i dzieciach itp. Tak więc mam świadomość, że spośród osób transseksualnych nie wszystkie podpisałyby się pod moimi słowami.


Uwaga! Transseksualność nie ma nic wspólnego z pociągiem płciowym (czyli orientacją). Nie będę podawał przykładów. No dobrze, podam przykład znajomego, który sam postanowił upublicznić swoją historię, więc chyba nie popełniam niedyskrecji:
Powiedzmy, że mamy Zoltana.

Zoltan zmienił płeć (operacyjnie i hormonalnie) z męskiej na żeńską. Z punktu widzenia orientacji psychoseksualnej nic się nie zmieniło: zawsze lubił i nadal lubi kobiety. Gdybym chciał używać tradycyjnego schematu homo/hetero, otrzymałbym same niedorzeczności, na przykład to, że operacja zmieniła hetero w lesbijkę. Chirurgiczne usunięcie penisa nie zmienia zainteresowań/pociągu płciowego!
Zoltanowi zmieniła się płeć: był mężczyzną, jest kobietą. Zoltanowi nie zmieniła się orientacja seksualna: lubił kobiety i lubi kobiety.



Ewolucyjne źródła zachowań etycznych - alfabet moralności

Każdy człowiek rodzi się z naturalną zdolnością, aby rozróżniać uczynki dobre i złe z tendencją do tych pierwszych. Predyspozycja ta jest wynikiem doboru naturalnego (ewolucji).

Przez całe lata czekałem na naukowe potwierdzenie swoich obserwacji (osiągnięcia/spostrzeżenia w dziedzinie etologii w ostatnich latach są zdumiewające): człowieka poczucie moralności jest w pierwszym rzędzie efektem dostosowania ewolucyjnego, a nie wychowania!

Słowo moralność zostało zawłaszczone przez religie, a tym samym straciło swoje pierwotne znaczenie, niejednokroć zamieniając się w swoje przeciwieństwo. Dlatego jestem zmuszony przeformułować:

Człowieka wybory etyczne, a w szczególności zdolność do rozróżnienia uczynków złych i dobrych oraz tendencja do uczynków dobrych raczej niż złych, są efektem dostosowania ewolucyjnego. Wychowanie tę naturalną, pierwotną, wrodzoną skłonność wzmacnia lub tłamsi. Wyznawanie jakiejkolwiek religii nie czyni człowieka lepszym, a często - czyni go gorszym.

Tyle wynika z dwudziestu lat pracy z patologiami. Nie mam na poparcie swoich słów żadnych argumentów, poza... swoimi słowami. Mnie wystarczy to, że wiem, że mam rację...


O poczuciu sprawiedliwości, czyli co wynika z moich ankiet
Masz kilka kiści bananów do rozdania w nagrodę za zachowanie. Ale nie wiesz, kto na ile zasłużył. Wrodzony odruch mówi nam, żeby każdemu dać tyle samo, bo tak będzie sprawiedliwie. Błąd! I to wielki: dając każdemu tyle samo bananów, nagrodziłeś chuliganów, a pokrzywdziłeś grzecznych. W rezultacie ci, co do tej pory byli grzeczni, zaczynają chuliganić, a ci, co do tej pory chuliganili, chuliganią jeszcze bardziej.

Oto osoby odpowiadające na jedną z moich ankiet dofinansowałyby w jednakowym stopniu „Paradę Równości” i „Paradę Nierówności”.
Rola wychowania polega na tym, aby w takiej sytuacji zrobić wysiłek, żeby poznać szczegóły, mieć jakieś rozeznanie. Wtedy się okaże, że homofoby wzywające do nienawiści i stosujący przemoc fizyczną i słowną nie zasługują na banany, w przeciwieństwie do uczestników Parady Równości, której przesłanie jest jasne...


Osmoza kognitywna

Czym jest osmoza?
Wyobraźmy sobie układ, w którym po jednej stronie czegoś jest więcej, po drugiej mniej. Układ będzie sam z siebie dążył do równowagi, czyli do wyrównania ciśnień. Elementy, których jest więcej po jednej stronie, przejdą na drugą (nawet jeśli wymaga to pewnego wkładu pracy - wklep sobie w Gugla coś jak „elektrownia + osmoza”).

Otóż mózg człowieka tworzy z otoczeniem kognitywny układ osmotyczny: wewnątrz czaszki jest mniej wiedzy, niż na zewnątrz. Przy narodzinach „ciśnienie wiedzy” w czaszce jest ujemne, podczas gdy wokół - dodatnie (i stale rośnie!). Masa mózgowa dziecka jest wypełniona gotowymi do pracy neuronami, które tylko czekają na bodźce z zewnątrz.

Osmoza kognitywna to naturalny i wrodzony (i dla każdego pedagoga oczywisty) proces, w którym umysł ucznia sam z siebie, bez zachęt, upomnień, nagród i kar chłonie wiedzę i czerpie z tego radość.

System kodowania informacji przez neurony nie jest systemem zero-jedynkowym, lecz rozmytym. Neurony znają wyłącznie wartości między zero a jeden, czyli prawdopodobieństwo, dlatego system ten charakteryzuje niepewność. Jeżeli do mózgu będziemy dostarczać wyłącznie stwierdzenia „jedyne prawdziwe”, to neurony owszem, informację zapamiętają, ale nie będą w stanie jej przetworzyć, przeanalizować. Neurony, których nie wykorzystujemy zgodnie z naturalną funkcją ustawicznego gromadzenia nowej wiedzy (przez poddawanie wszystkiego w wątpliwość) i modyfikowania starej, obumierają (jakby drewnieją i przestają przesyłać impulsy).
Ponieważ nie istnieje stan zerowy, w przypadku braku bitów z zewnątrz neurony mimo wszystko są aktywne i przetwarzają informacje, choć im żadnych nie dostarczono. Dlatego każdemu wydaje się, że coś wie, podczas gdy nic nie wie na dany temat.


Dyskrecja

Rzeczownik dyskrecja, przymiotnik dyskretny mają wiele znaczeń. W naukach dyskretny jest przeciwieństwem ciągły. Na przykład ciąg liczb rzeczywistych ma charakter ciągły (nieprzerwany) - między dowolne dwie liczby rzeczywiste mogę wcisnąć nieskończenie wiele liczb rzeczywistych (czyli że nie istnieją „sąsiednie” liczby rzeczywiste). Liczby naturalne tworzą ciąg dyskretny, to znaczy taki, który może przyjąć wyłącznie wartości konkretne, między którymi jest pusto. Między 32 i 33 nie ma nic, granice liczb 32 i 33 są ściśle określone (co oznacza, że częstokroć muszę zaokrąglić, na przykład gdy mówię, ile procent osób z danej grupy).

Mogę powiedzieć, że cukrzyca jest chorobą ciągłą, to znaczy jest cały czas. Równie dobrze mogę powiedzieć, że padaczka (epilepsja) jest chorobą dyskretną, to znaczy, że chory ma padaczkę tylko w czasie ataku, poza nim padaczki nie ma, a momenty, kiedy „ma” padaczkę, są ściśle określone, to znaczy każdy widzi.


Jak powstają fałszywe wspomnienia?

W stresie lub innej sytuacji kryzysowej mózg produkuje różne fałszywe uczucia, w tym fałszywe wspomnienia.

Zabójstwo Kennedy'ego dało okazję do przeprowadzenia licznych badań nad pamięcią. Setki tysięcy, jeśli nie miliony Amerykanów utrwaliły w rozmaitej formie, w jakich okolicznościach dowiedzieli się o zamachu. I tutaj - zdumienie! Oto, czym się owe wspomnienia (niekiedy spisane nazajutrz po wydarzeniach, niekiedy po wielu latach) charakteryzują:

O czym to świadczy? Wyjaśnia, jak funkcjonuje nasz mózg. Mózg wytwarza fałszywe wspomnienia w ramach mechanizmu obronnego.
Na lekcji objawia się to w postaci „Wiedziałem! Nie musiałeś mi podpowiadać”, wypowiedzianego w sytuacji, kiedy tak naprawdę nie wiedział i bez mojej pomocy by nie doszedł (a wiem to stąd, że identyczna scena powtarzała się wielokrotnie, w odniesieniu nawet do tych samych słówek/definicji, przy czym raz podpowiedziałem, raz nie).


Neurodydaktyka - techniki uczenia uwzględniające i wykorzystujące, jak działa mózg.


Wychowanie i antywychowanie

Krk stawia na poczucie winy. Wzbudzając i potrzymując w młodym człowieku poczucie winy nie da się go wychować, ale da się go wychować do posłuszeństwa.

Wychowanie do posłuszeństwa to przeciwieństwo wychowania. Różnica jest mniej więcej taka, jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym albo demokracją ludową.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Księża katoliccy plują na gejów, ale nie w tych krajach, w których finansowanie z budżetu państwa (Niemcy) lub ulgi podatkowe (USA) zależą od spełnienia warunku, aby za otrzymane pieniądze nie siać nienawiści i nie uprawiać polityki. W Niemczech na lekcji religii katolickiej księża - aby zachować subwencje z podatków - uczą rzeczy całkowicie sprzecznych z linią Watykanu, za to zgodnych z niemiecką konstytucją, na przykład że rodzinę może utworzyć para mężczyzn lub para kobiet lub kobieta z mężczyzną, i że nie ma powodu, aby którykolwiek z tych równoważnych modeli wyróżniać.

spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Subsydiarność, komplementarność, pierwszeństwo w stosowaniu

Nie jestem prawnikiem i nie znam się na prawie. Moje wywody (na przykład na temat statusu małżeństwa) to analiza językoznawcza pisemnego lub ustnego uzasadnienia takiego czy innego wyroku danej instancji. Czyli czytam tekst, w którym Trybunał Konstytucyjny uzasadnia swoje orzeczenie, i porównuję je z językiem orzecznictwa innych trybunałów o podobnych kompetencjach oraz analizuję słownictwo, logiczność argumentacji itp.

Unia Europejska kieruje się zasadami, które sforułowane są w sposób trochę mylący. Przypuszczam, że to mylenie jest zamierzone, aby uspokoić eurosceptyków. Zasady brzmią tak, jak brzmią, ale zawsze jest coś „w domyśle”.

Zasada subsydiarności (czyli pomocniczości) oraz zasada komplementarności: Unia nie wtrąca się w dziedziny, które państwo członkowskie uregulowało we własnym zakresie. Unia interweniuje tylko tam, gdzie jest to niezbędne, ponieważ państwo członkowskie sobie nie radzi. A w domyśle: To Unia decyduje, kiedy państwo sobie nie radzi, czyli kiedy nie uregulowało danego zagadnienia tak, jak trzeba. Wtedy Bruksela interweniuje, i to do niej należy głos ostateczny, w dodatku z powołaniem się na fakt, że kraj członkowski wstąpił do Unii dobrowolnie, wręcz na własną prośbę.

Szczerze mówiąc mam do unijnych instytucji i prawodawstwa większe zaufanie, niż do polskiego (a moje przekonanie podziela większość obywateli - patrz wynik referendum).

Pierwszeństwo w stosowaniu czy nadrzędność?

Jeśli dwa akty prawne są względem siebie w stosunku nadrzędności-podrzędności, to znaczy, że urzędnik bierze do jednej ręki jeden tekst, a do drugiej drugi, i je porównuje, który jest nadrzędny. Otóż nic takiego nie ma odniesienia do prawodawstwa unijnego! Urzędnik nie bierze do ręki dwóch aktów prawnych, aby je porównać i zdecydować, który jest nadrzędny, a który podrzędny. Polskie ustawodawstwo nie jest ani nadrzędne, ani podrzędne względem unijnego, lecz po prostu polskie przepisy nie mają zastosowania tam, gdzie istnieją regulacje unijne. Czyli urzędnik bierze do ręki tylko jeden tekst - prawa unijnego, a dopiero gdy nie znajdzie w nim wytycznych, to kieruje się prawem polskim.

Najwyższym aktem prawnym w Republice Polskiej jest jej konstytucja. Konstytucja mówi, że Republika Polska wywiązuje się w pierwszym rzędzie z przyjętych na siebie dobrowolnie zobowiązań międzynarodowych. Do takich zobowiązań należy uznanie ustawodawstwa unijnego za swoje i niestosowanie przepisów krajowych tam, gdzie istnieją unijne. Na tym mydle ślizgają się kraje założycielskie od kilkudziesięciu lat, więc nie mamy co narzekać - w przeciwieństwie do Italii czy Francji doskonale wiedzieliśmy w czasie referendum, w co się pakujemy. A ewentualna niewiedza nas nie usprawiedliwia.

Dla przypomnienia: w referendum unijnym pytanie dotyczyło wstąpienia do Unii Europejskiej, ale wynik referendum oznacza, że obywatele opowiedzieli się za tym wszystkim, co zawierają dotychczas zawarte traktaty unijne, w tym za przewrotną zasadą subsydiarności (państwo członkowskie decyduje tylko w tych kwestiach, w których Unia nie zabrała głosu*) i pierwszeństwem w stosowaniu aktów unijnych (wszelkiej rangi) przed aktami krajowymi (dowolnej rangi).

*Czyli kraj członkowski definiuje sobie swobodnie, kto może zawrzeć małżeństwo, ale tylko dopóty, dopóki Unia nie wyda w tej dziedzinie dyrektywy.


Trybunał Unijny w Luksemburgu sam sobie przyznał - zgodnie ze swoimi kompetencjami - prawo do interpretowania istniejących i nieistniejących aktów prawnych na terenie Unii. To „nieistniejących” nie jest żartem: w pierwszych latach EWG zasada pierwszeństwa w stosowaniu nie była spisana czarno na białym. Wydedukował ją Trybunał: skoro państwo postanowiło suwerennie przystąpić do wspólnoty/unii, aby realizować wspólną politykę, to jest oczywiste, że jego system prawny musi być dostosowany do unijnego, a nie na odwrót, a tam, gdzie oba systemy są sprzeczne, zastosowanie ma bezpośrednio prawo unijne, a nie krajowe, bez porównywania czegokolwiek (tzn. bez oglądania się na nadrzędność/podrzędność).


Bezpośredniość i równość wersji językowych

Prawo unijne stosuje się bezpośrednio na każdym szczeblu administracji(oznacza to, że urzędnik nie ma prawa odpowiedzieć „Sprawdzę, co o tym pisze zarządzenie ministra” ani nawet „Zapytam szefa”, lecz ma obowiązek bez szemrania zastosować przepis unijny - który ma się rozumieć musi znać). Jeśli państwo członkowskie realizuje dyrektywy unijne odpowiednimi rozporządzeniami, to tym lepiej, ale w przypadku braku odpowiednich rozporządzeń każdy urzędnik Republiki Polskiej jest zobowiązany stosować przepisy unijne bezpośrednio (i znać je w tym języku, w którym zostały sformułowane!).

Polska wersja przepisów unijnych jest równorzędna z tą, w której ją spisano (zazwyczaj angielski lub francuski). Ta równorzędność wbrew pozorom może zadziałać na naszą niekorzyść, ponieważ o ile wersja polska jest równorzędna do angielskej, to przecież jednocześnie wersja angielska jest równorzędna do polskiej, a zatem jeśli rząd polski będzie się chciał wybronić przez Trybunałem w Luksemburgu powołując się na brzmienie zapisu polskiego, nic nie wskóra, ponieważ mało prawdopodobne, że Trybunał będzie miał tekst polski pod ręką i będzie chciał go czytać. ...się pisze...


Heteroseksualność a przemoc.


Barbara Pietkiewicz Szafy i parawany
Gej i heteroseksualna stają na ślubnym kobiercu. Jest jak zwykle: kwiaty, muzyka, nadzieja na szczęście trwalsze od burz i małżeńskich kryzysów. Ale w związek geja i niegejki brak szczęścia wpisany jest z natury rzeczy.

Don't ask, don't tell

Don't ask, don't tell” to zasada oficjalnie obowiązująca w armii amerykańskiej (a nieoficjalnie w innych dziedzinach życia, na przykład przy zatrudnianiu pracownika). Dosłowne znaczenie byłoby „Nie pytaj, nie mów”, czyli przełożony (ewentualnie pracodawca) nie ma prawa wypytywać o orientację seksualną podwładnego (lub kandydata), a ten nie powinien dopuścić, aby wyszła na jaw.

Zasada, choć na pierwszy rzut oka brzmi jak rozsądny kompromis, jest w rzeczywistości perfidnym szantażem: zmusza geja (ewentualnie lesbijkę, ale nigdy hetero!), aby kłamał i ukrywał przed wszystkimi istotne (i tak naprawdę nie dające się ukryć) fakty z życia. Oczekiwanie od geja, że będzie się trzymał zasady „Don't ask, don't tell”, - poza tym, że jest niemoralne - jest także nieludzkie, ponieważ wymaga od niego, aby się pilnował na każdym kroku, co prowadzi do nerwic i obniża efektywność jego służby. Gej wpada w ten sposób w pułapkę Paragrafu 22: jeśli się wygada, to można go wyrzucić i pozbawić wypracowanej emerytury za to, że się "obnosi", a jeśli się nie wygada, to można go wyrzucić za podawanie nieprawdziwych danych. Można go także wyrzucić pod pretekstem niskiej efektywności służby.

Don't ask, don't tell” nakłada na geja odpowiedzialność za słowa i uczynki osób trzecich i wystawia go na szantaż. Niezależnie od sposobu, w jaki orientacja geja wyjdzie na jaw, interpretuje się to jako złamanie przed geja rzeczonej zasady, w wtedy wszystkie chwyty są dozwolone. Gej jest wyrzucany z armii (z pracy) i w dodatku wmawia się mu, że sam jest sobie winien, co stanowi dodatkowe upokorzenie.

Wyjście na jaw orientacji geja oznacza unieważnienie jego dotychczasowych (choćby nawet wieloletnich) zasług, łącznie z pozbawieniem wypracowanej emerytury i degradacją.

Don't ask, don't tell” demoralizuje armię, dając szerokie pole do szantażowania dowolnej osoby (niekoniecznie geja).


spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

Bzdury i bzdurki na temat męskiego heteroseksualizmu

w większości krzywdzące, wymyślane i rozpowszechniane przez homofobów.

Popęd płciowy nie dający szans na spłodzenie potomstwa jest zboczeniem.
W takim razie zboczeniem jest heteroseksualność, jeśli heteroseksualista zakochuje się w kobiecie, o której nie wie, że jest lesbijką.
Narządy płciowe mężczyzny i kobiety pasują do siebie.
Gdyby pasowały, to by nie było problemów z przedwczesnym wytryskiem, znalezieniem punktu G, oziębłością i najważniejsze: gdyby penis pasował do waginy, toby kobieta szczytowała za każdym razem jednocześnie z mężczyzną i niepotrzebna by była gra wstępna i udawanie orgazmu.
Gdyby nie hetero, toby gejów nie było na świecie.
Jest dokładnie na odwrót: gdyby nie my, to was by nie było! Przez pierwsze trzy miliardy lat ewolucji nie istniało bowiem rozmnażanie płciowe i podział na płcie, czyli HETERO nie istnieli - byliśmy SAMI! Podział na dwie płcie, a tym samym rozmnażanie płciowe i heterość pojawiły się zaledwie półtora miliarda lat temu.
Poza tym gdyby nie istniało HOMO; to byś nie wiedział, że jesteś HETERO, nie?
Prawne uznanie homomałżeństw stanowi zagrożenie dla heteromałżeństw.
Nieprawda. 2009.08.08 zawarłem związek małżeński (czyli wyszedłem za mąż). Żaden urząd stanu cywilnego w Polsce nie zarejestrował w tym dniu mniejszej liczby heteromałżeństw, niż przeciętna. Żaden sąd nie orzekł w owym strasznym dniu więcej rozwodów, niż zazwyczaj. Małżeństwa hetero nie rozpadają się ot tak, ponieważ polski obywatel ma męża.
My, hetero, stanowimy większość.
Nieprawda. Stuprocentowych hetero jest tyle, co stuprocentowych homo: kilka, kilkanaście procent. Cała reszta miała w życiu rozmaite fantazje i doświadczenia raz homo-, raz heteroerotyczne. Z tego punktu widzenia większość stanowią osoby biseksualne. Natomiast w liczbach bezwzględnych w społeczeństwie polskim więcej jest kobiet niż mężczyzn, i więcej gejów niż lesbijek. Zatem osób czujących pociąg do mężczyzn jest więcej, niż osób czujących pociąg do kobiet. Geje należą do osiemnastomilionowej większości osób czujących pociąg seksualny do mężczyzn. Osób zainteresowanych kobietami jest siedemnaście milionów.
Możemy i powinniśmy się starać, żeby nasze dzieci wyrosły na heteroseksualne.
Nieprawda. Nie możemy na to wpłynąć: orientacja seksualna naszych dzieci nie zależy od naszej decyzji. Prędzej im wpoimy kompleksy niż wybraną seksualność.
A nawet załóżmy, że można dziecko wychować na homo lub hetero. Jak dokonać wyboru?! Rzut monetą: reszka - wychowam na geja, orzeł - na hetero?! A jeśli rodzice są odmiennego zdania, jedno chce córkę lesbijkę i syna hetero, drugie na odwrót? Chyba lepiej, że nie mają wpływu.
Homo może mnie uwieść, a to zaszkodzi mojej męskości.
Ręce opadają! Naprawdę aż tak się boisz o swoją męskość? Czyżby była aż tak wątpliwa?
Bez obaw, nawet jeśli się zabawisz z gejem (lub on z tobą), pozostaniesz mężczyzną. Każdy hetero ma czasem potrzeby homoerotyczne. Jeśli dasz im upust, to nie będzie cię to więcej gnębić.
Heteroseksualiści nie urządzają parad.
Nieprawda. Oto przykłady heteroparad:
http://serwisy.gazeta.pl/wideo/44,76004,4078953.html
http://www.tvn24.pl/-1,1519217,wiadomosc.html
http://www.youtube.com/watch?v=oKRPQ-pAU60
http://www.youtube.com/watch?v=8mpSq_7TdAU

że nie wspomnę o paradach w Rio, gdzie osoby heteronormatywne urządzają orgie na ulicach, i to na oczach dzieci.
Gdyby nie hetero, życie by wymarło.
Śmiechu warte! Hetero istnieje, odkąd istnieje rozmnażanie płciowe, czyli od półtora miliarda lat. Wcześniej tego nie było!

Życie trwa nie tylko dzięki temu, że ktoś płodzi, ale także dzięki temu, że ktoś wychowuje.
Heteroseksualiści nie obnoszą się ze swoją seksualnością.
Nieprawda. Heteroseksualność jest wszechobecna. Podkreślasz ją, gdy wspominasz swoją żonę, randkę itp. Dlatego aby w interesie rozwoju emocjonalnego młodzieży przywrócić zdrową równowagę, muszę stosować na lekcji francuskiego czytanki, gdzie co trzeci bohater jest homo. Dlaczego tak trzeba? Otóż wyobraź sobie, że uczeń wchodzi ze świata, gdzie widuje i zna gejów i lesbijki, do budynku szkoły, gdzie o ich istnieniu się nie wspomina, a nawet koledzy z klasy się ukrywają. Toż to schizofrenia.
Dzieci, jakie płodzę, wychowuję w rodzinie, gdzie mają ojca i matkę.
Statystycznie jest to nieprawda. W skali europejskiej przeważają bowiem następujące typy rodzin:
Tworzysz jeden z wielu modeli, i nie jest powiedziane, że najlepszy. Od dwudziestu już lat model rodziny: mąż plus żona plus dzieci nie jest punktem odniesienia. Nawet nie stanowi większości.
No i oczywiście z tego, że „masz” dzieci, nie wynika, że wychowujesz, więc jesteś jeszcze bardziej w mniejszości. Nie zapominaj, że hetero płodzą więcej dzieci, niż wychowują, podczas gdy geje troszczą się o więcej dzieci, niż spłodzili.
Heteroseksualni mężczyźni prowadzą ascetyczne życie płciowe, pierwszy stosunek mają w noc poślubną, i jedną partnerkę przez całe życie, z którą współżyją tylko w dni płodne.
Nieprawda. Heteroseksualiści to są normalni ludzie. Seks prócz prokreacji istnieje po to, aby dawać radość (na jeden akt rodzenia przypada kilka tysięcy aktów seksualnych). Niektórzy wprawdzie unikają kontaktów seksualnych, ale typowy przedstawiciel nie różni się od geja: kilka prób, zanim znajdziemy właściwą połówkę.
Mogę się stać homo w wyniku agresywnych kampanii antyhomofobicznych.
Prawda. Nie masz szans. Nie musisz czytać tej strony do końca - jutro rano obudzisz się HOMO! Jeszcze dziś leć do apteki po wazelinę.

Dla hetero seks analny stanowi metodę zapobiegania ciąży.
Nieprawda. Do zapobiegania ciąży służą środki służące do zapobiegania ciąży. Seks analny uprawiają heteroseksualiści dla przyjemności i mniej więcej równie często, co homo, i nie zawsze mężczyzna jest aktywny, a kobieta pasywna - czasem jest na odwrót (jak to możliwe?).
Zresztą bzdurą jest redukowanie heteroseksualności do takich czy innych technik seksualnych. W stosunkach międzyludzkich, a w szczególności w małżeństwie chodzi o coś więcej. Dwunastolatek, który jeszcze nie doświadczył erekcji, dojrzały mężczyzna prowadzący regularne życie płciowe czy siedemdziesięciolatek, dla którego seks jest ledwo wspomnieniem - wszyscy oni są w jednakowym stopniu „zorientowani”.
Byłem gejem jako pięciolatek, jestem gejem i będę nim nadal, kiedy starość zgasi moje libido.
Życie bezpłodnego hetero jest bez wartości.
Nieprawda, Jest to najokrutniejsze ze stwierdzeń padających z ust tych, którzy człowieczeństwo sprowadzają do reprodukcji. Człowiek nie jest drożdżem, żeby się jedynie rozmnażał!!! Dotyczy to osób, które z przyczyn biologicznych nie mogą mieć własnych dzieci: bezpłodne pary hetero- lub homoseksualne, osoby starsze i niepełnosprawne. Wszyscy oni są pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, a dziecko mogą adoptować i wychować (przypominam, że nie istnieje żadna przeszkoda prawna, aby gej adoptował dziecko jako osoba samotna - w Polsce kilkadziesiąt tysięcy dzieci jest wychowywanych przez gejów i lesbijki, a na świecie oficjalnie liczby wyrażają się w dziesiątkach milionów).

Rozmnażaniu służy prokreacja między dwoma dojrzałymi osobnikami, ale zdarza się, że nie mogą mieć potomstwa. Społeczeństwo zaradziło temu, wymyślając adopcję. Jeśli przyjmę i wychowam dziecko spłodzone i porzucone przez hetero, to bez wątpienia przyczyniam się w większym niż oni stopniu do przedłużenia gatunku.

Nadmienię, że do prokreacji małżeństwo nie jest konieczne (ludzie doczytajcie sobie, skąd się biorą dzieci, bo na pewno nie z ustawy ani z decyzji kierownika USC!), ono jest potrzebne, aby łatwiej było wychowywać dzieci (niekoniecznie swoje!), i aby żyło się raźniej, i po to powstało.
Należy odbierać dzieci samotnym rodzicom (przy rozwodzie, po śmierci małżonka) pod pozorem zapewnienia im należytych wzorców męskich i żeńskich.
Nie! Samotna kobieta lub samotny mężczyzna potrafi być prawie tak samo dobrym rodzicem, jak dwie kobiety lub dwaj mężczyźni.
Prącie i jądra stanowią jedyną sferę erogenną mężczyzny.
Nieprawda. Kluczową rolę w orgazmie u każdej kobiety i każdego mężczyzny odgrywa zwieracz, który się rytmicznie skurcza i rozkurcza wraz z innymi mięśniami podbrzusza. Szukanie dodatkowej przyjemności przez pobudzanie odbytu (a właściwie poprzez niego podstawy prącia i prostaty) jest techniką seksualną bez związku z taką czy inną orientacją (tzn. zarówno geje, jak i hetero mogą się zaspokajać drogą analną, i obaj mogą się bez tego obywać).
Seks analny a problemy z utrzymaniem stolca na starość.
Mężczyźni uprawiający pasywnie seks analny, zarówno homo, jak i hetero* mają zwieracz wzmocniony regularnym masażem, dokrwiony i lepiej unerwiony. Dlatego problemy retencyjne ich dotyczą w wiele mniejszym stopniu. Nie jest natomiast w świetle badań naukowych prawdą, że dzięki seksowi analnemu zmniejsza się ryzyko raka prostaty (ponoć). (O seksie analnym heteroseksualnym)
Mężczyzna i kobieta są do siebie anatomicznie dopasowani.
Nieprawda. O ile wielokrotnie zasypiałaś na klacie swojego faceta, o tyle pozycji odwrotnej nie próbowaliście: zagniótłby Cię. Dwaj mężczyźni są do siebie lepiej dopasowani anatomicznie, niż mężczyzna do kobiety. W dodatku wszystko, co robią, jest symetryczne, podczas gdy kobieta nie ma możliwości odwzajemnienia się facetowi.
Naturalnym przeznaczeniem prącia jest seks waginalny.
Nieprawda. Jedynym dopuszczalnym przeznaczeniem prącia jest oddawanie moczu, bo przecież to jest cewka moczowa, a na niej resztki moczu, śluz i zarazki, dlatego inne użycia są obrzydliwe i powinny być karalne.
Rodzina to mąż, żona i dzieci.
Bravo! Właśnie pozbawiłeś statusu rodziny siedemdziesiąt procent rodzin w Europie.
Już obecnie połowa dzieci rodzi się w związkach nieformalnych. Te, których rodzice byli oficjalnym małżeństwem w chwili urodzin, rozwiedli się w połowie przypadków, zanim skończyło 18 lat. Dalej: przeciętne dziecko jest jedynakiem (dokładniej ma 1,4 sztuk rodzeństwa, a to jest za mało, aby mówić o dzieciach w liczbie mnogiej).
Sytuacja w Polsce nie odbiega wiele od średniej europejskiej. Na przykład tyle samo dzieci ma jednego rodzica, ponieważ drugi zginął w wypadku. Prawie tyle samo małżeństw się rozpada, tyle tylko że nie biorą oficjalnie rozwodu, który jest maksymalnie utrudniony w naszym kraju.
Puszczanie oka a problemy z erekcją.
Nie musisz się obawiać: to, że wpadłeś homkowi w oko, nie znaczy, że będziesz miał od tej pory kłopoty z erekcją. Raczej się uśmiechnij zamiast panikować.
spis treści napisz mejla

© możesz cytować wszystko, byle z podaniem autora i źródła: Arkadiusz Karski, www.heterofob.republika.pl

O wychodzeniu z szafy

Moich uwag nie bierz za dobrą monetę i nie traktuj jako wskazówki do postępowania. Udało mi się przeprowadzić coming out kilku osobom, ale real to nie to samo, co net.


Poniżej przedstawię en vrac rady, jakie mi przyjdą do głowy. Nie traktuj ich jako wskazówek do działania, lecz jako punkt wyjścia do przemyśleń: co to da? czy to się sprawdzi w moim przypadku?


En vrac” znaczy tyle, co „bez ładu ni składu”. Poniższe „rady” nie są radami, lecz swoistymi przemyśleniami, jakie mi wpadły do głowy. Ufam, że cokolwiek napiszę, ludzie wiele mądrzejsi ode mnie będą umieli to spożytkować. Bądź proszę ostrożny czytając, i nie poddawaj się hurraoptymizmowi. Poniższe „rady” dotyczą gejów, którzy się ukrywali, i postanowili się odkryć przed najbliższymi. Atoli żeby się „odkryć”, trzeba się najpierw ukrywać. Wierz mi (albo i nie wierz), że pewna część gejów nigdy się nie ukrywała, tak więc nie potrzebuje żadnych coming outów ani rad dotyczących.


Więcej osób urazisz ukrywając tę istotną stronę swojej osobowości, jaką jest orientacja psychoseksualna, niż obnosząc się:

- Jesteś gejem? Acha. No ale czemu ci się głos trzęsie? Czego się boisz?
I czyta w moich oczach: „A bo ty na pewno jesteś homofob. Pewnie mnie chcesz uderzyć albo przezwać. Na pewno sobie o mnie coś brzydkiego myślisz!

Im wcześniej, tym lepiej.

Coming out jest nieuchronny. Jedyną alternatywą jest życie w upodleniu. Od ciebie zależy jedynie, kiedy się odkryjesz. Zwlekanie oznacza męczenie siebie i oszukiwanie innych. Jeśli się wyjawisz w wieku piętnastu lat, to zanim skończysz dwadzieścia, wszyscy już przetrawią i przywykną. Dodatkowo ze względu na młody wiek nie każdy weźmie to na serio. Im później, tym gorzej.

Myślę, że pożyteczne może się okazać, jeśli przez parę lat (powiedzmy przez całe gimnazjum) będą o tobie krążyć niepotwierdzone i niezaprzeczone plotki. Będą cię obmawiać za plecami, dogadywać i dokuczać, ale tylko niektórzy, natomiast wszyscy będą się zastanawiać, co z tym fantem zrobić. Im więcej o tobie rozmawiają i rozmyślają, tym prędzej wykształcą sobie postawę akceptacji. Weź pod uwagę, że osoby przychylnie nastawione do homków rzadko zmieniają opinię; natomiast homofobów można przekonać, że się mylą.

Nie pozwól, aby przerzucono na ciebie „ciężar dowodu”. Nie masz żadnej możliwości udowodnienia, że nie jesteś wielbłądem, nawet nie próbuj. Nie tłumacz się - to tylko pogarsza sprawę. Ich stosunek do homo to ich problem, który powinni sobie sami rozwiązać. Masz dość swoich kłopotów, nie musisz pomagać homofobom rozwiązywać ich kompleksy. Chce zrozumieć, to niech sobie doczyta. (Nie daj się nabrać na gierki w rodzaju: Nie mam uprzedzeń, tylko chciał(a)bym zrozumieć).


Jaki moment wybrać?

Najlepiej, gdy zmieniasz środowisko, na przykład przechodząc z gimnazjum do liceum, lub idąc na studia. Jeśli od samego początku postawisz kawę na ławę, pod koniec szkoły/studiów będziesz miał to już dawno za sobą. Jeśli natomiast zaczniesz od zaprzeczania, że jesteś gejem lub lesbijką, to jak to planujesz potem odkręcić?
Jestem Jan Kowalski, lubię niebieski i chłopaków, słucham Prokofiewa.” - to ucina wszelkie domysły, a zazwyczaj i zapiera dech.

Jeżeli należysz do tych gejów, którzy się ukrywają, to poczekaj do końca szkoły: nie wyjawiaj się tym osobom, którym do tej pory kłamałeś, że jesteś hetero.
Z drugiej strony: jeśli postanowisz się ujawnić jako homo, pamiętaj: nie musisz się tłumaczyć - normalny człowiek wie, przez co przechodzisz, i że nie chciałeś nikogo oszukać - jeśli się do tej pory ukrywałeś i oszukiwałeś otoczenie, wina leży wyłącznie po stronie homofobów.


Komu się zwierzyć?

Docelowo - wszystkim. I tak się dowiedzą, każdy w swoim czasie i każdy z innych ust. Jeśli nie masz siły każdego odciągać na bok, żeby mu wyjawić swoją orientację, pójdź na skróty - zwierz się mimochodem najbardziej plotkarskiej osobie z klasy, z grupy, spośród znajomych.


Nie dopuść, aby coming out wyglądał, jakbyś wyjawiał coś wstydliwego. Nie przyznajesz się do winy! Po prostu kogoś dopuszczasz do swojej tajemnicy, kto na to zasłużył.

Nie sprawiaj wrażenia, jakbyś dopuszczał do swojej tajemnicy kogoś, kto na to zasłużył! Może to odebrać jako lekceważenie. Nie twoje powołanie oceniać ludzi.


Cokolwiek nastąpi po twoim wyznaniu, nie od ciebie to zależy. Jeśli zostaniesz wyśmiany, spotwarzony, pobity, nie jesteś niczemu winien i nie twoja orientacja jest przyczyną (ani oczywiście moje podpuszczenia do coming outu), lecz ich nietolerancja (wynikła z kompleksów, jeśli cię to pociesza). Jeśli cię odrzucą, to dlatego, że są nikczemni, a nie dlatego, że jesteś homo. Dotyczy to w pierwszym rzędzie rodziców, których obowiązkiem jest dbać o twoje potrzeby emocjonalne, być ci wsparciem, bronić przed atakami.


Nie tłumacz się.

Do czego prowadzi, jeśli się zaczniesz przed kimkolwiek tłumaczyć, że jesteś homo:

Jeżelibyś już chciał wykorzystać któryś z moich argumentów ze strony głównej, kieruj się zasadą, aby się nie wgłębiać i nie próbować odpowiadać merytorycznie na absurdalne lub naruszające twoją prywatność zarzuty homofobów. Wybierz sobie ulubione stwierdzenie (dowolnie niepoważne), i powtarzaj je w kółko nie uzasadniając ani nie podając przykładów. Zauważ, że homofob mówi kompletne bzdury (jedyna różnica jest taka, że bzdury homofoba zostały powtórzone tyle razy, że przestały dziwić). Jeżeli zacytujesz którąś z moich bzdur, uzmysłowisz otoczeniu absurdalność „argmentów” homofoba.


Jesteś gejem?

Oczywiście odpowiedź jest pozytywna. Nie ma powodu, aby to ukrywać. Jestem gejem znaczy, że chcę sobie ułożyć życie z mężczyzną. Nie zawiera niczego niestosownego, nie zdradza żadnego szczegółu intymnego, a przynajmniej nie więcej, niż „Mam żonę”. (Orientacja a preferencje.)

Wyjawiasz orientację seksualną, czyli z kim planujesz założyć rodzinę: z kobietą czy z mężczyzną. Rozmówca nie ma żadnego powodu, aby to brać do siebie (o ile nie popełnisz tego błędu, aby go odciągać na bok). Jeśli jesteś gejem, to interesuje cię iluśtam spośród trzech miliardów mężczyzn na Ziemi. Nie wyjawiasz natomiast swoich preferencji, czyli jaki typ mężczyzny cię podnieca, kogo sobie wyobrażasz przy masturbacji.

Jeśli czujesz, że odpowiedź TAK sprawi ci kłopoty, to wiedz, że odpowiadając: NIE pakujesz się w dopiero błoto!

Poprawną odpowiedzią jest jakakolwiek, która będzie równoznaczna z to moja sprawa. Najlepiej dać odpowiedź wieloznaczną i żartobliwą. Prychnij tak, żeby nie było wiadomo, co cię oburzyło: czy podejrzenie, że jesteś homo, czy homofobiczność pytania albo bezczelność pytającego. Jeśli jesteś w otoczeniu homofobów, to pewnie to zinterpretują jako oburzenie, że ktoś cię posądza o coś takiego. Potrenuj przed lustrem albo z rodzeństwem.

Inna odpowiedź: Jeszcze nie zdecydowałem. albo Homo bywam we wtorki. Nie wiem, nie próbowałem.

Spróbuj także zawstydzić pytającego, tak żeby mu się odechciało więcej pytać. Zasugeruj, że pyta dlatego, że jest tobą zainteresowany, a ty go odrzucasz: Mam już chłopaka, nie zerwę z nim dla ciebie.

Odpowiedzi żartobliwe mają to do siebie, że każdy je rozumie, jak chce. Zazwyczaj homofoba to uspokaja, ponieważ nie może mu się pomieścić w głowie, że gej z uśmiechem tak odpowiada.

Insynuacje

Nie będę oczywiście cytował bredni, jakimi rzucają homofoby.

Nie pozwól, aby na ciebie przerzucano ciężar dowodu. Jeśli homofob coś ci zarzuca, to niech udowodni, że to prawda. Niech poda, skąd to wziął. Co się bez dowodu podaje, bez dowodu można odrzucić. Zapytaj go:

Nie tłumacz się! Nie masz z czego, a homofob nie zasługuje, żeby akurat przed nim.

Homofob to frustrat, któremu jest źle, i który się chce na kimś wyładować. Doskonale wie, że mówi brednie, dlatego go nie przekonasz argumentami naukowymi. Wie, że to, co mówi, jest krzywdzące, mówi to, aby zranić. Nie daj mu tej satysfakcji, jakiej oczekuje: że się upokorzysz, że będziesz przepraszał ja się takim urodziłem!.

Fakt, że nie możesz obalić argumentu, nie znaczy, że powinieneś traktować go poważnie.

Jak reaguje heteroseksualista na wyznanie: „Wiesz, jestem homo”?

Dlaczego coming out jest trudno znieść? Nie z powodu orientacji - to, że jesteś homo, u siedemdziesięciu procent ludzi wywołuje sympatię, życzliwe zainteresowanie, a pozostałym jest obojętne. Pozostaje, owszem, te pół procent homofobów, ale należy ich jedynie ignorować.

Aby to pojąć, musisz sobie uzmysłowić, że gdy mówisz:

Słuchaj, znamy się od lat, darzę Cię sympatią i zaufaniem, i uważam, że to Tobie powinienem powiedzieć pierwszemu: jestem gejem.

oznacza to de facto tyle:

Przez kilka poprzednich lat unikałem powiedzenia prawdy o sobie, kłamałem i oszukiwałem, gdyż miałem Cię za niegodziwca, podlca, po którym się można spodziewać najgorszego.

Rozumiesz, że to boli, gdy podejrzewasz kogoś o złe zamiary, o podłość? Jeśli spotykasz się z odrzuceniem, gdy decydujesz o wyjściu z ukrycia, to w dużej mierze z tego powodu. Miej proszę, wyrozumiałość dla innych.

Szokuj, szokuj, aż przestanie szokować

Szokuj! Ja na przykład lubię misie, to zbieram miśki. Mamy już dwa tysiące niedźwiedzi z porcelany, ceramiki, szkła, gliny, papier mâché, drewna itp., a także na znaczkach pocztowych i etykietach zapałczanych. Ktokolwiek wejdzie do mieszkania, widzi, że lubię misie.

- O, zbierasz misie?! Czemu?
- Bo jestem homo.
- To wy jesteście tacy? Jak fajnie!

Szokuj, prowokuj, obnoś się, pokazuj, każ o sobie myśleć i mówić. Niech koledzy się na wuefie nerwowo rozglądają, czy za nimi nie stoisz. Śnij się współspaczowi z akademika. Im brutalniej ich potraktujesz, tym szybciej przywykną. (Fachowo to się nazywa terapia przez ekspozycję).

Swego czasu w Krakowie zdarzyło mi się, że mnie babcia uczennicy zaczepiła na odchodnym pytaniem:
-Masz żonę?
-Nie, mam chłopaka!


Minutę patrzyłem z uśmiechem, jak starsza pani nie może dojść do siebie, wnuczka się śmiała, mrugała do mnie okiem i pchała do drzwi. Miałem nawet przez chwilę wyrzuty sumienia, że zszokowałem starszą osobę, ale wiem, że postąpiłem słusznie. Oto powody:
1.
Szok starszej pani spowodowała nie brutalności mojej odpowiedzi, lecz żywione przez nią stereotypy. Nie stawiajmy sprawy na głowie! Nie pozwolę, żeby na mnie przerzucano czyjeś winy. W tym przypadku winna jest sobie sama pani, która przez sześćdziesiąt lat życia nie uczyniła wysiłku, aby poznać świat i ludzi. Winni są także jej rodzice, którzy ją byli wychowali w poczuciu zadowolenia, że ma klapki na oczach, zamiast wpoić jej minimum wiedzy, otwartości i wrażliwości.
2.
Zasady obrony koniecznej są jasne: mam prawo, gdy się mnie próbuje upokorzyć, zastosować środek, który sprawi, że próby takie ustaną. W tym konkretnym przypadku moja krótka i brutalna odpowiedź sprawiła, że starsza pani nie mogła wypowiedzieć więcej podobnych obraźliwych pytań (wzięła mnie za, tfu hetero!), i jestem przekonany, że nikomu nigdy nie postawi podobnego pytania.
3.
Nie będę kłamał dla czyjejś wygody, i to w obecności ucznia! Wykrzyknik.

Jeśli kolega w akademiku ma ci za złe, że jest hetero, to uzmysłów mu, że może być gorzej: skoro sama twoja obecność sprawia mu problemy, to zasugeruj mu, że gdy jedzie do domu na week-end, hasasz z facetem na jego łóżku. Wspomnij mój przypadek: na stypendium w Debreczynie było nas trzech w pokoju: dwóch homo i jeden hetero. To mu powinno przywrócić proporcje.

Preliminacje

Słyszę czasem następujące wyznanie:
Wspomniałem ojcu, że uczy nas gej. Odpowiedział, że takich by trzeba wykastrować. Od tej pory unikam tematu jak ognia.

Czy unikanie to dobra strategia? Prowadzi do tego, że wieść o twojej orientacji spadnie na rodziców jak grom z jasnego nieba. Jeśli mają negatywne nastawienie do gejów, to wspominaj o nich jak najczęściej (TYLKO OSTROŻNIE!), pozwól, aby ojciec się wygadał, dlaczego to stanowi dla niego (dla niego!!!) problem. Zgłośnij telewizor, gdy leci „Queer as Folk” albo pogoda w Holandii.

Aspekty prawne

Napaść werbalna (wyzwiska, publiczne upokorzenie) i fizyczna (pobicie) stanowi przestępstwo. Grożenie pobiciem, wyrzuceniem z domu również jest przestępstwem - stosowanie groźby karalnej oraz zaniedbywanie obowiązków rodzicielskich (za to można pójść do więzienia!). Wyznanie orientacji psychoseksualnej ani nie nadaje rodzicom prawa znęcać się nad synem lub córką w ramach władzy rodzicielskiej, ani nie zwalnia ich z obowiązku niesienia bezwarunkowej pomocy.
Notuj wszystko i zgłaszaj bez wahania na policję. Wpisz w komórkę numery telefonów zaufania organizacji praw człowieka*. Jeśli zamilkniesz i się wycofasz, nie podołasz samotnie. Przy pierwszym ataku szukaj pomocy - zawsze może być gorzej. Coming out w czterech ścianach?! Najgorszy wybór.

Nie chcę nikogo oskarżać, ale w sytuacji, kiedy szukasz pomocy przed przemocą rodzinną, muszę cię ostrzec: zarówno na policji, jak i w innych ośrodkach pomocy (np. pogotowie opiekuńcze, opieka społeczna) pracują zwyczajni ludzie na etacie. Nie zawsze im się chce podnosić telefon, a tym bardziej przyjmować zgłoszenie, ponieważ to dla nich praca, czyli kłopot. Nawet te organizacje, które mają za jedyne zadanie być do dyspozycji osób pobitych przez członków rodziny i wyrzuconych z domu, nie wywiązują się, jak trzeba. Gros moich zgłoszeń (w imieniu katowanych dzieci) pozostało bez odzewu.

Nie pozwól się rodzicowi szantażować: tylko nikomu ani słowa, nie przeżyłabym tego wstydu. Wybij im z głowy, że będą decydować, komu co powiesz. Twoja orientacja to twoja sprawa, nie ich. Najlepiej utnij dyskusję mówiąc (lub nawet kłamiąc), że „sąsiedzi / kuzyni / ciocia Hela już od dawna wiedzą”.

Co się stanie, gdy ustąpisz żądaniu „Tylko nikomu ani słowa!”? Staniesz się bezbronny. Na początku jeszcze możesz się zwrócić o pomoc (przyjaciół, sąsiadów, nauczycielki, kuzyna). Jeśli zamilkniesz i będziesz cierpiał upokorzenia homofobiczne ze strony najbliższej rodziny, wykończy cię to po kilku miesiącach na tyle, że nie będziesz w stanie pójść po pomoc i wytłumaczyć, że od miesięcy się nad tobą znęcają.

Jeśli wiesz z całą pewnością, że ze strony rodziców czeka cię odrzucenie i agresja, ponieważ słyszałeś to wielokrotnie, a masz już dość milczenia i chcesz im powiedzieć, bo inaczej wybuchniesz, zrób to na spokojnie i w obecności świadków, co trochę przytonuje ich reakcje. Nie zostawaj sam z agresorami - szukaj kogoś, kto ci im pomoże uświadomić, że atakując cię popełniają przestępstwo. Im więcej osób wie o twojej orientacji, tym więcej znajdziesz sprzymierzeńców, a przynajmniej świadków.

Chodzi o stworzenie takiej sytuacji, żeby homofob miał świadomość, że jego słowa i zachowania podlegną ocenie - cokolwiek ci powie, nie pozostanie między wami, a to spowoduje, że się będzie trochę liczył ze słowami. Nie daj się odciągnąć na bok albo otoczyć przez grupę homofobów, którzy wtedy są odważni, kiedy są w kupie. Ale wystarczy tylko otworzyć okno/drzwi, zawołać brata/znajomego, aby homofob ze wstydem ściszył głos. Homofobia to większy obciach, niż bycie gejem. Obecność świadków przy coming oucie powtarzam, nie ma na celu pozyskanie sprzymierzeńców do walki (przecież nie chodzi o wywołanie wojny gangów), lecz o to, aby ich obecność stonowała reakcje homofoba.

Nie będziemy mieli wnuka.

Typowe w Polsce - podstawowa rzecz jest tu postawiona na głowie: ludzie uważają, że dzieci mają jakieś powinności wobec rodziców.

Rodzice mają psi obowiązek dbać o dzieci, spełniać ich finansowe potrzeby, otaczać troską, uczuciami, stworzyć warunki do wszechstronnego rozwoju. Nie mają prawa niczego oczekiwać w zamian, bo i niby w imię czego mieliby oczekiwać? Nie masz względem rodziców absolutnie żadnych zobowiązań. Masz obowiązki takie jak wyrzucanie śmieci, ale to w swoim własnym interesie, i na takich samych zasadach, jak wynosisz śmieci w akademiku, nie ze względu na starych.

Tak więc twoje dzieci to w pierwszym rzędzie twoje dzieci, a nie wnuki twoich rodziców. Uświadom im, że nie mają prawa do takich roszczeń względem ciebie (zacznij od podkreślania, że wynosisz śmieci sam dla siebie, a nie ze względu na nich - w ogóle wywiązuj się z prac domowych na tyle sumiennie, żeby nie mogli ci już nakazywać, co masz zrobić).

Dalej zwróć ich uwagę na fakt, że są straszniejsze rzeczy, niż brak wnuków. Wykorzystaj ich chorobę, aby przejrzeli na oczy! Roztocz wizję, w której będąc chorymi mają jeszcze wnuków na karku i nikogo do pomocy. Skonfrontuj tę wizję z przeciwną: masz chłopaka, gotowego do pomocy, a w szczególności mogą na niego liczyć w nieszczęściu. Opowiadaj prawdziwe i zmyślone historie na ten temat. Zainwestuj kilka lat, aby ich przygotować, uświadomić.

Zbieraj niechcący wycinki gazet, gdzie mowa jest o homoadopcji, o kobietach użyczających komórki jajowej lub które zgodziły się - zazwyczaj z czystego altruizmu - aby donosić czyjąś zapłodnioną komórkę jajową. Chcą mieć wnuka, to będą mieli: adoptujesz, albo spłodzisz z kobietą, która z dziecka zrezygnuje po urodzeniu.

Uświadom starym rzecz następującą: wielu dziadków tak naprawdę nie ma biologicznych wnuków, ponieważ nie wiedzą, że prawne potomstwo ich dzieci jest adoptowane lub z „nieprawego łoża”, czyli dziadzio jest dumny, że syn spłodził mu wnuka, a nie wie, że synowa ma to dziecko z innym mężczyzną. Statystycznie takich przypadków jest kilkakrotnie więcej, niż tych, kiedy nie będzie wnuków, bo syn jest gejem.

Mają ci starzy za złe, że masz chłopaka? Daj im zrozumieć, że z kimkolwiek się zwiążesz, będziesz go przedstawiał znajomym i rodzinie jako przyszłego zięcia twoich rodziców. Będą mieli wtedy baczenie, abyś się nie wiązał z byle kim. Wszystko sobie przemyśl po tysiąc razy, nie czyń niczego pochopnie. Nie wyobrażam sobie, żeby ci się udał coming out przed homofobicznymi rodzicami, jeśli nie przeczytałeś najpierw kilkunastu dobrych książek, kilkuset stron www itp. No i wysprzątaj pokój!

Celem mojej strony nie jest podanie ci argumentów, jakimi przekonasz swoich starych. Są to argumenty rzeczowe, logiczne, a rodzice podchodzą do sprawy emocjonalnie. Moje słowa mają ci dodać siły i przekonać, że racja stoi po twojej stronie, i z tym przeświadczeniem wymyśl sobie własną strategię, opartą na uczuciach.
Odnośnie wnuka strategie w zasadzie są dwie: Jeszcze nie wszystko stracone (np. możesz adoptować jako gej - osoba samotna lub spłodzisz dziecko z kobietą w ramach umowy) i I tak nic z tego (np. zmień nazwisko, tak żeby wytrącić ojcu argument o przekazywaniu nazwiska potomkowi).


Statystycznie biorąc będziesz żyć osiemdziesiąt lat! Nie przejmuj się tym, że ci dokuczają w szkole - gimnazjum czy liceum trwa trzy lub cztery lata, potem studia - pięć. Ten przykry epizod niedługo się skończy. Nawet sumując widzisz, że to nic!

Geje dumni i radośni, otoczeni sympatią i szacunkiem, którzy przez całe życie nigdy nie usłyszeli odzywki homofobicznej, stanowią większość. Nie wiesz o tym z tego powodu, że jeśli kogoś nie spotkały żadne nieprzyjemności, to nie jest niuz! O tym się nie mówi, bo nie ma o czym. Mówi się o przykrościach, dyskryminacji, nietolerancji, pobiciach. One nie są reprezentatywne, ale są medialne.

Świat jest piękny i każdy zasługuje, żebyś się do niego uśmiechnął!


Ktoś ci sugeruje, że możesz zmienić orientację.

Po pierwsze, zapytaj, jakie widzi pożytki w zmienianiu orientacji i czy sam próbował. Cokolwiek odpowie, nie reaguj, bo jest ci w stanie przedstawić jedynie bzdury. Na bzdury nie należy reagować, aby ich nie legitymować. Na argument o płodzeniu dzieci wytłumacz, że nie stanowi to w Polsce problemu.

Po drugie poproś, aby ci dał przykład: niech zmieni swoją orientację na pewien okres próbny, na przykład dwa miesiące. Obiecaj, że jeśli mu się uda, pójdziesz w jego ślady.

Podobnie możesz odbić żądanie, abyś się ukrywał ze swoją orientacją: poproś go, aby poddał się dwumiesięcznemu okresowi próbnemu. Niech przy każdej okazji zaprzeczy, że jest hetero. Niech nie da tego po sobie znać: ukryje zdjęcia ukochanej osoby, zaprzestanie aluzji seksualnych, przestanie się oglądać za płcią przeciwną na ulicy, ściągnie obrączkę itp. i najważniejsze: niech mówi o mężczyznach lubiących kobiety „hetero”, a o pozostałych (czyli o gejach) zwyczajnie mężczyźni. Wiesz, że nie da rady.


Jak udowodnić bzdurność bzdury

Zaciągnij homofoba do biura tłumaczeń. Załóżcie się, że kto przegra, ten płaci. Zlećcie przetłumaczenie pseudoargumentów homofoba na dowolny język. W innym biurze poproście o przetłumaczenie tekstu z języka obcego z powrotem na polski. W każdym przypadku wychodzą bzdury!


Coming out a agresja

Co się dzieje, gdy postanawiasz dokonać coming outu na wybranej osobie? Prowokujesz agresję.

Definicja coming outu
Mówię o coming oucie rozumianym jako sytuacja, kiedy z danej grupy osób (klasa, rodzina, koledzy i koleżanki w pracy itp.) odciągasz na bok jedną, aby jej (i tylko jej) w zaufaniu wyjawić, że jesteś gejem lub lesbijką, jednocześnie prosząc o dyskrecję.

Tak rozumiany coming out to najgorszy błąd, jaki sobie potrafię wyobrazić. Prowadzi on do tego, że nawet osoby przyjazne gejom reagują agresywnie. Przemocą, jej przyczynami i zapobieganiem zajmowałem się przez piętnaście lat w kontekście bijących rodziców, chuliganiących dzieciaków, napaści homofobicznych. Musisz wiedzieć, że podłożem agresji jest nie tylko nienawiść i tłumione kompleksy, lecz także zażenowanie, wstyd, poczucie krzywdy i urażonej godności, obrona honoru lub prawa do prywatności itp. Podam tylko te argumenty, które nie są oczywiste (przemyśl proszę, każdy z nich z osobna):

Moja rada: Nigdy nie wprost! Nigdy na osobności, w atmosferze spisku! To prowokuje agresję u osoby już nastawionej nieprzychylnie, a osoby, którym jest wszystko jedno, odstręcza, ponieważ narusza ich prywatność, poczucie bezpieczeństwa, solidarność w grupie.

Każdy odmawia rozmowy na temat czyjejś lub swojej orientacji. Z szacunku do ciebie i do siebie. Nie mów zatem, że jesteś gejem, lecz że wczoraj byłeś z chłopakiem na fajnym filmie, który wprawdzie amerykański thriller, ale ble, ble, ble...


Skoro nie wprost, to jak?

Trzy powyższe zdania opisują FAKTY. Fakty mają to do siebie, że można je przyjąć do wiadomości (a później zapamiętać lub zapomnieć), nic więcej. Nie podlegają one ocenom ani nie wywołują emocji. Protestuję, żeby stolicą Peru była Lima! lub Oburzające, że Francja ma sześćdziesiąt milionów mieszkańców! są stwierdzeniami bezsensownymi, które stawiają pod znakiem zapytania zdolności intelektualne czy zdrowie umysłowe wypowiadającego. Podobnie nie można się emocjonalnie odnieść do ostatniego: Nie podoba mi się, że twój facet ma na imię Krzysiek.

A zatem po pierwsze nie wprost: jestem gejem czy mam faceta, lecz coś na jego temat: imię, zawód, gdzie mieszka.

Po drugie, powiedz coś dziwnego. Ja mam łatwo: imię mojego faceta jest dziwniejsze, niż sam fakt, że mam faceta.

Możesz swojego lubego nazwać mężem (tak jak ja), a wtedy ludzie prędzej się będą dziwować, na jakiej podstawie tak go określasz (Czy chcesz przez to powiedzieć, że macie ślub? Macie na to papier?), niż nad tym, że jesteś homo.

Po trzecie, wpleć swoją wypowiedź w rozmowę i nie pozwól, aby powstała chwila ciszy, w czasie której się rozmówcy będą zastanawiać (i mogą cię zaatakować).

Rozmawiacie od dwudziestu minut o środowisku, spalinach, efekcie cieplarnianym itp. Wplatasz zdanie jak: Suwalszczyzna, gdzie mieszka mój chłopak, jest regionem najczystszym w Europie, ale jednocześnie najbiedniejszym i z najgorszą infrastrukturą. Tam nawet nie ma mostu w jednym miejscu (na terenie miasta! Suwałki), gdzie samochody przejeżdżają rzekę w bród. Nie chciałbym tam mieszkać.
Spośród twoich trzech rozmówców-homofobów jeden w ogóle nie zauważy, że przed chwilą powiedziałeś, że jesteś gejem. Drugi pojmie, ale nie będzie miał czasu ni sposobności, aby zareagować, reakcję odłoży na później. Trzeci - najinteligentniejszy, z najlepszym refleksem - doskonale zrozumiał, co powiedziałeś, i chętnie by ci nawymyślał albo dał w mordę, ale widząc brak reakcji pozostałych waha się, nie wie, o co chodzi, a tu rozmowa biegnie dalej, i po minucie nie ma już możliwości wrócić do twoich poprzednich słów, aby zażądać odwołania (?), potwierdzenia (?), pokajania się (?).

Przetestowałem dziesiątki razy! Działa: do jednej trzeciej ludzi nie docierają informacje poboczne podawane w trakcie ciekawej rozmowy na inny temat, druga jedna trzecia nie jest w stanie się skupić, aby zareagować i przyciągnąć uwagę pozostałych na ten poboczny wątek. Pozostaje jedna trzecia, którą można zagadać, nie dopuścić do głosu, o nic nie pytać, unikać. I to mówię o homofobach - osobach wrogo do ciebie nastawionych! Masz zatem szansę dokonać bezbolesnego coming outu, jeśli wpleciesz „wyznanie” w interesującą rozmowę na inny temat, byle nie wprost!

O gustach się nie dyskutuje - znasz to powiedzenie, prawda? Właśnie dlatego je powtarzamy, że ludzie chętnie o cudzych upodobaniach dyskutują, komentują, poddają w wątpliwość i krytykują. Na ich podstawie się uprzedzają.
Uwielbiam serial „Niewolnica Isaura”! - taka wypowiedź upraszczając wywoła dwie odpowiedzi: O, ja także go uwielbiam! albo Wy to jesteście prymitywy!. Ponieważ jeśli mówisz o upodobaniach/gustach/preferencjach, to niejako zaczynasz dyskusję na temat upodobań, i wszystkie chwyty są dozwolone.
Lubię mężczyzn - aż prowokuje, żeby to skomentować. Mój chłopak mieszka w Suwałkach - tego się nie da skomentować, a kto spróbuje, wyjdzie na durnia!

Wpisz się do księgi gości

Przeglądaj księgę gości

licznik
Lista blogow
homikus.pl blogi Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy! Katalog Stron SterWeb.pl Darmowe pozycjonowanie - Katalog SEO
Blogi mniejszości seksualnych
Katalog Stron Interpress - katalog.interpress.net.pl Elitarny Katalog Stron Katalog stron internetowych
Toplista Anarchistyczna
Ateizm.Toplista.pl
BEZ CENZURY
Katalog stron internetowych
statystyka Toplista blogowa - Najlepsze strony internetowe Gaylisting - TOP strony gay B l o g i g e j ó w
TOPLISTA - RANKING STRON WWW Bezpłatna promocja strony internetowej prezenty - pościel, prezenty Katalog stron Katalog Stron - www.WaWMedia.pl Darmowy katalog stron Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy! Katalog stron - humor
http://rynio.cba.pl/index.php?site=8040